• Wpisów:72
  • Średnio co: 23 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 21:34
  • Licznik odwiedzin:14 795 / 1744 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Tak, poszłam z Mariannan wczoraj do klubu. Tak, spiłam się jak głupia. Tak, nie pamiętam nic z wczorajszego wieczoru. Tak, wiem, nie powinnam robić takich rzeczy w środku tygodnia, ale potrzebowałam jakieś odskoczni. I nie narzekam. No dobra, przesadziłam. Ja umieram.
- Teraz podzielimy się w grupy!- powiedziała podekscytowanym głosem pani Benson, nasza opiekunka, która prowadziła zajęcia integracyjne. Siedzimy wszyscy w kole, rozmawiamy. To znaczy oni rozmawiają, ja przytrzymuję moją głowę, która waży chyba tonę. Jest mi niedobrze. Mariannan dała mi dzisiaj rano jakieś proszki. Coś niecoś podziałały, ale nie do końca.
- Sammy!- szturcha mnie dziewczyna.- Dzielimy się na grupy!
- Ja je*ie. Daj mi spokój. I nigdy nie mów do mnie w ten sposób!- warknęłam zła na cały świat.
- Sekcja fotograficzna- ciągnęła pani Benson. Leniwie podniosłam głowę i powoli poszłam do grupki fotografów, z którymi miałam mieć warsztaty. Większość z nich to Francuzi. I bardzo dobrze. Nie lubię mojej szkoły. Jak to dobrze, że jestem w niej ostatni rok.
Mariannan pomachała mi i poszła ze swoją grupą teatralną. Beznadzieja.
- Dzisiejsze zajęcia będą odbywały się w terenie- szepnął mi na ucho jeden z nich. Chyba Jeremie.
- Zajebiście- mruknęłam i poszłam za nimi na dwór. Było dosyć chłodno jak na wiosnę.
- Zajmiemy się portretami! Czy jesteście tak podekscytowani jak ja?- zapytała szalona nauczycielka. Zachowywała się jakby się chwilę temu schlała. I to porządnie.
- Jeszcze nigdy nie byłam tak cholernie podjarana- odpowiedziałam ironicznie. Nauczycielka surowo zmierzyła mnie wzrokiem. Iris i Jeremie zaśmiali się i kiwnęli do mnie głowami.
- Panno..- zawiesiła na chwilę, żeby przypomnieć sobie moje nazwisko.- Hamilton. Panno Hamilton, widzę, że panienka jest bardzo chętna. Więc proszę..- wskazała ręką miejsce, w które miałam podejść…
- No?- zapytałam.
- Będziecie współpracowali z modelami. Tobie przydzielono….- ponownie się zawahała. Rozglądała się po grupce obok stojących modeli. Nic specjalnego. Zupełnie zwyczajni. Ale nagle zjawił się on. Wyszedł zza zakrętu. Ciemna kurtka, ciemne okulary. Blond włosy rozwiewane przez wiatr, ponętne usta i kości policzkowe, za które można umrzeć. – Och jesteś Marcel!- ucieszyła się nauczycielka.- Panno Hamilton, to jest panienki partner.
Na początku pomyślałam, że ona sobie robi jaja. To nie jest film. W prawdziwym, życiu takie przypadki się nie zdarzają. „I pewnie mamy się w sobie zakochać?”- pomyślałam znudzona życiem. Chłopak wyciągnął do mnie rękę.
- Marcel Landsandt. A ty piękna?- zapytał seksownym niskim głosem.
- Nie sądzę, żeby to była informacja na wagę złota.
-Ja uważam zupełnie inaczej- powiedział drwiąco i przeczesał dłonią włosy, wyglądał jeszcze bardziej seksownie. Ale niech sobie nie myśli, że będę kolejną pustą lalunią, na którą to podziała.
- Możemy już zacząć?- zapytałam spojrzałam na resztę grupy.
- Och spokojnie, pani fotograf.
- O co ci chodzi?
- O co tobie chodzi?
- Żałosne są te twoje gierki.
- O czym ty mówisz?- powiedział zbliżając się do mnie.
- Na mnie to nie działa- odpowiedziałam mu.
- To się jeszcze okaże..- szepnął mi do ucha. Aż przeszły mnie ciarki. Później z łobuzerskim uśmiechem zapytał: - To zaczynamy?
Potrzebowałam chwili, żeby odetchnąć. Przygryzłam wargi i odpowiedziałam mu:
- Do dzieła!
Później robiliśmy mnóstwo ujęć. Marcel był cholernie przystojny, a w dodatku niesamowicie fotogeniczny, więc nasza współpraca powinna być banalnie prosta. Jednak nie było tak łatwo. Nie mogłam się skupić. Kiedy parzyłam w jego kuszące usta, które tylko krzyczały: „Pocałuj mnie!” , zapominałam o całej sesji. O warsztatach. Jednak był ktoś, kto wtrącał co jakiś czas swoje trzy grosze.
- Więcej życia Marcel. Samantho skoncentruj się bardziej na jego oczach… Mmm, nie do końca o to mi chodzi…- marudziła pani Benson.
- Ekhm… Czy mogłaby pani przestać co chwile mówić mi co mam robić? Jestem przekonana, że dam sobie radę bez pani… yyy.. cennych rad! I jestem dumna, że zapamiętała pani moje imię. To rzadkość!- syknęłam złośliwie.
- Grzeczniej. Kim ty jesteś, żeby zwracać mi uwagę?
- Samantha Hamilton- odpowiedziałam dumnie i zajęłam się zdjęciami. Spojrzałam na Marcela, który szepnął:
- Ostro…
Wywróciłam oczami, ale mimo to się uśmiechnęłam. Ta sytuacja była komiczna.
Długiej pracy , nareszcie skończyliśmy. Marcel podszedł od mnie.
- I jak?- zapytał zaglądając mi przez ramię, kiedy przeglądałam zdjęcia.
- Nie jest tak koszmarnie jak myślałam, chociaż mogłoby być lepiej.
- Przyznaj.. Jestem zajebisty!
- Chyba od dupy strony! Hahahaah!
- No tyłek też mam całkiem niezły…- odpowiedział żartobliwie.
Zmierzyłam go wzrokiem i zrobiłam kwaśną minę.
- Moi mili, dziękuje wam za współpracę. Widzimy się jutro na warsztatach. Póki co macie czas wolny. Pamiętajcie o wieczornym ognisku. Do zobaczyska!- powiedziała kobieta, pewnie chciała być fajna. Nie wyszło.
- Powinnaś mi teraz podziękować za współpracę..- powiedział dumnie Marcel.
- Nie oczekuj zbyt wiele.. –zbyłam go i zaczęłam składać swój sprzęt.
- Sam, nie tak złośliwie- nie przestawał się ze mną droczyć.
- Więc dziękuje serdecznie za uprzykrzanie mi życia panie…. Landsandt!- mruknęłam ironicznie.
- Nie ma za co. Pewnie mój urok osobisty jest tak zniewalający, że nie mogłaś się skupić. Więc przepraszam za to pani Hamilton.
- Och idź być zajebisty gdzie indziej. Na mnie to nie działa!- tak, wiem oszukiwałam. Ale nie dam mu się tak łatwo.
Chłopak stał i się do mnie uśmiechał. Ja patrzyłam na niego krzywo. On po chwili sięgnął po coś do kieszeni. Podał mi kawałek papieru.
- Zadzwoń jakbyś się stęskniła!
- Już pędzę…
- Jeszcze to wykorzystasz…- powiedział i odszedł.
„Ha! Komiczny! Jest zbyt pewny siebie, nie lubię tego. Ale ja tak łatwo się nie dam. Panie mega zajebiste ciacho Landsandt.”- pomyślałam i poszłam do auli, w której odbywały się warsztaty teatralne.
Na widowni było bardzo ciemno. Grupa zapalonych, młodych ludzi, marzących o wielkiej aktorskiej karierze ćwiczyła na scenie. Wśród nich była Mariannan. Postanowiłam im nie przeszkadzać, więc bezszelestnie usiadłam na końcu widowni. Oparłam głowę na fotelu i obserwowałam ich zmagania. Nagle drzwi lekko skrzypnęły, wyrywając mnie z zamyślenia.
Zobaczyłam ciemną sylwetkę, która usiadła obok mnie. W półmroku nie widziałam na początku twarzy tej osoby. Okazał się być Marcelem. Cholera jasna!
-A jednak znów na siebie trafiamy. To jest jak przeznaczenie..
- Chyba przekleństwo.
- Och nie przesadzaj- powiedział i spojrzał na scenę. Nie wierzyłam w to, co się dzieje. Wzięłam powietrze do płuc i poczułam dym papierosów. Lekko się skrzywiłam.
- Śmierdzisz.
- Nie widzę, żeby ci to zbytnio przeszkadzało.
- Jesteś obleśny.
- Zazdrościsz?
- Nie ma czego.
- Po co to robisz? Niszczysz sobie zdrowie.
- Och, odezwała się ta, która o nie dba. Wczoraj nieźle zabalowałaś. Poznaję to.
- Nic ci do tego- odpowiedziałam i odwróciłam wzrok. Siedzieliśmy w milczeniu. Po chwili Marcel się odezwał:
- Palę bo lubię. To mi się pozwala odstresować.
- Och bo ty masz takie zakręcona życie- powiedziałam drwiąco, a na widowni zrobiło się jasno. Warsztaty teatralnej grupy właśnie się skończyły.
- Sam!- pisnęła radośnie Mariannan. Podbiegła w moją stronę. Obok niej od razu stanął Marcel. Przyciągnął ją do siebie i namiętnie pocałował. Później spojrzał w moją stronę.
„Zajęty… Wiedziałam, że musi być jakiś haczyk.”- pomyślałam.
- Sam poznaj Marcela. Mojego chłopaka- odezwała się Mariannan i spojrzała na niego. On znowu ją pocałował. „Takie słodkie, że za chwilę się porzygam”-stwierdziłam w myślach.
- Idziemy gdzieś?- zapytałam, żeby przerwać ta ciszę.
- Jasne. Chyba teraz pojedziemy do domu. Okej?- zapytała brunetka.
- Byleby szybko..- odezwałam się. Miałam nadzieję, że nie będę musiała długo na nich patrzeć…

*

Jednak się myliłam. Okazało się, że Wielki Pan Marcel jedzie z nami. Boże, w jaką idiotyczną sytuację zostałam wciągnięta. Starałam się na nich nie zwracać uwagi, ale się nie dało. Migdalili się na siedzeniu w samochodzie. Ble!
Kiedy przyjechaliśmy pod dom od razu poszłam do swojego pokoju. Chciałam się od nich uwolnić. Powoli zaczynałam go nienawidzić jeszcze bardziej. Co on sobie w ogóle myślał? Że jest taki fajny?
Usiadłam na łóżku i wzięłam na kolana komputer. Zrzuciłam na niego zdjęcia z aparatu. Miałam zamiar zając się ich obróbką w najbliższej przyszłości. Ale nie teraz. Jeszcze chwila patrzenia na Marcela i nie ręczę za siebie. Już dobijały mnie ich chichoty zza ściany. OBLEŚNE!
Weszłam na pocztę. Jak zwykle nic poza reklamami. Później zalogowałam się na skypie. Od razu zadzwonił do mnie Rob. Na początku go odrzuciłam, ale nie dawał za wygraną. W końcu odebrałam.
- Jezu dziewczyno!- krzyknął kiedy tylko mnie zobaczył.
- Co ?- zapytałam wkurzona.
- Odchodzę od zmysłów!
- Aha..
- Sam! Wiem, źle zrobiłem wyzywając cię, ale… Ale mnie poniosło. To w zasadzie żadne wytłumaczenie. Mała przepraszam- powiedział. Siedział najprawdopodobniej w biurze, bo był ubrany w garnitur. Miał podkrążone oczy, jakby nie spał przez kilka nocy. Jak nie Rob.
- No dobra, niech ci będzie- odezwałam się. Brakowało mi go. I mimo, że cholernie mnie wkurzył, to wiedziałam, że mogę na niego zawsze liczyć. To mój brat, tylko on mi został.
- A jak ci tam?- zapytał.
- Jest okej. Tylko….- opowiedziałam mu co się działo od przyjazdu. Ze wszystkimi szczegółami. Nie pominęłam wątku Marcela. Potrzebowałam mu się tak wygadać.
- Widzę, że masz bardzo ciekawie. Sammy! Wczoraj nieźle zabalowałaś!
- O co wam wszystkim chodzi? A w ogóle, kiedy ostatnio spałeś?- zapytałam.
- Nie pamiętam. Mam teraz tyle pracy. Padam na ryj!
- Roby idź do domu i odpocznij. Wyglądasz okropnie.
- Miło usłyszeć.
- Mówię serio..
Rozmawialiśmy jeszcze przez chwilę o jakiś pierdołach. Później powiedziałam Robowi, żeby poszedł do domu porządnie odpocząć. Tak też chyba zrobił. Przejrzałam moje konta na różnych portalach i już odstresowana zajęłam się obróbką zdjęć. Większość z nich nie nadawała się do niczego, ale niektóre były całkiem niezłe. Wybrałam najlepsze i nagle pojawiła się informacja, że Niall chce ze mną rozmawiać. Odrzuciłam ją. Później dostałam od niego wiadomość. Też na skypie. „Błagam Cię. Odbierz. To tylko chwila..”. Nie wiedziałam co mam zrobić. Co to mogło być skoro takie ważne….
Zadzwonił ponownie. Tym razem się zawahałam, ale nacisnęłam zielona słuchawkę. Wtedy go zobaczyłam. Wyglądał inaczej niż zwykle. Siedział chyba w jakimś hotelu. Miał na sobie białą koszulkę na ramiączkach. Był spieczony. Nic dziwnego, przecież to Ghana.
- Sam..- powiedział i jego głos się zawiesił.
- Co?
- Tak dawno z tobą nie rozmawiałem..
- Dobra, daruj sobie.
- Powiedz mi, dlaczego to zrobiłaś?
- Nie udawaj kretyna- powiedziała szorstko. Było mi z tym cholernie ciężko bo widziałam, że go to zabolało.
- A ty nie udawaj, że wcale ci nie zależy!
- Pie*dol się!- warknęłam powoli wyprowadzona z równowagi.
- Oni mieli rację jak mi o tobie opowiadali. Zachowujesz się jak ..
- Dokończ. Proszę!
- Sam zrozum..
- Nie mam ochoty niczego rozumieć. Zrobiłam to co chciałam, bo do cholery to jest moje życie i mogę sobie robic to co mi się podoba. A wy? Wy byliście tylko przygodą. Nic do was nie czuję i nie czułam! W ogóle to nie wiem po co chcesz ze mną gadać. Tu nie ma nic do wyjaśniania.
- Jednak chyba jest…
- A może tak! Może wreszcie to wy przestaniecie się oszukiwać? Że tacy wielcy przyjaciele jesteście… Ha!
- Nic nie wiesz..- syknął.
- Ja NIC nigdy nie wiem! Daruj to sobie. A te wszystkie chwile, które z tobą spędziłam są… Zwyczajną stratą czasu!- krzyczałam do monitora.
- Spójrz na siebie! Nie uciekniesz w ten sposób od poczucia winy.
- Och skończcie wszyscy z tym poczuciem winy. Nie wiem, po co to robicie, ale się dowiem.
- Sam… Proszę uspokój się- mówił Niall.
- Przestańcie do cholery mnie uspokajać!- wydarłam się na całe gardło z bezsilności. Wtedy do pokoju wszedł Marcel. Oparł się nonszalancko o framugę drzwi i powiedział:
- Skarbie, złość piękności szkodzi.
Spojrzałam w jego stronę nie mając ochoty na użeranie się. Wyłączyłam komputer. Niall pewnie słyszał Marcela. Ale miałam to gdzieś. Już i tak nigdy się z nimi nie zobaczę. Wcale mi na tym nie zależy.
- Marcel….- zaczęłam.- Wypier*alaj stąd!
- Och, wyluzuj.
- Gdzie Mariannan?
- Rozmawia przez telefon.
- Super. To idź do niej i daj mi spokój.
- A jak zdjęcia?- nie dawał za wygraną.
- Nie wiem, dopiero się tym zajmuję.
Wtedy on usiadł obok mnie na łóżku i spoglądał mi przez ramię jak przerabiałam zdjęcie. Jego oddech sprawiał, że całe mój ciało przechodził dreszczyk emocji. Wiedział o tym. Doskonale wiedział. Nagle poczułam, że łaskocze mnie po szyi. Postanowiłam to zignorować. Ale po chwili musnął mnie swoimi ustami.
- Co ty ku*wa robisz?
- Przecież ci się to podoba.
- Podoba?! Ty jesteś jakiś zje*any!
- Sam..
- Idź stąd. Mam już dosyć. Was wszystkich!- wrzasnęłam drzwi i bezsilnie opadłam. Siedziałam skulona i płakałam. To mi pomagało. Musiałam to z siebie wyrzucić.

  • awatar Kochana †.: Jesteś niesamowita ^^ piszesz cudowne opowiadania ,jestem pod ogromnym wrażeniem , masz talent <3 czekam na kolejny rozdział :p
  • awatar Olaaa.x3: super :D
  • awatar karolly: F**k jeaaaah ! Czujesz to ? Nadrobiłam wszyatkie działy ! Wszystkie ! A co do tego rozdziału... Fgshthgngbvffvf <3 A ten Marcel to zjeb, wkurza mnie.. Fuuuuu Pewnie nieźle namięsza.. I Sammy.. Och Sam.. Moje biedactwo
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (19) ›
 

 
Wychodzę z samolotu. Obok mnie idzie grupa podekscytowanych rówieśników. Omijam ich sprytnie i rozglądam się dookoła siebie.
Przed chwilą wylądowaliśmy. Wszyscy nie mogli doczekać się, aż poznają swoich nowych opiekunów. Ja miałam na to szczerze powiedziawszy wylane. Najbardziej zależało mi na warsztatach fotograficznych i na odcięciu się od rzeczywistości. Miałam nadzieję, że uda mi się o wszystkim zapomnieć. Sprawić, żebym nie czuła tych okropnych wyrzutów sumienia.
Kiedy odebraliśmy swoje bagaże i wysłuchaliśmy kolejnych pouczeń nauczycielki mogliśmy wyjść na zewnątrz, gdzie czekali na nas nowi znajomi.
Już wcześniej było ustalone, kto z kim mieszka. Ja jak zwykle zostałam sama. Nie chciałam być z jedną z dziewczyn z mojej szkoły. Nie lubię ich towarzystwa. Szukałam dziewczyny, która trzymała tabliczkę z moim imieniem.
- Samantha!- usłyszałam za sobą. Obróciłam się na pięcie. Przede mną stała dosyć szczupła dziewczyna z brązowym lokami.
- Mariannan?- zapytałam. Miałam nadzieję, że dobrze powiedziałam jej imię.
- Oczywiście!- odpowiedziała rzucając mi się na szyję. „To będą ciężkie trzy tygodnie…”- pomyślałam.
- Już nie mogłam się doczekać, żeby cię poznać- nie przestawała mówić. – Będzie super! Zobaczysz. Mamy mnóstwo zajęć. Najpierw pewnie spotkamy się na jakimś integracyjnym spotkaniu i…
- Najpierw muszę odpocząć po podróży- przerwałam jej. Może trochę chamsko, ale nie mogłam słuchać jej paplaniny.
- No pewnie. Chodź- powiedziała uśmiechnięta i wskazała ręką samochód.
- Nareszcie- mruknęłam.
- Coś się stało?- zapytała.
- Nic- odpowiedziałam z wymuszonym uśmiechem. Wsiadłyśmy do auta. Mariannan wyjaśniła coś młodemu mężczyźnie, który najpewniej był jej szoferem.
Później wyciągnęłam komórkę, żeby sprawdzić wiadomości. Od Roba było ich całe mnóstwo, ale poza tym nic. Nie czytając żadnej z nich, usunęłam wszystkie. Mariannan też wyciągnęła swój telefon i z ciekawością przeglądała najnowsze informacje. Później zrobiła wielkie oczy i spojrzała w moją stronę.
- Samantha Hamilton?! To ty?!
- Nie, święta Kunegunda- prychnęłam. Jednak małe francuskie miasteczko nie było tak zacofane jak myślałam. Oni wiedzieli o wszystkim.
- Jak?! Ty?! O mamo…- nie mogła uwierzyć brunetka.
- Możesz sobie dać spokój? Mam już dosyć wszystkich komentarzy!- warknęłam.
- No dobrze..- powiedziała i posmutniała. Wciąż spoglądała w telefon i czytała jedne z najgłupszych informacji.
Ja postanowiłam nie zwracać na to uwagi. Byłam zmęczona podróżą. A rozpatrywanie tej taniej sensacji nie miałoby najmniejszego sensu. Chciałam poczekać aż sytuacja ucichnie.
Samochód zatrzymał się przed dosyć dużym domem. Z niesamowitym ogrodem. Wszędzie było kolorowo. Nic dziwnego, w końcu mieliśmy wiosnę. W Londynie nie czułam tego wszystkiego. Tutaj było inaczej.
Kiedy wysiadłam nabrałam powietrza w płuca. Niesamowicie.
- Ryan weźmie twoje walizki- powiedziała chłodno dziewczyna.
- Świetnie- mruknęłam pod nosem.
- Więc zapraszam!- odezwała się do mnie otwierając przede mną drzwi.
Weszłam do domu. W korytarzu było mnóstwo zdjęć, obrazów i suszonych kwiatów. „To jakiś dom starców?!”- pomyślałam. Powiesiłam skórzaną kurtkę na wieszaku. Mariannan poszła dalej. Postanowiłam iść za nią. Weszłyśmy do salonu. Był bardzo jasny i przestronny. Wszędzie stały kolorowe kwiaty, po środku stał kominek, do którego jakiś mężczyzna wrzucał kawałki drewna. Kobieta w średnim wieku siedziała na jasnym skórzanym fotelu i pisała cos na laptopie. Kiedy usłyszeli, że przyszłyśmy oderwali się od swoich zajęć i powitali nas z uśmiechem.
- Samantho! Jak miło cię widzieć w naszym domu!- powiedziała kobieta promiennie się uśmiechając. Wyciągnęła ręce, żeby mnie przytulić.
- Tyle na ciebie czekaliśmy- dołączył do niej mężczyzna.
- Kochana, podróż musiała być bardzo męcząca. Mariannan zaraz pokaże ci twój pokój. Za godzinkę podam kolację- dodała uprzejmie kobieta.
- Hm… Dziękuję. Mi również bardzo miło państwo poznać- odpowiedziałam po francusku.
Po chwili Mariannan pokazała mi mój pokój. Nie wyróżniał się niczym specjalnym. Był urządzony bardzo minimalistycznie, aczkolwiek gustownie. Również był jasny i przestronny. Na środku stało dwuosobowe łóżko, niedaleko niewielka toaletka, szafa i komoda. Naprzeciwko łóżka znajdowały się balkonowe drzwi.
- Jeśli chcesz możesz poprosić ogrodnika o jakiś leżak. Nie wiedzieliśmy czy będziesz sobie cokolwiek życzyła. Oczywiście nikt poza pokojówką nie będzie tutaj zaglądał podczas twojej nieobecności. Jedyny minus jest taki, że nie będziesz miała swojej łazienki. Musimy ją dzielić razem- powiedziała dziewczyna. Wyszłyśmy na korytarz i wskazała drzwi naprzeciwko. – To ona.
- Myślę, że jakoś to zniosę. Teraz muszę cię przeprosić. Chcę się odświeżyć- odezwałam się chłodno.

*

Po niespełna godzinie byłam w miarę odprężona. Wzięłam chłodny prysznic. Zmieniłam ubranie. Wyciągnęłam komórkę. Napisałam smsa do Roba : „Żyję!”. Tyle mu powinno wystarczyć. Później wyszłam na balkon. Rozejrzałam się po okolicy. Miasteczko szło spać. Poczułam zapach świeżo skoszonej trawy. Nieziemsko.
Nagle z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk komórki. Spojrzałam na ekran. Czarujący Książę.
„ Hej skarbie. Odpoczywam od świata wiesz? Ale o tobie nie mogę przestać myśleć.”
„Nie zgadniesz! Ja robię identycznie to samo. Od jutra nie myślę o przeszłości.”- odpisałam mu.
„Jestem na drugim końcu świata. Prawie odcięty od cywilizacji. Staram się nie zwracać uwagi na innych ludzi. Tych złych.”- napisał po chwili.
„Ja też. Myślałam, że tu gdzie jestem nikt nic nie wie, ale się myliłam. Obiecasz mi coś?”- wystukałam szybko na klawiaturze.
„Jasne. Powiedz tylko co..”.
„Od ciebie nie chcę odpocząć. Lubię nasze dziwne rozmowy panie nieznajomy”- napisałam.
„Ja też! Możesz na mnie zawsze liczyć.”- odpisał.
Usłyszałam delikatne pukanie do drzwi. „Co za nowość..”- pomyślałam i odezwałam się:
- Proszę.
- Mama już podała kolację. Zejdziesz?- zapytała nieśmiało Mariannan.
- Jasne. Jezu dziewczyno! Masz zamiar nadal się tak zachowywać?!- zapytałam.
- Jak?!
- Och nie udawaj głupiej!- powiedziałam.
- Ja głupiej?! To ty zachowujesz się jak rozwydrzona panienka!- odpowiedziała zdenerwowana Mariannan. Wywróciłam oczami i odezwałam się:
- A ty grasz przesłodzoną! Ogarnij się! Nie jestem osobą, która się nabierze na te twoje gierki. Uważam, że lepiej będzie jeśli damy sobie trochę na wstrzymanie.
- Też tak myślę….- odpowiedziała po chwili namysłu brunetka. – Teraz chodźmy na tą kolację. A potem….
- Co?
- Niespodzianka!
- Jak sobie chcesz- mruknęłam. Wiedziałam, że póki co nie mogę jej zaufać, ale nie chciałam się tutaj nudzić. Jestem pewna, że wydarzy się tutaj coś co zmieni moje życie. Tak czuję..
Zeszłyśmy razem na kolację. Było bardzo oficjalnie. Wszyscy przesadzali z uprzejmością. Nienawidzę takich sytuacji. Wolę powiedzieć szczerze co czuję, a nie przyklejać sztuczny uśmiech i udawać, że jest dobrze.
Po kolacji mogłyśmy już pójść do swoich pokoi. Narzuciłam na siebie ulubioną bluzę i wyszłam na balkon. Wyciągnęłam z kieszeni komórkę. Miałam kilka nieodebranych.
- Co znowu?!- syknęłam cicho. Ciekawość mnie zżarła i odczytałam je.
„Dlaczego to zrobiłaś> powiedz mi tylko dlaczego…”- od Nialla.
Zayn napisał : „Wiesz co, dziennikarze mieli rację opisując cię. Zachowałaś się jak skończona szmata! Nikt mnie tak jeszcze nie potraktował”.
Ostatnia była od Liama. Nie chciałam wiedzieć co niej jest. Sms od Zayna zdenerwował mnie cholernie mocno. Miałąm ochotę zrobić komuś krzywdę. Co on do cholery sobie myśli?! Że może mnie oceniać? On nie wie… On nic nie wie! Pieprzony kretyn!
- Saaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaam!- usłyszałam donośny głos Mariannan.
- Co znowu?!- odpowiedziałam zdenerwowana. Jeszcze nie zdążyłam uspokoić się po tym co usłyszałam.
- Chodź! No szybko!
- Nie mam ochoty!- mruknęłam. Weszłam do pokoju i usiadłam na łóżku. Sięgałam po laptopa kiedy dziewczyna wbiegła do mojego pokoju i pociągnęła mnie za rękę. Pobiegłyśmy do jej pokoju. Był włączony telewizor.
- Patrz..- powiedziała i jak zaczarowana spojrzała na ekran.
- Teraz są w Ghanie. Dlaczego to robicie?- mówił jakiś dziennikarz. Stał w ubogiej dzielnicy, obok były małe wygłodzone dzieci, z ciekawością mu się przypatrujące.
- Cóż… - przeciągał Louis. – Myślę, że każdy człowiek zasługuje na to co najlepsze. Oni tym bardziej. Jesteśmy tutaj, żeby pomagać.
- Ci ludzie przechodzą każdego dnia piekło. Borykają się z głodem, chorobami- mówił Liam.
- Odwiedziliśmy także szpital dziecięcy, w którym chłopcy pracują jako wolontariusze. Opowie wam o tym Harry Styles- opowiadał ten sam mężczyzna co na początku. Już miałam ochotę wyjść. Na dzisiaj było tego zbyt wiele. Ale zatrzymał mnie jego niski głos.
- Ludzie nie potrafią docenić tego co mają. Będąc tutaj staramy się zrozumieć jak ważna jest pomoc dla drugiego człowieka. Dzieci umierają tutaj na choroby, które w naszym kraju wydają się całkowicie nieszkodliwe. Każdy z nas może pomóc. Wystarczy wesprzeć Red Noise Day i dać im życie. Które jest najcenniejszym darem- mówił przygaszony. To nie był ten Harry, którego znałam. Był inny i to nie przez to co przechodził, ale przez coś innego. Czułam jak ściska mnie w żołądku. Nie miałam siły już dłużej tutaj być. Pobiegłam do swojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko i od razu zalałam się łzami. Nie były to łzy żalu, poczucia winy. Ale gniewu i bezsilności. Ci wszyscy ludzie ślepo wierzyli w każde kłamstwo wciskane przez głupie media, a nie wierzyli w prawdę. One Direction nie są tacy za jakich się podają. Miałam po dziurki w nosie tego wszystkiego. Całej szopki jaką wokół siebie robią. Myślałam, że tutaj będę miała spokój od tego wszystkiego. Cholera jasna! Co jest ze mną nie tak?
Spojrzałam na komórkę leżącą w rogu łóżka. „Powinnam była zrobić to już wieki temu..”- pomyślałam i usunęłam numery do chłopców. To była dobra decyzja. Nie chcę mieć z nimi najmniejszego kontaktu.
- Mogę wejść?- zapytała Mariannan.
- Jak musisz to wejdź- powiedziałam i wytarłam łzy rękawem bluzy.
- Chyba nie powinnam była pokazywać ci tego wywiadu, ale…- spuściła wzrok i usiadła obok mnie.- To było silniejsze ode mnie.
- Dlaczego wy wszyscy interesujecie się tym bardziej niż ja? Nie macie własnego życia?!
- Dobra, spokojnie. Jestem zwykłym człowiekiem. Przepraszam, że nie jestem idealna!- powiedziała i teatralnie westchnęła.
- Więc od dzisiaj o nich nie mówimy. Dobrze? Zapominasz o tym kim byłam zanim się tutaj pojawiłam. Zrozumiano?- zapytałam.
- Niech ci będzie….- zamyśliła się. – A teraz…Teraz idziemy zaszaleeeeć!- powiedziała wesoło, tak, że oczy zabłysnęły jej radośnie.
- A twoi rodzice nie będą mieli nic przeciwko?- zapytałam podejrzliwie.
- Lać na nich! Oni nie muszą o niczym wiedzieć!- odpowiedziała roześmiana. – Pokaże ci jak się tutaj bawimy. No chodź!
- Z wielką chęcią!- powiedziałam zadowolona. Potrzebuję się odstresować….


Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (22) ›
 

 
Dzisiaj nie miałam ochoty na nic. Zupełnie na nic.
- Saaaaaaaaaaaaaam!- wrzasnął jak co dzień mój brat. Nie zwracałam na to uwagi, ale wiedziałam, że i tak i tak wparuje do mojego pokoju. Nie myliłam się.
- Co się z tobą dzieje? Dostałem wczoraj miliony telefonów! Do reszty cię posrało?! Zachowałaś się jak dziwka!- krzyczał zdenerwowany. Te słowa bardzo mnie zraniły. Ale nie będę przy nim płakać.
- O co tobie właściwie chodzi?! Jestem dorosła i mam prawo robić to co mi się podoba! Nie jestem już dzieckiem! Muszę mieć więcej swobody! Nienawidzę tego, że cokolwiek zrobi ty się do tego mieszasz. Do cholery nie masz nade mną władzy!- mówiłam podniesionym głosem.
- Oczywiście, że nie mam! Ale to co zrobiłaś jest obrzydliwe!
- A co takiego zrobiłam?- zapytałam drwiąco.
- Jeszcze pytasz?- powiedział z wyrzutem.- Sam, rozumiem, że nienawidzisz ich sztuczności, ale… Ale tu nie chodzi o to, żeby komuś cokolwiek udowadniać, oni też są ludzie. Im naprawdę na tobie zależało a ty to wykorzystałaś. To podłe…
- Hahahaha! Jesteś komiczny! I bardzo dobrze. Będę się tak dalej zachowywała. A wiesz dlaczego? Bo mi na nikim nie zależy! Mam wszystko i wszystkich w dupie! A teraz błagam cię… Odpierdziel się ode mnie!- syknęłam i poszłam do swojej łazienki.
Z nerwów zacisnęłam pięści. Spojrzałam w lustro. Stała przed nim zupełnie inna osoba. Nie znałam jej. Przemyłam twarz lodowata wodą. Wzięłam głęboki oddech. Będzie mi potrzebny…

*

Szkoła. Już wspominałam, jak bardzo nienawidzę tego miejsca. Tym razem nie było lepiej. Czułam na sobie wzrok tych wszystkich osób. Ale nie mam zamiaru się z tego powodu poddawać, nadal będę silna. Jestem ponad wszystko.
Dzisiaj nie rozmawiałam z NIKIM. Na lekcjach byłam, żeby być. Myślałam, że będę się czuła lepiej po tym wszystkim. A jednak nie. Podczas francuskiego pani znowu marudziła nam o wymianie. W końcu jutro mieliśmy wylatywać. Jestem przekonana, że to mi pomoże. Że tam zacznę wszystko od nowa. Tam mnie nikt nie będzie znał…

*

Po lekcjach od razu poszłam do tej gazety. Byłam totalnie zdeterminowana, żeby osiągnąć swój cel.
W recepcji nie pytałam o zgodę tylko od razu wparowałam do jego biura. Ale tam nie było nikogo. Pomieszczenie było sterylnie czyste. Ani kartki, ani nic. Tylko biurko, krzesło. Rozejrzałam się w poszukiwaniu karty pamięci ale nic.
- Nic nie ukrywasz…. Sukinsyn- mruknęłam kiedy wyciągałam z torby telefon. Miałam zapisany jego numer. Od razu zadzwoniłam.
- Abonent jest czasowo niedostępny lub jest poza zasięgiem siec…- mówił automat.
- Co ku*wa?!- wrzasnęłam. Wtedy do gabinetu wpadł jakiś ochroniarz.
- Przepraszam bardzo. Co panienka tutaj robi?
- Obieram ziemniaki..- odpowiedziałam złośliwie.
- Proszę stąd wyjść.
- Wyjdę. Ale najpierw muszę wiedzieć co z tym facetem, który tutaj pracował..
- Jakim facetem?
- Niech pan się nie ośmiesza. Tym, który tutaj pracował!
- Ale tu nikogo nie było.
- Wal się!- warknęłam i wybiegłam.
Wyszłam na zewnątrz. Nie wierzyłam w co to usłyszałam.
„Co on kombinuje? Myśli, że go nie znajdę? O nie, to nie koniec. Zniszczę cię. Mnie się nie oszukuje. Poczekam tylko na odpowiedni moment. Jestem pewna, że facet miał coś naprawdę ważnego….”- myślałam.
Ruszyłam przed siebie. Zanosiło się na kolejny deszcz. Wzięłam pierwszą lepszą taksówkę. Spojrzałam na ekran telefonu. „Jak się masz słońce?”- wiadomość od Czarującego Księcia. On zawsze potrafił poprawić mój humor chociaż w malutkim stopniu. „Wystawił mnie! Zjeb!’- odpisałam szybko i wysiadłam pod domem.
Nie miałam najmniejszej ochoty patrzeć na Roba, więc od razu spakowałam swoje rzeczy. Dzisiaj nocuje w hotelu. Jutro wyjeżdżam, wiec sobie od niego odpocznę. A poza tym, nienawidzę kiedy się mnie ocenia.

*

Kiedy tylko weszłam do hotelu moją uwagę przykuła czarna skórzana kurtka. Ta sama, która wisiała u mnie w przedpokoju. Zaraz, zaraz….
- Zayn?- szepnęłam do siebie. Położyłam walizkę i poszłam do recepcji, żeby wynająć pokój. Nie spuszczałam z niego wzroku. Tak, to był on. Ale nie sam. Był z jakąś dziewczyną..
- Wiedziałam, że najszybciej się pocieszysz…- mruknęłam i mimo wszystko się uśmiechnęłam. Nie chciałam, żeby mnie zauważył więc od razu poszłam do pokoju.
Rzuciłam walizkę w kąt i rzuciłam się na łóżko. Wzięłam do ręki komórkę. Miałam kolejna wiadomość od niego: „Chłopak? Nie warto się przejmować. Miłość to jedno wielkie gówno. Uwierz mi, wiem cos o tym. Trafiłem na kogoś, kto… Zresztą, szkoda gadać.”.
„Wystawić ciebie to jak pisać się na pewną śmierć.. Hhahah! Lubię z tobą pisać”- odpowiedziałam od razu. Czułam, że komuś na mnie zależy. Teraz mi to było potrzebne.
„Ja z tobą też. Mam wrażenie jakbyśmy się znali całe wieki. To niesamowite. Tak bardzo bym cię chciał poznać.”- pisał.
„Ja też, ale boję się, że czar pryśnie. Tylko… Obiecuję ci, że kiedyś się spotkamy. Jak już oboje będziemy dorośli i kiedy… Kiedy wszystko będzie inne”- napisałam.

*

- Kochani, kochani! Proszę o spokój!- krzyczała przejęta nauczycielka. Złośliwa młodzież miała ją zupełnie gdzieś. Byli zajęci sobą. Każdy miał już swoje miejsce. Każdy podekscytowany opowiadał o swoich podróżach, przeżyciach, kłopotach sercowych i innych pierdołach. Wciąż zaglądali do sowich telefonów i co chwila, ktoś spoglądał w moja stronę. Siedziałam sama. Podciągnęłam nogi na fotelu i spojrzałam przez szybę samolotu.
- Żegnaj Londynie! Muszę od ciebie odpocząć. Zostawiam wszystko na miejscu. Od teraz zaczynam nowe życie. Nowy początek. Zero zmartwień, wyrzutów sumienia- szepnęłam cicho. Słyszałam dźwięk telefonu. Rob pewnie się do mnie dobijał. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Przecież wiedział, że wylatuje do Francji…


Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (26) ›
 

specialgirl
 
pysiak23
 
Trzymam za Ciebie jutro kciuki! Dasz radę
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Ten dzień płynął mi bardzo, bardzo wolno. Od samego rana czułam wielkie podekscytowanie. Tak bardzo nie mogłam się doczekać, wieczornej gali, że nie skupiałam uwagi na niczym innym. Nawet Rob przechodził obok mnie i wykrzywiał swoja twarz w dziwne miny. Jeszcze z nim nie rozmawiałam o tym co widziałam między nim a Sereną i Blair. Zrobię to, ale kiedy indziej.
Poszłam do łazienki. Nalałam pełną wannę gorącej wody i wlałam ulubiony płyn do kąpieli. Zanurzyłam ciało w wodzie i opierając głowę o kafelki zamknęłam oczy.
„A więc to już dzisiaj… Te parę dni zleciały mi nie wiem kiedy. Nie sądziłam, że kiedykolwiek poznam któregoś z nich. Są inni niż myślałam, ale… Ale w jednym się nie mylę. Oni udają! Robią to, żeby zatuszować… No właśnie, co zatuszować? Co oni takiego ukrywają…. Ale, już długo tego nie będzie. Wszystko wyjdzie na jaw. Dzisiaj ich zniszczę. A potem, wyciągnę od tego fotoreportera z bożej łaski tą informacje i zdjęcia…”- myślałam.
Po niespełna dwóch godzinach siedziałam zadowolona przed toaletką. Byłam ubrana w srebrną, błyszczącą sukienkę. Włosy związałam w luźnego koczka. Na uszy założyłam ulubione kolczyki. Sięgałam po kosmetyki kiedy usłyszałam dźwięk smsa.
- Kto to może być?- powiedziałam zaciekawiona. Spojrzałam na ekran.- Czarujący Książę!- uśmiechnęłam się i odczytałam wiadomość: „ Stęskniłem się za naszym pisaniem. Jakie plany na dzisiaj?”. Chwilkę się zastanowiłam co odpisać i wysłałam mu to: „ Dzisiaj udowodnię światu coś, co będą pamiętać na wieki. Hahahah! Jak to brzmi xd”. Później włączyłam „Radioactive” Imagine Dragons na cały regulator i skupiłam się na dzisiejszym przedstawieniu…..

*

- Wyglądasz nieziemsko…- szepnął mi do ucha Louis. Położył swoje ręce na mojej talii i pocałował mnie namiętnie. Poczułam zapach jego ulubionych perfum „Blue” Channel.
- Miło wiedzieć- odpowiedziałam zadowolona i odsunęłam się od niego. Podał mi rękę, żebym mogła wyjść z auta. Byliśmy na tyłach jakiegoś eleganckiego miejsca, w którym odbywała się Gala. Przejście po czerwonym dywanie zaraz miało się zacząć. Louis powiedział, że musi dojść do chłopców i że spotkamy się już na miejscu. Byłam zadowolona z takiego obrotu spraw.
Wzięłam do ręki komórkę i zadzwoniłam do kolesia z gazety.
- Tak?- usłyszałam męski głos po drugiej stronie.
- Gotowy?- zapytałam.
- Oczywiście!
- Zdjęcia już powinny dojść. Ustawiłam tak, że na twojej poczcie powinny się pojawić około dwudziestej, żebyś mógł już napisać artykuł. Ty masz przyjść za godzinę i … I gotowe!
- Rewelacja!
- Ale..
- Tak?
- Nie jestem taka głupia. Masz się ze mną spotkać jutro wieczorem. Muszę wiedzieć o tym co oni ukrywają. Powiedziałam ci, coś za coś.
- No rozumiem. Nie przejmuj się!- powiedział mężczyzna i uzgodniliśmy jeszcze kilka istotnych szczegółów.

*

- Panno Hamilton!- powiedział jakiś ochroniarz.
- Co?- zapytałam lekko znudzona czekaniem.
- Zapraszam- odezwał się i wskazał ręką kierunek w który mam iść.
Podniosłam głowę do góry. Zamknęłam oczy i pomyślałam, że robię to co powinnam. Jeszcze chwilka, jeszcze tylko chwilka…..
Słyszałam tłum ludzi. Było dużo aparatów. Byli oni. Stali w czarnych garniturach, wyglądali perfekcyjnie na czerwonym dywanie. Czekali na mnie. Louis zniecierpliwiony zerkał na swój zegarek. Obok nich stała prezenterka telewizyjna.
Louis mnie zauważył. Uśmiechnął się i powiedział:
- Poznajcie moją dziewczynę. Samantha Hamilton. Sam!
Wtedy oni spojrzeli na mnie. Nie umiem opisać uczuć jakie przeze mnie przechodziły. Najważniejszą rzeczą było żeby podejść, dobrze wypaść na zdjęciu i obdarzyć ich swoimi promiennymi uśmiechami. Koleś z gazety odwali wszystko za mnie.
Ale zobaczyłam ich miny. Louis cieszył się kiedy mnie zobaczył. Kiedy robili nam zdjęcia jak mnie obejmuje. Nie rozumiał tych cholernych wyrazów twarzy swoich ‘przyjaciół’. Liam stał i gapił się w ziemię. Bał się pewnie zdobyć na cokolwiek odważniejszego. Zayn zaklął pod nosem. Spojrzał w sufit. Wyszedł z sali i wyciągnął pudełko papierosów. Niall otworzył usta ze zdziwienia. Chciał cos powiedzieć, ale przygryzł wargę i spojrzał na mnie jakbym kogoś zabiła. Najgorzej było z Harrym. Jego ciało nie wyrażało niczego. Zupełnie niczego, ale czułam, że kłębi się w nim tyle emocji, że nikt nie umiałby tego zliczyć. Ja tylko się uśmiechałam. Później spojrzałam z wyższością na Louisa i wyszłam z sali. Tłumy fotoreporterów i dziennikarzy prosiły mnie o udzielenie wywiadu. Nie miałam ochoty na nic. Wiedziałam, że prędzej czy później cały świat będzie o tym wiedział. Złapałam pierwszą lepszą taksówkę, nie chciałam spotykać żadnego z nich.

*

Teraz siedzę w parku. Czuję, że jeszcze chwila i zamarznę. Ale nie chciałam wracać do domu. Jeszcze nie. Nie potrafię uspokoić swoich emocji. Byłam pewna, że to będzie zupełnie inne uczucie, że poczuję tą satysfakcję, ale… Ale im częściej przywołuje to wspomnienie na myśl, to nie poznaję siebie. Nie poznaję tego co robię. To okropne. Skrzywdziłam ich. Wiem. Tak bardzo chciałam cos udowodnić, że się w tym wszystkim za bardzo zatraciłam, a teraz….
Wstaję. Idę przed siebie. Zatrzymuję się koło stawu. Spoglądam na taflę wody gładką jak lustro. Widzę w niej moje odbicie, ale odwracam wzrok. Nie mogę na siebie patrzeć. Odchodzę.

Naciskam zimną, metalową klamkę od cmentarnej furtki. Całe moje ciało przeszywa dreszcz. Nienawidzę tego miejsca, ale nie wiem gdzie mam iść…
Podchodzę nad ich grób. Siadam na wilgotnym piasku i wpatruje się w tabliczki z datą ich śmierci. Pamiętam ten dzień doskonale. Spieszyli się do znajomych. Ja chciała jak najszybciej mieć wolny dom, żeby zaprosić znajomych. Bawiliśmy się w najlepsze kiedy dostałam dziwny telefon od Roba. Już nie chcę o tym myśleć. Odwracam wzrok. Nie mam odwagi patrzeć na ich zdjęcia. Czuję, że ich zawiodłam. Że zawiodłam samą siebie. Może chłopcy z zespołu robili wszystko na pokaz, ale… Ale dzięki nim nie czułam się taka samotna. Czułam, że komuś na mnie zależy… Że jestem dla kogoś ważna…

*

Wchodzę do domu bardzo, bardzo cicho. Jest późno a nie chcę obudzić Roba. Nie chcę żeby widział mnie w tym stanie. Szybciutko wbiegam do swojego pokoju. Zrzucam płaszcz i szpilki. Ściągam sukienkę. Okrywam się szlafrokiem. Siadam na łóżku i biorę laptop na kolana. Włączam internet, a na stronie startowej widnieją nagłówki :”Więc to jest ta, która rozkochała w sobie bożyszcza nastolatek!”, „Przez Sam One Direction się rozpadną?!”, „Kochanka, przyjaciółka… Sam Hamilton!”… Było tego w cholerę dużo, ale nie otwierałam niczego. Sprawdziłam pocztę e-mail. Nic nowego. Myślałam, że koleś z gazety się odezwie, ale niestety nie.
Wyłączyłam internet i otworzyłam folder ze zdjęciami. Każdy dzień starannie uporządkowany. Przeglądałam zdjęcia ze spotkań z chłopcami. Podobały mi się. Lubiłam te rozmowy. Czuje, że będzie mi tego brakowało. Boje się też, że teraz wszyscy nie dadzą mi spokoju. Ale przecież pojutrze wyjeżdżam. Może tam mnie nie będą rozpoznawali?
Nagle słyszę dźwięk smsa. „Pierdole! Nienawidzę życia!”- od Czarującego Księcia.
„Nie tylko ty! Wszystko niby się udało, ale teraz… Czuje cholerną pustkę.”- odpisuję od razu.
„Pierwszy raz naprawdę komuś zaufałem i pierwszy raz tak bardzo się zawiodłem!”
„A ja poczułam, że zawiodłam sama siebie.”



Hej!
Jak Wam się podobał rozdział? Jak sądzicie do zrobi Sam? I to nie przypadek, że całe zdarzenie miało miejsce w 13-stym rozdziale.
Pozdrawiam Aga xx
  • awatar Karolasek: o mamuniu, to jest przewspaniałe! ty mój talenciaku, ale jestem ciekawa co dalej, next, next , next! ;**
  • awatar Epic/Pauli$: No to tak jak myślałam - działo się i to sporo! Szkoda, że dopiero teraz dręczy ją sumienie.. Ale poniekąd ciszę się, że przynajmniej w tym rozdziale Loui nie cierpiał, bo to on przedstawiał Sam jako swoją dziewczynę.. Tak wiem, jestem okropna ;) Zło wcielone po prostu ;p Ozywiście współczuje reszcie, żeby nie było! Aaaale jednak... xd Genialny rozdział! Momentami z emocji musiałam robić przerwy w czytaniu :D Łooo.. To co będzie, jak ona się znowu z nimi spotka?! Kuźwa, ja tu chyba na zawał zejdę! Ale i tak nie mogę się doczekać następnego ;** Streszczaj się z tym pisaniem! ^_^ Ps.: Zuzu.. Co ci co chwilę rosło?? xd Jak to brzmi, haha ;)
  • awatar ..Inna Niż Wszyscy..: Ojejku ależ to zacne : ) Uwielbiam je ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (20) ›
 

same-mistakes
 
specialgirl
 
Udało mi się zapamiętać, żeby dzisiaj napisać ;D
Wszystkiego najlepszego kochana ;**. Życzę ci, żeby spełniły się twoje marzenia i żebyś spotkała piątkę tych kochanych wariatów bez których pewnie byśmy się tu nie poznały ;** Chciałam też powiedzieć (napisać) żebyś pisała dla nas swoje opowiadania jak najdłużej tylko się da. Kocham to jak piszesz i nie wyobrażam sobie, że pewnego dnia mogłabyś nam stąd tak niespodziewanie zniknąć ;c
Jeszcze raz wszystkiego najlepszego ;***
  • awatar Special Girl ♥: Dziękuję! Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy! Jesteś kochana :) Bardzo, bardzo dziękuję za pamięć <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

andzia35443
 
specialgirl
 


Kochanie !
Życzę Ci żeby spełniły się twoje najskrytsze marzenia ,żebyś poznała One Direction zamieszkała w Londynie i wiele wiele innych !
I najważniejsze żebyś nigdy nie rezygnowała ze swoich marzeń i pisania bo masz talent ale to już wiesz
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
-Saaaaaam! Wychodzę! Zaklucz drzwi, bo zgubiłem gdzieś swoje klucze!- wrzasnął Rob.
Człowiek nienawidzi paru rzeczy. Ta była jedną z nich. Czułam, że głowa zaraz mi eksploduje. Gdy tylko otwierałam oczy, myślałam, że puszczę pawia i jeszcze ten jego przeraźliwy hałas.
- Giń mendo!- mruknęłam pod nosem, nie mając siły się z nim kłócić. Położyłam głowę na poduszce i zamknęłam oczy, mając nadzieję, że się lepiej poczuję. Wczoraj… Rany! Ja nawet nie pamiętam do końca co się działo! Jak ja się dostałam do domu? Co z Zaynem?! Jedyne co pamiętam do hałas, kolorowe drinki i jego śmiech, dotyk….

Przebudziłam się po dwóch godzinach. Dochodziła dziesiąta. To dosyć wcześnie jak na mnie, ale nie chciało mi się już spać. Jedyna rzecz, o której marzyłam to kubek mocnej kawy. Wyszłam z łóżka i podeszłam do okna. Przeciągnęłam się leniwie, widząc, że to będzie kolejny dżdżysty dzień. Jak zwykle przejrzałam się w lustrze. Byłam w samej bieliźnie, oczy miałam podkrążone, wyglądałam jak żywy trup. Rozejrzałam się po swoim pokoju. Moje wczorajsze ubrania były wszędzie porozrzucane, ale olałam to. Przerzuciłam sterty ubrań przy poszukiwaniu telefonu i znalazł się. Miałam cztery nieodebrane wiadomości.
„Cześć! Umieram z nudów i potrzebuję twojej pomocy!”- Czarujący Książe.
„Sam, mam już tą piosenkę! Bardzo mi zależy żebyś ja wysłuchała. A tak w ogóle to kiedy masz czas żebyśmy się spotkali? Mam bilety na dzisiaj wieczór na mecz piłki nożnej. Wybrałabyś się ze mna?”- Niall. Uśmiechnęłam się pod nosem i odpisałam mu :” Nawet nie wiesz jak bardzo bym chciała jej posłuchać, ale niestety teraz cierpię na brak czasu i inne takie”.
Były jeszcze dwie nieodebrane od Roba. „Dziwne, przecież wiedział, że mnie nie będzie….”- zastanawiałam się i przeczytałam :” Sam! SOS! Oddzwoń!”. Później spojrzałam na drugą : „ Do cholery! Proszę o kontakt a ty masz wszystko w dupie! Harry był dzisiaj i pytał o ciebie!”.
- Co to ku*wa jest?!- krzyknęłam zdenerwowana, a później tego pożałowałam, bo głowa zaczęła mnie boleć jeszcze bardziej. – Po co on tutaj wczoraj był?! Skąd wie gdzie mieszkam?!- zastanawiałam się. Natychmiast odpisałam do Roba : „ Głupku! Przecież wiesz, że nie brałam wczoraj ze sobą telefonu. Trzeba było mnie słuchać. Ale co mu odpowiedziałeś? Powiedziałeś że jestem z Zaynem?!”.
Byłam bardzo zdenerwowana i niecierpliwie czekałam na odpowiedź. Po paru minutach, które ciągnęły mi się w nieskończoność postanowiłam zadzwonić do Zayna, żeby dowiedzieć się szczegółów…
- Zayn!- krzyknęłam kiedy tylko pojawiła się informacja, że już się dodzwoniłam.
- Ja pieprzę… Ciszej błagam!- powiedział zmęczonym głosem.
- Jak się dostałam do domu?! Co się wczoraj stało?!- zapytałam go i usiadłam na brzegu wanny opierając bolącą głowę o zimne kafelki.
- Aaaa, to ty Sam. Czemu dzwonisz w środku nocy? Ja ledwo żyję…
- Ja też! Więc raczysz mi odpowiedzieć na pytanie?
Czekając na jego odpowiedź wyobraziłam sobie jak leży ledwo żywy i łobuzersko się uśmiecha. To tak do niego pasowało.
- Myślisz, że ja cokolwiek pamiętam? – zapytał leniwie.
Usłyszałam, że ktoś wchodzi do domu. To pewnie Rob.
- Nie można na ciebie liczyć!
- Za to na ciebie owszem. Wczoraj zaszalałaś jak nigdy! Sam, nie poznaje cię!- powiedział złośliwie.
- Daruj sobie, bo nawet nie mam siły się z tobą droczyć.
- Ej, mała no nie złość się. Spotkamy się niedługo?
„Hm… I to jak niedługo. Chyba każdy z was tego pożałuje….”- pomyślałam i odpowiedziałam:
- Teraz umieram. Więc idę dokończyć ten proces. Papa!
- Hahaha! Dzięki za wczorajszy wieczór. Było niesamowicie, dlatego że ty jesteś niesamowita. Trzymaj się piękna!
Wyszłam z łazienki i zeszłam na dół. Miałam nadzieję, że Rob opowie mi o wczorajszym spotkaniu z Harrym. Wciąż nie mogę dojść do tego, skąd on znał mój adres?!
Stanęłam w progu kuchni w samej bieliźnie i powiedziałam zmęczonym głosem:
- Hej Robby!
Zamknęłam oczy i odruchowo usiadłam przy kuchennej wysepce nie czekając na jego odpowiedź. Wiedziałam, że nie będzie mi robił wyrzutów, że się upiłam bo sam robił to bardzo często na imprezach ze znajomymi, ale pewnie jest zły, że Harry tu wczoraj był. Otworzyłam oczy i spojrzałam w stronę okna. Stał przy nim chłopak, którego wzięłam za Roba jednak to nie był Rob.
- Cześć Sam!- powiedział Harry uśmiechając się promiennie.
- Ja pierdolę!- syknęłam i położyłam głowę na blacie. Siedziałam w samej bieliźnie w kuchni i Harrym, który nie wiem jak dostał się do mojego mieszkania.
- Widzę, że nie najlepiej się czujesz…- powiedział drwiąco.
- I dlatego nie mam zamiaru nikogo oglądać. I w ogóle to jak się tutaj dostałeś?! Skąd masz mój adres?! Jesteś jakimś cholernym prześladowcą!
- A ty?! Racz się ubrać! Jestem odporny na różne rzeczy, no ale bez przesady!- odezwał się zawiadiacko.
- Mam cię dosyć!- warknęłam pod nosem i wściekła poszłam do siebie, żeby się ubrać. Wchodząc do pokoju biłam się z myślami, dlaczego nie wyrzuciłam go z mojej kuchni. Ale jakaś wewnętrzna siła nie pozwoliła mi tego zrobić. Wciągnęłam na siebie pierwszą lepszą koszulkę i luźne spodnie. Zeszłam na dół.
- Masz minę jakbyś właśnie kogoś zabiła!- zażartował chłopak.
- Jeszcze chwila z zaraz to zrobię- mruknęłam pod nosem i usiadłam przy kuchennej wysepce. Oparłam głowę i chłodny marmurowy blat. Harry przysunął w moja stronę kubek z koktajlem o bardzo podejrzanym kolorze.
- Wypij to! Obiecuję, że się lepiej poczujesz…
- A po co ty to w ogóle robisz?- zapytałam.
- Bo nie mam nic ciekawszego do roboty. A w domu mi się nudzi.
- A koledzy?- powiedziałam podejrzliwie.
- Kto? Aaaa, oni…. Nie wiem- mruknął zdawkowo.
- Jak wolisz…
- Masz zamiar tak dalej zamulać?
- Człowieku łeb mi pęka! Czego ty ode mnie oczekujesz?!- odpowiedziałam szturchając go w ramię. Chłopak się zaśmiał. Południe spędziliśmy u mnie w domu. Było tak luźno, jakbym była z prawdziwym przyjacielem. Ale musiałam być ostrożna. Nie chcę się zbyt przywiązywać. A poza tym, oni są fałszywi. Nie wiem co chcą ukryć…
- Kocie ja muszę już lecieć- powiedział Harry spoglądając na swój zegarek.
- No to leć!- odpowiedziałam śmiejąc się. Chłopak podszedł do drzwi. Nonszalancko oparł się o futrynę i posłał mi całusa w powietrzu. Potem kiedy wychodził zahaczył o wieszak na kurtki.
- O kur*a…- wyrwało mi się. Zobaczyłam, że na wieszaku wisiała czarna skórzana kurtka Zayna, w którą był ubrany poprzedniego wieczoru.
- Coś się stało?- zapytał Styles.
- Nic, nic. Źle się poczułam. Trzymaj się!
- Okej. Narka!- rzucił na odchodne i wyszedł.
- Jeśli on to zauważył?! Cholera jasna!- powiedziałam zdenerwowana.

*

- Bracie nie poznaję cię!- powiedziałam roześmiana kiedy weszliśmy do klubu.
- Ja siebie też nie!- odpowiedział rozbawiony Rob. Tak jak obiecał poszliśmy na bitwę kapel. Tradycyjnie wzięłam ze sobą aparat bo uwielbiam takie klimaty i jestem przekonana, że wyjdą mi naprawdę świetne zdjęcia.
- Chodźmy się napić!- zarządził mój brat. Podeszliśmy razem do baru. Zamówiliśmy jakieś drinki i ciągle rozmawialiśmy. Chyba tego mi brakowało przez ostatni dni. Czułam, że stopniowo traciliśmy ze sobą kontakt. Każdy był pochłonięty czymś zupełnie innym.
Po jakimś czasie Rob odszedł, żeby podejść bliżej sceny. Ja chciałam dokończyć napój i do niego dojść. Wtedy poczułam te perfumy.
- Hej piękna…- szepnął mi do ucha. Odwróciłam się. To był on. Jego czekoladowe oczy hipnotyzowały jak nigdy wcześniej.
- Zayn..- powiedziałam i delikatnie musnęłam jego usta.
- Nie mówiłaś, że dzisiaj też wychodzisz…
- Nie planowałam tego- skłamałam. – Ale ty też się nie bardzo chwaliłeś.
- Bo nie jestem tu prywatnie tylko z tymi pizdusiami. Służbowe sprawy.
- Występujecie?!- zapytałam lekko przerażona. Nie miałam ochoty na spotkania z jakimkolwiek z członków zespołu. Nie dzisiaj.
- Nie. Zwyczajnie się lansujemy- wytłumaczył mi lekko znudzony Zayn. Ja rozejrzałam się dookoła. Nigdzie nie widziałam Roba.
- Przepraszam. Muszę poszukać brata.
- Pomóc ci?
- Nie, leć do kumpli.
- Ale Sa….-nie dokończył Malik. Pobiegłam do toalety. Wyciągnęłam komórkę. Zadzwoniłam do Roba. Przez ten hałas nic nie słyszałam. Pewnie jest gdzieś pod sceną. Już miałam chować telefon, ale pomyślałam o kimś z kim dawno już nie rozmawiałam. Czarujący Książe. „Wszystko się pieprzy! Cholera! Czemu jak zawsze muszę mieć takie szczęście?!”- wystukałam na klawiaturze i schowałam komórkę do kieszeni. Przejrzałam się w lustrze. Zadowolona już miałam wychodzić, kiedy nagle zderzyłam się z…
- Saaaaaam!- powiedział uradowanym, ale lekko zdziwionym głosem Liam.
„Nie, on nie może wyczuć mojego zdenerwowania. I mam nadzieję, że wcześniej nas nikt nie widział…”- pomyślałam.
- Jak fajnie cię widzieć!
- Ciebie też. Mogłaś zadzwonić wcześniej to byśmy się spotkali.
- Mogłam, ale niestety to wyjście nie było planowane. A poza tym jestem lekko zajęta- powiedziałam wskazując na torbę z aparatem.
- Robisz dzisiaj zdjęcia?- zainteresował się.
- W pewnym sensie tak- odpowiedziałam tajemniczo. Cholera, dobra jestem!
- Idę z tobą!
- Liam, nie gniewaj się .Wolę to robić sama, bo musze się skupić a poza tym za chwilkę lecę do domu.
- Jak to, ale…- zaczął mówić, jednak ja mu przerwałam całując go w usta. Wymusiłam to na sobie, bo nic, ale to nic do niego ni czułam. Kolejny raz zniknęłam bez większych wyjaśnień. Epicko.
Stałam w klubie. Oczy miałam dookoła głowy. Bałam się, że wpadnę na któregoś z nich. Jednego byłam pewna, żaden nie piśnie słówka o naszym spotkaniu. Podeszłam bliżej sceny, żeby znaleźć Roba. Przedzierałam się przez rozwrzeszczany tłum. Ktoś wymachiwał rękoma, ktoś zdzierał z siebie koszulkę, ktoś cos krzyczał. Nagle zauważyłam wysokiego mężczyznę z włosami w kolorze ciemnego blond. Rob!
Już miałam do niego podejść, ale nagle ktoś zatarasował mi przejście. Tym kimś był nikt inny tylko…
- Niall!- krzyknęłam.
- Sam! Ale się cieszę, że się widzimy! Tęskniłem!- powiedział i mocno mnie przytulił. Złapałam go za ręce , żeby przestał. Nie chciałam, aby ktoś nas zauważył.
- Co ty tutaj robisz?- zapytałam udając zdziwienie.
- Ekhm.. Sprawy służbowe… Ale co ty tutaj robisz?
- Chyba też mogę tak to nazwać- odpowiedziałam wskazując na aparat. Teraz dopiero doceniłam siebie, za swój pomysł wzięcia go ze sobą.
- Chodź!- powiedział blondyn i chwycił mnie za rękę. Ja rozglądałam się za Robem.
- Niall, przepraszam. Muszę już uciekać!
- Już?
- Tak, trzymaj się!- krzyknęłam i poszłam za mężczyzną.
Co chwila znikał mi z oczu. Ale uparcie go śledziłam. Wyszedł służbowym przejściem. Nikt nie pilnował, więc poszłam za nim. Nagle jak spod ziemi wyrósł przede mną Louis.
- Cześć skarbie..- powiedział swoim seksownym głosem i objął mnie w talii. Ja patrzyłam ciągle w stronę mężczyzny. To był z całą pewnością Rob. Nie widział mnie. Szedł do jakiegoś auta. Zaraz, zaraz…. Kto tam był? SERENA?!
- Coś się stało?- zapytał Louis widząc moje zdziwienie pomieszane z oburzeniem.
- Nie, tak, nie… To nic! – opowiedziałam zamyślona.
- Na pewno?- zapytał przyciągając mnie coraz bliżej do swojego wysportowanego torsu.
- Chyba tak.. –powiedziałam kompletnie zbita z tropu.
- Już się nie mogę doczekać jutra aż ich poznasz…. No i ta gala….- rozmarzył się Tomlinson.
- Ja też. Nawet nie wiesz jak bardzo…- odpowiedziałam wymuszając na sobie uśmiech. Pocałowałam do lekko w kącik ust i poszłam przed siebie. Louis cos jeszcze do mnie wołał. Biegł, ale ktoś chyba go potrzebował bo kiedy się obróciłam go już nie było. Ja stałam kompletnie zdezorientowana. Blair? Serena? Jest ktoś jeszcze?!
- Znowu ty!- krzyknął Styles.
Stałam pod klubem i czekałam na taksówkę.
- Pan Spostrzegawczy!- mruknęłam.
- Nic nie mówiłaś, że wychodzisz!
- Ty też!
- Już lepiej się czujesz?- zapytał drwiąco chłopak.
- Czuję się zajebiście- odpowiedziałam z ironią.
- Chodź ci coś pokażę…- powiedział Harry wyciągając swoja dłoń w moim kierunku.
- Nie mogę! Muszę lecieć!- krzyknęłam kiedy zobaczyłam swoja taksówkę.
Wsiadłam do auta. Oparłam głowę i zimną szybę i zerknęłam na komórkę.
„Pani Pechowa. Mój dzień był wspaniały. Kolejny raz spotkałem tą wyjątkową osobę”- napisał Czarujący Książę.
„Ciekawa jestem co będzie jutro…”- pomyślałam i westchnęłam….



Ale jestem szczęśliwa, że nareszcie mogę tutaj wrócić. Jestem już po testach, premiera się odbyła w niedzielę. Wyszło świetnie! Jestem najszczęśliwszą osobą na świecie! Mam mnóstwo pomysłów i zapału do pisania. Kochane, dziękuję Wam, że o mnie nie zapomniałyście.
Ps. Jeśli mi się uda to za około tydzień może dodam zdjęcia z premiery.
Pps. Jutro moje urodziny! Ale będą stara! hahahhahah!
Buziaczki xoxo
Aga
  • awatar Unrealizable ♥: Mega mega : )))))
  • awatar ♥Everything About You♥: Jeeejku!Jejkujejkujjejku. Im bliżej tej gali tym bardziej nie mogę się tego doczekać xoxo No ale w tym klubie to mało co nie wpadła, sczęściara z tej Sam ;D Genialne opowiadanie, genialny rozdział, genialna autorka ;***;D♥
  • awatar Time of my fashion: Wow super! Zapraszam na mojego nowego bloga:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (27) ›
 

 
Cześć wszystkim!
Chcę Was bardzo przeprosić, ale do początku maja, albo ostatnich dni kwietnia muszę zawiesić bloga tj. nie będę pisała rozdziałów, ale postaram się co jakiś czas czytać Wasze. Musicie mnie tylko na bieżąco powiadamiać.
Powodem zawieszenia jest ogromny nawał obowiązków... Jestem w III klasie gimnazjum, więc za niespełna 2 tygodnie czekają mnie testy, które są dla mnie bardzo ważne i muszę się na nich skupić, bo od nich poniekąd zależy moja przyszłość. Po drugie - wybór szkoły, profilu itp. Nad tym też muszę się poważnie zastanowić, przed wysłaniem podania. A po trzecie... Już 28 kwietnia jest premiera przedstawienia, w którym jeśli dobrze pójdzie zagram na deskach teatru Pestkę w "Tym obcym". Prób jest dużo, czasu mało...
Mimo wielu pomysłów na kolejne rozdziały, musiałam zawiesić bloga, bo nie mam czasu nawet na spotkania ze znajomymi.
Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie i że Was nie stracę. Jeszcze raz, bardzo Was przepraszam.
Tak więc następny rozdział... Koniec kwietnia.
Buziaczki xoxo
  • awatar karla:D: Pisz dobrze i wracaj tu <3 czekam kochana :*
  • awatar More Than Friends..: Szkoda, ale rozumiem Cię. Będę z niecierpliwością czekała. ;) Powodzenia na egzaminach ! ♥
  • awatar Koksy Szalik DJ Malik: No i oczywiście wspaniałych wyników na testach życzę oraz połamania nóg na przedstawieniu :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (20) ›
 

 
Przez całą noc nie zmrużyłam oka. Ciągle zastanawiałam się nad wszystkim i ten natłok myśli sprawiał, że byłam gotowa zacząć działać od razu. Nie chciałam na nic czekać. Niestety okrutny los trzymał mnie w niepewności.
Podniosłam się z łóżka i zerknęłam na zegarek w telefonie.
- Dopiero trzecia…- mruknęłam i sięgnęłam po laptopa. Od razu weszłam do folderu ‘zdjęcia’. Dokumentowałam prawie każdy mój dzień od spotkania chłopców. Nie wiedziałam dlaczego to robię. W głębi duszy wciąż miałam nadzieję je wykorzystać.
Upłynęło wiele czasu zanim wpadłam na jeden z moich lepszych pomysłów. Rano, jeszcze przed szkołą chciałam pójść do siedziby pisma plotkarskiego. Tego gdzie pracował ten koleś w czarnej bluzie. Miałam go jakoś zagiąć, żeby powiedział mi dlaczego tak ważna była dla niego ta karta pamięci i skąd tyle wiedział o chłopcach. Ale do tej pory nie wiedziałam w jaki sposób to zrobić, ponieważ nie miałam nic, czego ten koleś by potrzebował. Jednak wpadłam na pomysł, żeby w dzień gali wypuścić do sieci zdjęcia z chłopcami. Z każdego dnia. Najlepiej byłoby to zrobić w momencie wspólnego pozowania na czerwonym dywanie na Brit Awards….

*

Jest parę minut po ósmej, a ja idę w stronę siedziby tego pisma. Niby jest środek wiosny, ale pogoda jak zwykle w Londynie nie dopisuje. Rob chyba nie wrócił na noc, pewnie ciągle pracował. Jak zawsze zatracał się w tym, byle by tylko uciec od problemów.
Kiedy stanęłam przed budynkiem, wzięłam głęboki oddech i wyprostowałam dumnie plecy.
- Przygotujcie się, Sam nadchodzi. Dopiero teraz się wszystko zaczyna- powiedziałam do siebie i ruszyłam przed siebie.
- Czegoś panienka szuka?- zapytała głupawo recepcjonistka.
- Pani poszuka kogoś dla mnie. Gdzie macie ludzi od… Yyyy.. no tych od robienia zdjęć?- zapytałam z wyższością.
- Niestety takich informacji nie mogę pani wyjawić. Tajemnica służbowa- uśmiechnęła się promiennie. Zaczynałam nienawidzić jej coraz bardziej.
- Ale ja mam to szczerze powiedziawszy w dupie! Masz mi powiedzieć i koniec!- wrzasnęłam na nią. Pracownicy, którzy przechodzili obok nas dziwnie się patrzyli, ale ja miałam na nich wylane. Przyszłam tutaj, żeby załatwić swoją sprawę, a nie żeby przejmować się ich opinią.
- Proszę się uspokoić. W innym przypadku będę musiała wezwać ochronę- powiedziała swoim głupawym, cieniutkim głosikiem.
- Pieprz się!- warknęłam i zła na cały świat wyszłam z budynku. W tym momencie zderzyłam się z jakimś mężczyzną.
- Ku*wa! Patrz jak łazisz zjebie!- krzyknęłam. On podniósł oczy i zdjął kaptur. „To ten sam koleś…”- pomyślałam.
- Czego tutaj szukasz?- zapytał.
- Gówna!
- Czyżby?
- No domyśl się tępa dzido! Mam do ciebie interes.
- Skąd wiedziałaś, że tutaj pracuję?- zapytał ze złośliwym uśmieszkiem.
- Mam swoje sposoby- odpowiedziałam tajemniczo.
- Masz ze sobą moją kartę?
Spoważniałam. Karta…. Cholera jasna!
- Chyba nie będziemy o tym rozmawiać tutaj, nie sądzisz?- zapytałam rozglądając się dookoła.
- Dobra, chodź- mruknął i wskazał głową kierunek. Po niespełna chwili znaleźliśmy się w małym, ciasnym i zawalonym stertami zdjęć gabinecie. Usiadłam na biurku. On kombinował coś przy ekspresie do kawy.
- Więc masz ją?- zapytał ponownie.
- Szczerze powiedziawszy to nie..
- Jak to nie ?
- Normalnie!- podniosłam głos.
- Więc teraz wiesz co na niej było, ale bez dowodów nikt ci nie uwierzy.
- W co?- zainteresowałam się.
- No jak to? Przecież…
- Dobra, nie widziałam co tam było. Nim zdążyłam dojść z nią do domu, gdzieś zniknęła.
- Zniknęła? Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego co tam było?! Wiesz, że mogę się podać na policję za to, że mnie okradłaś?!
- Tak?! Zajebiście! Bo ja mogę cię podać za to, że naruszyłeś moją prywatność!
- I co z tego?
- To!- warknęłam pokazując mu środkowy palec.
On roześmiał się.
- Co się tak śmieszy?!
- Nic, ale… Nie ukrywam, jestem na ciebie cholernie wściekły. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego co na tej karcie było….
- Więc co tam było?! No powiedz do cholery!
- Nie mogę teraz. Może kiedyś się dowiesz….. Ale teraz na pewno nie.
- Jesteś pojebany..- powiedziałam do niego.
- Ty jeszcze bardziej. Nie dosyć, że mi ją ukradłaś to jeszcze zgubiłaś- odezwał się usiłując wywołać na mnie wyrzuty sumienia. Siedzieliśmy w milczeniu. Wciąż miałam nadzieję, że powie mi co znajdowało się na karcie. On uparcie milczał. Podał mi kubek kawy.
- Przed chwilą poleciały takie ostre słowa, a teraz częstujesz mnie kawą?- zapytałam ironicznie.
- Wciąż jeszcze nie powiedziałaś mi po co tutaj przyszłaś..
- No dobra. Mam do ciebie interes. Ale w zamian musisz mi coś obiecać.
- No?
- Potrzebuję twojej pomocy. Mam dla ciebie parę naprawdę dużo wartych zdjęć, które musicie opublikować dokładnie o 20.30 na stronie waszej gazety, a później w poniedziałkowym jej wydaniu. Uwierz mi, są warte cholernie dużo. I z całą pewnością dużo na tym zarobicie.
- Hahahaha!- zaśmiał się pogardliwie. – Zdajesz sobie sprawę o co mnie prosisz?
- Uwierz mi, zdaję. Co byś powiedział na ośmieszające zdjęcia chłopców z One Direction? W dodatku z tą sama dziewczyną? Nasz kraj, jak nie świat z cała pewnością by się tym zainteresował. No i jako bonus, możesz powiedzieć, że to twoja zasługa…..
- Co?! Jakie zdjęcia?!
- Wiedziałam, że zajmujesz się ich sprawą..
- Owszem.
- Więc jak będzie? Powiesz mi co było na kracie?
- Najpierw publikacja zdjęć….
- No niech ci będzie, ale jeśli mnie wystawisz i piśniesz o tych zdjęciach słówko komuś wcześniej, to cię zniszczę….
- Masz moje słowo- powiedział trzymając się ręką piersi.
- Wal się! Twoje słowo jest nic nie warte, dlatego wyślę ci te zdjęcia dopiero o 20.30. A teraz żegnam pana!- rzuciłam na pożegnanie i dumnie wyszłam z pomieszczenia. Spojrzałam na zegarek. Było po dziewiątej. „Cholera! Jestem spóźniona!”- pomyślałam i pobiegłam złapać jakąś taksówkę. Miałam nadzieję, że nie posadzą mnie dzisiaj w kozie.

*

Punkt dwunasta urwałam się z lekcji. Trwa u nas przerwa na lunch. Miałam nadzieję, że zdążę spotkać się z Blair i nie spóźnić się do szkoły. Dzisiaj zupełnie nie miałam humoru na użeranie się z tym kretynem Clarkiem i w dodatku czas ciągle mnie gonił.
- Teraz na pewno są korki, więc wybiorę komunikację miejską a nie taksówkę- powiedziałam do siebie rozglądając się po ulicach. Zdążyłam wsiąść do autobusu jadącego do biura Blair. Jeszcze kiedy byłam w gimnazjum uwielbiałam tam przebywać. Prawie codziennie po szkole tam przychodziłam, robiłam zdjęcia, pomagałam jej w projektowaniu ubrań, chociaż wiem, że takie rzeczy wolała robić sama. Jednak mimo wszystko była dla mnie miła i serdeczna. Uwielbiałam jej opanowanie.
- Jesteś skarbie!- powiedziała promiennie się uśmiechając, kiedy tylko weszłam do jej gabinetu.
- Cudownie cię widzieć!
- Więc na jaka okazję?- zapytała bacznie mi się przyglądając.
- Wielka, uroczysta gala. Taka gdzie jest pełno sław- rzuciłam obojętnie, ciekawa jej reakcji. Ona zrobiła wielkie oczy i powiedziała:
- Z kim tam się wybierasz? Sam! Przecież to nie twoje klimaty!
- Wiem, że nie moje. Totalnie nie moje, ale uwierz mi… To dla mnie bardzo ważne.
- Nowa miłość?- zapytała podejrzliwie. Kochałam ją, ale cieszyłam się, że nie byłyśmy siostrami.
- Miłość do potęgi piątej!- odpowiedziałam i się uśmiechnęłam. Ona lekko zakłopotana zaprowadziła mnie do wielkiego pomieszczenia pełnego najrozmaitszych ubrań. Już o nic więcej nie wypytywała.
Po dosyć długich poszukiwaniach znalazłyśmy rewelacyjną srebrną, krótką sukienkę. Wyglądała jak milion funtów na wieszaku. Wprost idealna na taka okazję jak Brit Awards!
Kiedy dobrałyśmy już buty, wróciłyśmy do biura dziewczyny. Zjadłyśmy razem lunch, a potem ja musiałam już iść.
- Dziękuje ci za wszystko! Ratujesz mi życie!
- Ja wiem. Mam nadzieję, że wszystko będzie tak jak sobie tego życzysz. Powodzenia Sam.
- Oj przyda się- powiedziałam i przytuliłam Blair. Spojrzałam w stronę jej biurka i mój wzrok przykuł męski krawat zwisający z poręczy krzesła. Wcześniej go nie dostrzegłam. Wydawał się być bardzo znajomy… Zaraz, zaraz… Przecież to krawat Roba…. Czy go do reszty pojebało?!

*

- Słońce..- zaczął Dann.
- Ile razy mam cię uczyć?! Ja mam imię!- wrzasnęłam na niego.
On zignorował mój gniew. Wciąż się uśmiechał.
- To już twój ostatni dzień tutaj. Miałaś swoje wzloty i upadki. Jesteś obowiązkowa, ale także bardzo wybuchowa, jednak nie da się ciebie nie lubić. Jesteś przeuroczą, ale pogubioną osobą. Myślę, że ta praca w pewien sposób ci pomogła. Jestem przekonany, że wyciągniesz z tego wszystkie jakieś wnioski.
Stałam i się na niego gapiłam.
- Hahahaha!- wybuchłam ironicznym śmiechem. On spojrzał na mnie i też się zaśmiał. Wyciągnął do mnie swoje szerokie ręce i mnie uściskał. Nie opierałam się. Mimo, że denerwował mnie jak mało kto to jednak lubiłam go. Nie sądziłam, ze kiedykolwiek do tego dojdzie, ale mimo wszystko tak się stało. W pewien sposób przypominał mi mojego dziadka.
- Więc już dłużej cię nie zatrzymuję. Uciekaj już. Wiem, wy młodzi macie swoje zajęcia. Mam tylko nadzieję, że czasem będziesz mnie jeszcze odwiedzać i że od czasu do czasu wpadniesz na jakąś drożdżówkę albo babeczkę- powiedział i mrugnął w moją stronę okiem.
- To uciekam. Dzięki! I dzięki za to, że do końca nie spieprzyliście mojego życia! Fajnie cię było poznać!- odezwałam się i ostatni raz zamknęłam za sobą drzwi piekarni. Teraz już nie byłam jej pracownikiem. Czułam się zupełnie wolna.

*

Wychodząc spod prysznica usłyszałam dźwięk smsa. Od razu się poderwałam i przeczytałam wiadomość: „ Hej piękna! Cholernie nie mogę się doczekać aż się zobaczymy. Przyjadę po ciebie o 21. Tylko powiedz gdzie mieszkasz”.
Odpisałam mu szybko i zabrałam się za suszenie włosów. Miałam niewiele czasu.
Później umalowałam się, ubrałam czarną krótką sukienkę i wysokie obcasy. Stanęłam przed lustrem i byłam zadowolona ze swojego wyglądu. Nigdy nie miałam kompleksów na swoim punkcie.
- Saaaaaam?!- krzyknął z dołu Rob.
- Co jest?!- odpowiedziałam.
- Wychodzisz?- zapytał. Postanowiłam zejść do jego gabinetu z nim pogadać. Stęskniłam się.
- No tak- odpowiedziałam siadając na krawędzi hebanowego biurka.
- Szkoda bo myślałem, że moglibyśmy wyjść razem i coś przekąsić..- powiedział z miną małego dziecka.
- No niestety. Ktoś był szybszy i już zarezerwowałam piątkowy wieczór..
Rob zmierzył mnie wzrokiem.
- Idziesz do klubu?- zapytał.
- A nie widać?! Hahaha! A ty co robisz?
- Ja mam zamiar dokończyć to co robię, a potem pewnie pójdę na siłownię, żeby odreagować. Albo zaproszę Chucka.
- Jak wolisz….
- Ale to nie zmienia faktu, że mam chyba prawo spędzić z tobą czas. Więc jutro idziesz ze mną na bitwę kapel.
- Co?!- zapytałam zaskoczona. Mój ukochany braciszek nienawidził przebywać w takich miejscach.
- No tak jak powiedziałem- powiedział podając mi ulotkę. – Jutro, start 22.
- Wiesz, że cię uwielbiam?!- pisnęłam radośnie i rzuciłam mu się na szyję.
Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.
- Więc ja już uciekam. Nie dzwoń, telefon zostawiam w domu. Buziaki!- rzuciłam i poszłam otworzyć drzwi.
Stał w nich Zayn. Ubrany w swoją zajebistą czarną, skórzaną kurtkę, starte jeansy i ze swoim bezczelnie seksownym uśmiechem na ustach. Uśmiechnęłam się na jego widok. On bez słowa przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował.
- Wyglądasz niesamowicie- szepnął mi do ucha.
- Dziękuję- odpowiedziałam. Wsiedliśmy do taksówki. Zayn objął mnie ramieniem w ja przytuliłam się do jego piersi.
- Cholernie długo się nie widzieliśmy…
- Wiem.
- Co robiłaś w tym czasie?
- Nic ciekawego. To co zawsze- skłamałam. Nie chciałam zbędnych pytań, bo byłam lekko zmęczona tym dniem. – A ty?
- Też to co zawsze. Wiesz jak nie lubię spędzać czasu z nimi…
- Więc po co to robisz?
- Kontrakt…- mruknął i znowu mnie pocałował.
- Ale teraz nie gadajmy już o tym… Zaczynamy się bawić!- krzyknął wesoło kiedy dojechaliśmy do celu. Szarmancko otworzył mi drzwi a potem przyciągnął mnie do siebie i weszliśmy do klubu. W moich uszach zaczęła dudnić głośna muzyka, w oczach miałam kolorowe światła, wszędzie czułam zapach alkoholu, papierosów i innych rzeczy. Co chwilę ocierał się o mnie ktoś tańczący na parkiecie.
- Jesteśmy!- wrzasnął Zayn do swoich kumpli siedzących w wynajętej loży. Wszyscy się ucieszyli. Chłopak od razu mnie przedstawił. Szczerze, miałam w dupie ich imiona. Teraz chciałam się zabawić. Chciałam zapomnieć o wszystkim.
- Chodźmy się czegoś napić!- zaproponowałam a Malik złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Śmialiśmy się głośno.
- Więc co chcesz?- zapytał kiedy byliśmy już przy barze. Wywróciłam oczami znudzona.
- Wszystko mi jedno. Niech będzie numer …. Osiem!- powiedziałam obojętnie.
- Sex on the beach?!- zapytał śmiejąc się. – Odważne posunięcie! Dla mnie to samo!
Później tańczyliśmy, całowaliśmy się. Po wypiciu dużej ilości alkoholu sama nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Ze wszystkiego najbardziej pamiętam jego oddech na mojej skórze i dotyk ust. W ten wieczór zapomniałam o wszystkim. Szalałam! Cieszyłam się życiem! Zayn też miał w dupie wszystko i wszystkich! Teraz liczyliśmy się tylko my i nasz wieczór…. Później urwał mi się film.


Hura! Nareszcie napisałam kolejny rozdział. Dziękuję Wam za wszystkie komentarze, za miłe wiadomości i za to, że jesteście. Kocham Was!
A co sądzicie o rozdziale?
Czego spodziewacie się w następnych?
  • awatar I belive in Unicorns, bitch: Boże, piszę z grobu z WIFI :> UMARŁAM, jak patrzę na to zdjęcie Zayna *__________* A rozdział? Rozdział jest MEGA MEGA MEGA fajny, jak wszystkie z resztą :>
  • awatar More Than Friends..: aww *-* zajebiste ♥
  • awatar Summer of '69: kocham cię za ten rozdział i ogólnie. nienawidzę za to że zaliczyłam zgon i nie dożyję do następnych rozdziałów xd świetne kochana, świetne ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (29) ›
 

 
Dzisiaj jest czwartek. Nie wiem jak to się stało, że ostatnie tygodnie zleciały mi w cholernie szybkim tempie. Mogę powiedzieć, że żyłam chwilą i… I wypełniałam swój plan. Czasami zastanawiam się czy to ma jakikolwiek sens, ale odkrycie przed całym światem prawdy jest czymś czego chcę dokonać.
- Śniadanie!- wydarł się na całe gardło Rob.
- Idę!- wrzasnęłam i zbiegłam na dół do kuchni. Zajęłam swoje miejsce przy kuchennej wysepce i nalałam sobie soku.
- Ostatnio jesteś jakaś dziwna…- zaczął mój brat.
- Dziwna?
- No mniej więcej od wczoraj. Co się stało? Czyżby cię przyłapali?- zapytał ironicznie.
- Nic się nie stało- powiedziałam wymijająco.
- Na pewno?
- Tak! Robert….. Bo w przyszłym tygodniu lecę do Francji.
- Hahahahah! Ale ty jesteś głupia!
- Spieprzaj!- oburzyłam się i rzuciłam w niego jabłkiem.
-Po co? W ogóle co to za pomysły?
- Jest wymiana. Oprócz poznawania języka będziemy mieli okazję rozwijać swoje zainteresowania. Z najlepszymi specjalistami w poszczególnych dziedzinach. Wiesz co to oznacza? To jest dla mnie cholernie duża szansa!
- Kiedy masz lecieć?- zapytał po chwili namysłu.
- We wtorek. Z cała grupą z francuskiego.
- A szkoła?
- Przecież szkoła będzie tam. Rob o co ci właściwie chodzi?
- Chyba mam prawo wiedzieć! A na długo tam będziecie?
- Trzy tygodnie- odpowiedziałam zdawkowo.
- Bardzo ci na tym zależy?- zapytał i uśmiechnął się do mnie.
- Tak! – odpowiedziałam i się do niego przytuliłam. – Kochany braciszku! Jesteś najlepszy na świecie!- słodziłam mu.
- Przecież wiem- zażartował i oboje zabraliśmy się za jedzenie.

*

Po szkole od razu pobiegłam w stronę boiska. Może któryś z ochroniarzy znalazł moją kartę pamięci? Ja nie daruję sobie tego. Muszę wiedzieć co tam było.
Stanęłam przed wejściem i zaczęłam się rozglądać za którymś z pracowników.
Nagle ktoś dotknął mojego ramienia. Obróciłam się.
- Pomóc panience w czymś?- zapytał życzliwie ten sam człowiek, który kasował wczoraj bilety. „Może on coś wie?”- pomyślałam.
- Czy nie znalazł pan wczoraj małej, czarnej karty pamięci od aparatu?- zapytałam prosto z mostu.
- Niestety nie- odpowiedział. Wywróciłam nerwowo oczami i poszłam w stronę piekarni.
„Co się z nią stało? Gdzie ona może być!? Przeszukałam wczoraj wszystkie możliwie miejsca w mojej torbie. Przejrzałam wszystkie kieszenie i dupa!”- biłam się z myślami.
Otworzyłam drzwi. Znowu ten dźwięk. Znowu to samo.
- Dzień doberek!- powiedział wesoło Dann.
- Taaaa…- mruknęłam i rzuciłam torbę w kąt.
- Co się stało kwiateczku?
- Mam imię!- wrzasnęłam na niego, ale on i tak się do mnie życzliwie uśmiechał. Co za kretyn!
-Ktoś tu ma paskudny humor….- powiedział żartobliwie i zniknął na zapleczu.
Usiadłam na krześle i napisałam wiadomość do Czarującego Księcia. Mojego wybawcy. „Zawaliłam sprawę. Mam doła -.- ‘’- wystukałam pospiesznie na klawiaturze. Do piekarni weszło paru klientów więc na jakiś czas mogłam zająć czymś swoje myśli. Później usiadłam na swoje miejsce i przeczytałam wiadomość od Księcia: „Może nie ma tego złego… Ja też ostatnio wiele rzeczy totalnie zawaliłem. I teraz żałuję”.
„A czego ty możesz żałować? Z tego co pisałeś twoje życie jest zupełnie nieskomplikowane.”.
„Chyba każdy z nas ma jakieś problemy, ale ja zawsze staram się ja sam rozwiązać. To pomaga. Spróbuj. A oprócz tego co u ciebie?”
„Nic, zupełnie nic. Jest nudno, ostatnio tyle się działo, ale… Było minęło.”
„To podobnie jak u mnie. Ostatnio cholernie dużo rozmyślam, bo chyba popełniłem wielka gafę i…I nie wiem jakie mogą być tego skutki. I tutaj nie chodzi o moje życie prywatne, tu chodzi o coś więcej…”.
„Ale ty jesteś tajemniczy, ale cię rozumiem. Mam niewiele czasu, a musze jeszcze zrobić tyle rzeczy. I wiesz, zabieram się poważnie do rozwijania moich pasji.”
„Naprawdę?! Trzymam za ciebie kciuki. Ja już swoje pasje spełniłem, albo jestem w trakcie. Wiesz, bardzo lubię z tobą pisać i …I chciałbym cię kiedyś poznać, jeśli oczywiście będziesz gotowa.”
Nigdy wcześniej bym się na to nie zgodziła, ale teraz…
„Teraz mam bardzo dużo pracy, ale za miesiąc kto wie… jeszcze muszę to poważnie rozważyć.”- odpisałam i wrzuciłam komórkę do torby. Moja praca dobiegała końca. Posprzątałam w pomieszczeniu i byłam gotowa do wyjścia.

*

- Cześć Sam!- odezwał się Liam kiedy tylko mnie zobaczył. Podeszliśmy do siebie.
- Hej!- odpowiedziałam i go pocałowałam. Chłopak nie protestował. Dzisiaj w ogóle nie miałam ochoty się z nim spotykać, ale mus to mus.
- Zaczynałem już za tobą tęsknić- powiedział i objął mnie w pasie. Poszliśmy do wypożyczalni z rolkami.
- Nie przesadzaj. Pewnie miałeś do tej pory wiele ciekawych zajęć- odezwałam się.
- Ale co to jest w porównaniu do spotykania się z tobą?- spojrzał w moje oczy i kolejny raz się pocałowaliśmy. Nerwowo rozglądałam się dookoła. Bałam się, że znowu nas ktoś zauważy. Teraz musiałam być bardzo ostrożna.
Rozmawialiśmy na różne tematy, a ja umierałam z nudów. Liam nie był tą samą osobą ,którą poznałam tam na basenie.
Kiedy wypożyczyliśmy rolki , zaczęło się robić coraz ciekawiej. Chłopak zaczął się wygłupiać. Zachowywaliśmy się jak zupełnie małe dzieci, które cieszą się z zabawki. To mi się podobało. Przestałam na jakiś czas myśleć o tej cholernej karcie. Teraz bardziej skupiałam się na tym, jak jeszcze mocniej zbliżyć się do Liama. Żeby mu na mnie zaczęło zależeć.
- Wiesz, ostatnio tak sobie myślałem…- zaczął chłopak. Wziął mnie za rękę.
- Nad czym?- zapytałam spoglądając mu głęboko w oczy.
- Zapytam prosto z mostu. Czy możemy uważać się za parę?
- To znaczy?- udawałam, że nie wiem o co mu chodzi. Byłam ciekawa co wykombinuje.
- Czy chciałabyś być moja dziewczyną?
- Ciekawa propozycja- odpowiedziałam tajemniczo. Liam czule mnie objął. Nasze ciała się stykały, ale nie było w tym nic elektryzującego. Nieważne. Dotknęłam dłonią jego policzka i namiętnie się pocałowaliśmy. Chłopak był delikatny i czuły. To mi się podobało. Kiedy przestaliśmy się całować Liam powiedział:
- Więc? To znaczy tak?
- A jak myślisz?- drażniłam się z nim i odjechałam na przód. On natychmiast mnie dogonił.
Po jakimś czasie zrobiło się już ciemno, a moje zmęczenie dawało się we znaki. Koniecznie muszę popracować nad kondycją.
- Dzisiaj było naprawdę cudownie. Fajnie, że mogliśmy się spotkać- odezwałam się kiedy się zatrzymaliśmy.
- Też tak sądzę. Brakowało mi ciebie przez ten czas.
- Ale z całą pewnością mogłeś liczyć na kumpli.
Liam chwilę milczał. Widziałam w jego oczach, że ciężko mu się przełamać, żeby skłamać mi prosto w oczy. Jednak to zrobił.
- Oczywiście, że mogłem.
- Jesteście tacy zgrani. Widać, że łączy was wielka przyjaźń- skłamałam. Byłam ciekawa, czy nadal będzie tak uparcie bronił swojego zdania.
- Coś w tym jest- powiedział tym samym tonem co wcześniej. Rozejrzał się dookoła. Złapał mnie za rękę.
- Chyba już czas się rozejść- odezwałam się po chwili milczenia.
- Szkoda- posmutniał. Wzięłam głęboki oddech i pocałowałam go jeszcze raz. Później zmieniłam buty i oddałam rolki do wypożyczalni.
Wyszłam z parku i byłam z siebie naprawdę zadowolona. Widać było, że kłamał kiedy mówił o zespole. Udawałam, że mu wierzę. Jestem ciekawa co powiedzą w niedzielę wieczorem…

*

Wróciłam do domu. Jak zwykle weszłam do kuchni. Pusto. Na stole stał kolejny wazon z gigantycznym bukietem róż.
- Louis- powiedziałam i wzięłam kwiaty do ręki. Przeszukałam bukiet, żeby znaleźć bilecik. „To tylko jeden dzień, a mam wrażenie jakbyśmy nie widzieli się całe wieki. Kocham cię, Louis xx”- przeczytałam z rozmarzeniem na twarzy. Czuję się jak w jakimś filmie.
Wstawiłam kwiaty ponownie do wazonu i wtedy na podłogę upadła kolejna mała karteczka. Zdziwiłam się i napędzona ciekawością od razu ją podniosłam.
- Niedziela, gala Brit Awards. Bądź o 20 i powiedz, że jesteś tu z nami. Oni będą wiedzieli o co chodzi. Mam nadzieję, że tym razem zechcesz poznać resztę zespołu- czytałam głośno bilecik.
„To jest plan idealny! Tak! Wtedy to już w ogóle ich zniszczę”- pomyślałam zadowolona z takiego kierunku sprawy.
- Muszę tylko załatwić sobie jakąś sukienkę. Trzeba wszystkich olśnić- mruczałam pod nosem kiedy szłam do swojego pokoju. Opadłam zmęczona na łóżko. Czułam, że zamiast nóg mam dwie, wielkie i ciężkie kłody. Wzięłam komórkę do ręki i zadzwoniłam do Blair.

- Blair Waldorf, słucham?- powiedziałam swoim perfekcyjnym głosem.
- Cześć Bee!- odezwałam się zadowolona.
- Och Sam! Miło cię słyszeć. Co u ciebie?- zapytała.
- Dużo by opowiadać. Kochana, twój ostatni pokaz był niesamowity. Aż bark mi słów!- zachwycałam się.
- Miło mi.
- Ale potrzebuję twojej pomocy…- zaczęłam.
- Chyba wiem o co chodzi. Skarbie przyjdź do mnie jutro. Najlepiej w południe.
- Mam szkołę- powiedziałam cicho.- Ale to nic nie szkodzi- dodałam po chwili namysłu.
- W takim razie do zobaczenia!- powiedziałam ciepło brunetka.
- Dziękuję i do zobaczenia!- odpowiedziałam i zadowolona się rozłączyłam.
Wstałam z łóżka i poszłam pod prysznic. Kiedy letnia woda spływałam po moim ciele ja zastanawiałam się nad wszystkim…
„Co jest z tą kartą? Co na niej takiego ważnego może być. Przecież…. Co ten koleś miał charakterystycznego. Może jakiś szczegół. Pomyśl!”- biłam się z myślami.
„ Czarna kurtka. Miał na kapturze… Właśnie jego kaptur! Niewielkie białe logo na czerwonym tle! Już wiem dla jakiej gazety pracuje! Czemu nie pomyślałam o tym wcześniej!”- pomyślałam.


Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (28) ›
 

 
Hej Kochane! Zostałam wyróżniona przez : http://looolenka98.pinger.pl/, której z całego serca dziękuję

Zabawa polega na tym, żeby dodać 7 faktów o sobie i nominować 7 kolejnych osób.

*FAKTY*

1. Od 10 lat chodzę do teatru na zajęcia.
2. Jestem jedynaczką.
3. Nienawidzę dwulicowości.
4. Zakochałam się w filmie pt." Trzy metry nad niebem" <3
5. Mam urodziny 01.05.
6. Bardzo, bardzo lubię pisać opowiadania. W ten sposób się uspokajam i w pewien sposób regeneruję.
7. Kocham Was wszystkich <3 hahahhahaha!

*NOMINUJĘ*
http://fanka1d.pinger.pl/
http://same-mistakes.pinger.pl/
http://karolas33.pinger.pl/
http://andzia35443.pinger.pl/
http://xzwariowanaa123.pinger.pl/
http://biczysowo.pinger.pl/
http://princessfornialler.pinger.pl/
 

 
Zaraz kiedy zadzwonił mój budzik zerwałam się z łóżka. Spojrzałam przez okno i szepnęłam:
- Dzisiaj będzie dobry dzień- zaśmiałam się w duchu. Obróciłam się w stronę szafy i wyciągnęłam z niej bordowy sweter i czarne rurki. Stanęłam przed lustrem i związałam włosy w wysokiego kucyka. Poszłam do łazienki żeby się umalować. Później wrzuciłam do torby najpotrzebniejsze książki do szkoły, komórkę i oczywiście aparat. Po pracy od razu szłam na mecz Louisa, a takiej okazji nie mogłam przepuścić. Wspominałam już jak bardzo uwielbiam wysportowane ciała piłkarzy?
- Już wychodzisz?- zapytał Rob wychodząc w samych bokserkach ze swojego pokoju. Teatralnie zakryłam oczy dłonią i wykrzywiłam się do niego.
- Fu! Jesteś obleśny! Tak ciężko ci się ubrać?
- Pewnie, że ciężko! A poza tym nawet nie wiesz ile frajdy sprawia mi jak mogę cię w jakiś sposób zdenerwować!- powiedział ironicznie. Szturchnęłam go w ramię.
- Więc czemu tak szybko wychodzisz?- ponowił swoje pytanie. Bez chwili namysłu odpowiedziałam:
- Niall zaprosił mnie na śniadanie. Później mam szkołę, piekarnię no a potem idę na mecz Louisa. Nie czekaj na mnie z kolacją. Pewnie zjem coś na mieście- rzuciłam.
Rob udawał, że zrobił wielkie oczy.
- Nie sądziłem, że kiedyś to usłyszę…
- Ja też nie! Hahaha!- zaśmiałam się zadowolona z siebie. Założyłam czarne botki i skórzaną kurtkę. Spojrzałam na podjazd. Niall już czekał. – A teraz jeśli łaskawie pozwolisz wyjdę! Pa!
- Trzymaj się, miłego dnia!- rzucił na pożegnanie. Jak zwykle trzasnęłam drzwiami. Na dworze było dosyć ciepło jak na początek wiosny. Niall wyszedł z samochodu.
- Sam!- powiedział i mocno mnie przytulił. „Mam dosyć mało czasu…”- pomyślałam i spojrzałam mu w oczy. Nasze usta się zbliżyły i pocałowaliśmy się. Przeczesałam mu dłonią włosy, on gładził mój policzek.
- Mógłbym tak cały czas…- odezwał się z uśmiechem.
- Cały czas?! Chodź już, ja umieram z głodu!- powiedziałam, żeby przerwać ten moment.
Wsiedliśmy do samochodu. Niall założył ciemne okulary. Zaśmiałam się w duchu.
- Co się tak bawi?- zapytał.
- Nic… Zupełnie nic.
- A jakie masz plany na dzisiaj?
„Na dzisiaj? Szkoła, praca, uprzykrzanie ludziom życia.. A i zapomniałam dodać, że idę na mecz twojego ‘przyjaciela’ dla sławy , z który wysyła mi ostatnio piękne kwiaty i z którym się całowałam. Dzień jak co dzień!”- pomyślałam i odpowiedziałam:
- Hm…. Mam bardzo ciężki dzień, jeśli wiesz co mam na myśli..- odpowiedziałam tajemniczo.
- Ciężki dzień… Czemu musisz być taka zagadkowa? Ja mówię ci o wszystkim….- zastanawiał się blondyn.
- Uwierz mi, nie chciałbyś wiedzieć pewnych rzeczy…
- Ale myślałem, że będziemy ze sobą zupełnie szczerzy…- powiedział z wyrzutem.
- I jesteśmy- próbowałam załagodzić sytuację i dotknęłam jego dłoni. Zauważyłam uśmiech na jego twarzy.
Kiedy wysiadaliśmy przed jedną z małych, raczej kameralnych knajpek poczułam wibracje telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz : „ Dzień dobry Księżniczko! Jak zaczęłaś dzień?”. „Czarujący Książe….”-pomyślałam zadowolona. Odpisałam mu: „Póki co dobrze. Ale mam dziwne przeczucie, że będzie niesamowicie ciekawy. A twój?”.
- Z kim piszesz?- zapytał Niall zamykając auto. Podszedł do mnie i czule objął mnie ramieniem.
- Nikt ważny..- odezwałam się i ponownie go pocałowałam. Uwielbiam to, że miałam kontrolę nad cała sytuacją. Irlandczyk poddawał mi się bez oporu.
- Czemu jesteś bez kurtki? Oszalałeś?- zapytałam ze śmiechem widząc go w białej koszulce.
- Mi jest ciepło i to najważniejsze- odpowiedział z uśmiechem i otworzył przede mną drzwi.
- O Niall!- powiedziała uśmiechnięta kelnerka.
- Dzień dobry Nancy!- odpowiedział chłopak. Stałam obok i zastanawiałam się, czemu do cholery oni wszyscy musza być przez wszystkich uwielbiani.
- Co tym razem sobie życzysz?- zapytała ciepło kobieta.
- Hm… Dla mnie to co zawsze..- odezwał się i spojrzał w moją stronę. Wciąż staliśmy objęci. W sumie mi to nie przeszkadzało. Czułam, że jestem dla niego kimś ważnym, a to było teraz bardzo istotne. Chwilkę zastanowiłam się nad odpowiedzią.
- Dla mnie tost francuski i różaną konfiturą i sok pomarańczowy- odpowiedziałam.
-Siadajcie kochani. Ja za chwilę wracam- zakomunikowała nam Nancy, a my usiedliśmy w najmniej widocznym miejscu.
- Fajnie tutaj co nie?- zapytał Niall rozglądając się po pomieszczeniu.
- Ta… Ale według mnie to chyba raczej nie twoje klimaty…
- Sam nie wiem. Lubię tu przychodzić….
Siedzieliśmy, rozmawialiśmy. Trzymaliśmy się za dłonie jak prawdziwa para. Od czasu do czasu się całowaliśmy. Byłam pewna , że chłopak zaczyna czuć do mnie cos zupełnie więcej niż tylko przyjaźń.
Kiedy każde z nas zjadło swój posiłek, musieliśmy się pożegnać.
- Mam nadzieję, że będziemy to częściej powtarzać no i że kiedyś znajdziesz dla mnie więcej czasu.
- Obiecuję- powiedziałam lekko krzyżując place. Delikatnie ‘wspięłam’ się na placach i dotknęłam jego silnych ramion. On trzymał swoje dłonie na moich biodrach. Kolejny raz się pocałowaliśmy. Tym razem dłużej i bardziej namiętnie.
- Na pewno nie chcesz żeby się odwieść?- zapytał.
- Poradzę sobie. Moja szkoła jest bardzo blisko- odpowiedziałam. Skłamałam. To oczywiste, ale gdyby ktoś z mojej szkoły by nas zauważył, to z mojego planu nici.
Niall wsiadł do swojego auta. Pomachaliśmy sobie. Odwróciłam się napięcie i wtedy zauważyłam czarną, zakapturzona postać z aparatem.
- Cholera jasna!- zaklęłam pod nosem i próbowałam dogonić tajemniczą postać. Miałam niewiele czasu do pierwszej lekcji, którą był francuski. Nie mogłam się spóźnić, ale też nie mogłam pozwolić, żeby ktoś te zdjęcia opublikował.
- Stój! Jeśli zrobisz coś z tymi zdjęciami to cię zniszczę!- wrzasnęłam groźnie i skręciłam w uliczkę, w którą skręciła ta osoba. Zatrzymałam się, żeby złapać oddech.
- Słyszysz mnie! Kur*a!- krzyknęłam. Wtedy zauważyłam, że czarna postać zbliża się do mnie coraz bardziej.
- Po cholerę ci to gówno?!- zapytałam pełna złości.
- Cóż, każdy z nas ma inną pracę…- powiedziała tajemniczo osoba. To musiał być jakiś całkiem młody facet. Poznałam po głosie bo nie widziałam jego twarzy.
- Ale chyba są jakieś granice! Czy ja ci się wpieprzam w twoje życie?!
- Cóż…
- Nie! Więc usuń te zdjęcia, ale pójdę na policję!- postraszyłam go.
- Co ty mi możesz zrobić! A czemu się tak boisz? Co? Myślisz, ze ich fanki cię zniszczą?
- Pff! Jakie fanki?!- powiedziałam lekceważąco. Bo co one mogłyby mi do cholery zrobić?
- One potrafią naprawdę wiele. Złotko, pracuję w tej branży kupę ładnych lat więc…
- Złotko?! – powtórzyłam i dałam mu w ryj. Z całej siły.
- Teraz już ich nie odzyskasz ty mała dziwko!- syknął.
- Uwierz mi, że to zrobię!- krzyknęłam i wyszarpnęłam mu aparat z ręki. On od razu się na mnie rzucił. Szarpaliśmy się. Facet był chucherkiem, więc nie było, aż tak ciężko, ale zawsze to przecież mężczyzna, miał więcej siły niż ja. Na szczęście dzięki swojemu sprytowi zdążyłam wyjąć kartę pamięci. Miał taki sam model jak ja, więc znałam ten aparat na wylot. Koleś nic nie zauważył, a ja nie chciałam dać po sobie poznać, że mam coś czego mieć nie powinnam. Przez jakąś chwilę nie dawałam za wygraną, lecz później puściłam urządzenie i pobiegłam przed siebie.
„Nie wiem skąd człowiek może mieć tyle siły…. Nie wiem w jaki sposób udało mi się to zrobić. To była duża dawka adrenaliny. Może to właśnie to? Jedno jest pewne… NIGDY WIĘCEJ NIE DAĆ SIĘ ZŁAPAĆ PAPARAZZIM!”- myślałam kiedy biegłam w stronę szkoły. Mężczyzna mnie nie gonił. Pewnie nie zauważył, że nie ma karty pamięci. Teraz ściskałam przedmiot w dłoni bojąc się, że może dostać się kolejny raz w niepowołane ręce.

*

Do szkoły dotarłam bardzo szybko. Byłam cholernie zmęczona, ale wciąż lekko zdenerwowana. Cała ta sytuacja dała mi niezłego kopa! To nie miało się obyć w ten sposób.
Weszłam do klasy od francuskiego. Pani Stevenson rozpoczęła już swój wykład.
- Panno Hamilton, czy raczy nam pan jakoś usprawiedliwić swoją nieobecność?- zapytała surowym tonem nauczycielka.
- Nie mam nic na sumieniu, więc nie widzę powodu, żeby się usprawiedliwiać- powiedziałam. Może i chwilę temu cholernie najadłam się strachu, ale to nie przeszkodziło mi w byciu sobą.
- W takim razie wytłumaczysz mi to po lekcjach. W KOZIE!- krzyknęła, mocno akcentując ostatnie słowo.
- Ale, ale…. Wielce szanowne grono pedagogiczne zapomniało chyba, że załatwiło mi już pracę, do której nie mogę się spóźnić. I co ? – odezwałam się z wyższością. Usiadłam na krześle i dumnie na nią spojrzałam.
- Jeszcze raz odezwiesz się do mnie w ten sposób , a zaczniemy rozmawiać inaczej….- mówiła kobieta, mocno zaciskając pięści. Na twarzy zaczęła się robić purpurowa.
- Się zobaczy..- syknęłam.
- Coś jeszcze?- zapytała.
- Nic, zupełnie nic. Może pani kontynuować.
- Więc- zaczęła, złowrogo spoglądając w moją stronę- nasza szkoła kolejny raz podjęła współpracę ze szkołą we Francji. To dla mnie niesamowita przyjemność oznajmić wam, że… WEŹMIECIE UDZIAŁ W WYMIANIE!- ekscytowała się. Opowiadała o szczegółach wymachując rękoma. Siedziałam niewzruszona. – Tam, oprócz nauki języka i integracji z młodymi ludźmi w waszym wieku, będziecie mieli okazję rozwijać swoje talenty z najlepszymi specjalistami w dziedzinie tańca, śpiewu, pisarstwa, fotografii…- wyliczała na palcach. „Zaraz, zaraz! Fotografia? Z francuskimi sławami w tej dziedzinie?”- pomyślałam-„Cholera! Może to nie jest taki zły pomysł….”- zastanawiałam się i już widziałam siebie na warsztatach, pracującą z osobistościami z najbardziej awangardowych czasopism….
- A kiedy ma być ta wymiana?- zapytała nieśmiało jedna z uczennic.
- Już w przyszłym tygodniu!- mówiła podekscytowana Stevenson.
- W przyszłym tygodniu!? Pierdzielisz!- krzyknęłam. Zasłoniłam ręka usta. Ostatnie słowo mogłam sobie darować. Stevenson jednak nic nie usłyszała była pochłonięta wymianą.
W sumie to bardzo mało czasu. Powiadomili nas o tym stanowczo za późno, ale nie mogłam nie jechać. Przecież to dla mnie bardzo ważna sprawa. To może dotyczyć mojej przyszłej kariery fotografa.

*

Po pracy zmęczona zamówiłam taksówkę. Usiadłam zmęczona w fotelu i wyjęłam komórkę. Parę nieodebranych wiadomości od Zayna, Liama i Nialla. Nie miałam ochoty im odpisywać. Po dzisiejszym zajściu troszkę odechciało mi się tego wszystkiego, ale skoro się powiedziało A to teraz trzeba powiedzieć B. Jedno cholernie mnie ciekawiło. Co może być na tej karcie?
Kiedy zapłaciłam kierowcy, wzięłam głęboki oddech i poszłam na boisko, na którym miał grać dzisiaj Louis. Z tego co wiem, to miał być mecz charytatywny. Podeszłam do ochroniarza pilnującego porządku. Pokazałam mu bilecik od Louisa, żeby się potem nie czepiał, że wymyślam sobie wszystko. Mężczyzna się do mnie uśmiechnął i powiedział:
- Panienka pójdzie tędy- wskazał dłonią korytarz. Wzruszyłam ramionami i poszłam we wskazanym kierunku. Wtedy zobaczyłam Louisa.
- Heeeej!- powiedział chłopak i przyciągnął mnie do siebie , namiętnie całując. Był inny niż Niall, ale mi to nie przeszkadzało.
- Cześć piłkarzu…- odezwałam się i przejechałam placem po jego wysportowanym torsie.
- Nawet nie wiesz ile dla mnie znaczy, że tutaj jesteś..- powiedział.
- Miło mi. No i muszę przyznać całkiem całkiem wyglądasz w tym stroju… Hahhaha!
- Aż tak się to bawi?- zapytał uśmiechając się łobuzersko.
- Chyba musimy już kończyć- przerwałam, słysząc krzyki docierające najpewniej z szatni reszty drużyny.
- Chyba tak..- posmutniał Louis i pocałował mnie jeszcze raz. – Mam dla ciebie niespodziankę. Chcę cię komuś przedstawić…
- Komu?- zapytałam lekko przerażona.
- Kumplom z zespołu.
- Którego?
- Muzycznego. Jest Niall, Liam i Harry. Zaynowi coś wypadło I niestety nie mógł przyjść…
- Co?!- powiedziałam nerwowo.
- Jesteś dla mnie kimś naprawdę ważnym i bardzo bym chciał żebyś ich poznała no i żeby oni poznali ciebie.
- Opowiadałeś o nas komuś?!
- Nie, ale… Oni nic nie wiedzą, myślałem, że się ucieszysz…
- Ale…- zacięłam się. Szukałam odpowiednich argumentów, żeby się jakoś z tego wykręcić. Spotkanie się z nimi teraz, w tej chwili nie wchodziło w grę!- Ale ja chyba nie jestem jeszcze gotowa. Przyszłam tu dla ciebie, a nie dla nich. To ty jesteś dla mnie ważny..- mówiłam podchodząc do niego coraz bliżej, aż w końcu nasze ciała się stykały. Spojrzał na mnie z góry i położył swoje dłonie w mojej talii.
- Jeśli to dla ciebie zbyt wcześnie, rozumiem. W takim razie Powiem obsłudze, żeby cię zaprowadzili do innego sektora.
- Dobrze. Leć już seksiaku. Za chwilę twój wielki mecz!- powiedziałam dając mu kopa na szczęście. On pobiegł do reszty drużyny, a ja czekałam na kogoś z obsługi.
„Co?! Ja pieprzę! Zaprosił ich wszystkich?! Rany, tak mało brakowało! Kolejna głupia sytuacja tego dnia! A co ja do cholery zrobię jak ich spotkam? Jak zobaczę któregoś z nich i ktoś nieodpowiedni nas zauważy?! Nie mogę teraz wyjść. Przecież obiecałam Louisowi, a poza tym to byłoby podejrzane gdybym teraz nagle zniknęła…”- biłam się z myślami, aż w końcu przyszedł do mnie znajomy ochroniarz, który zaprowadził mnie do sektora, gdzie miałam oglądać mecz.
Rozejrzałam się dookoła. Były niesamowite tłumy. Mnóstwo podekscytowanych kibiców. Każdy wykrzykiwał coś, machał flagą drużyny. Wytężyłam wzrok i na ławce rezerwowych zauważyłam chłopców z zespołu. Wygłupiali się i dopingowali Louisowi. Pozowali do zdjęć, które co chwilę ktoś im pstrykał. Byli daleko do tego stopnia, że nie mogli mnie zauważyć.
Kiedy troszkę ochłonęłam, wyciągnęłam aparat z pokrowca i postanowiłam zrobić parę zdjęć Tomlinsonowi. Grał jak prawdziwy zawodowiec. Na boisku dawał z siebie wszystko. Widać było, że bardzo mu zależy. Strzelał gole jeden po drugim, nie dając wygrać przeciwnikowi. Mój obiektyw potrafił uchwycić każdy szczegół. Ruchy jego mięśni, zdeterminowanie na twarzy…
Później spojrzałam w stronę zespołu. Teraz dociekliwi fotoreporterzy dali sobie z nimi spokój. Teraz ich uwagę skupiał Louis. A Niall, Liam i Harry mogli być sobą. Każdy z nich pochłonięty był swoim zajęciem. Nie rozmawiali ze sobą. To wydawało mi się dziwne. Przecież tacy przyjaciele. Tacy zgrani…. Coraz bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że mam rację. Zaczęłam im robić zdjęcia . Niall zajęty był kopaniem piłki. Harry rozmawiał z kimś przez telefon, Liam słuchał muzyki i miał w dupie co robi jego ‘przyjaciel’, dla którego tutaj jest.

*

Kiedy byłam już w domu od razu zajrzałam do kuchni. Paliło się światło. Rob robił chyba jakąś kolację.
-Siema!- powiedziałam.
- O już jesteś!
- Taaa…- mruknęłam i usiadłam zmęczona przy stole. Zaczęłam się zastanawiać nad tym wszystkim….
Tak, drużyna Louisa wygrała. Widzieliśmy się po meczu w tym samym miejscu co przed wielkimi rozgrywkami. Chłopak był pełen energii. Udawałam, że odwzajemniam jego entuzjazm. Kolejny raz się całowaliśmy. Jednak to było bez znaczenia. Dopiero teraz, na własne oczy zobaczyłam, że oni tylko udają. Że ich przyjaźń jest czymś tylko na pokaz. Połączyli ich w zespół tylko dlatego, że ich buźki do siebie pasują. A oni widać, że za sobą nie przepadają. Niby sama wiedziałam już o tym wcześniej, ale kiedy zobaczyłam to na własne oczy dało mi to dużo do myślenia. Nie sądziłam, że mogą być tak żałośni, żeby bezczelnie kłamać. Moja praca w piekarni dobiegała końca. Zadziwiające jest to, że całkiem nieźle zaczynałam dogadywać się z Dannem. Oczywiście nadal uważałam go za totalnego kretyna, ale było lepiej niż na początku. Dzisiaj Harry nie przyszedł do piekarni. Ciekawe dlaczego? Może to miało coś wspólnego z tym jak zaciekle rozmawiał z kimś przez telefon…. No i ta wymiana. Czuję, że to jest coś specjalnie dla mnie. Że to moja życiowa szansa. Koniecznie musze o tym pogadać z Robem. Ale jest jeszcze jedna rzecz… Coś co nie powinno się w ogóle wydarzyć. Jak mogłam być tak bezmyślna, żeby całować się z nim na ulicy. Ten koleś, czy on wie coś więcej? Muszę koniecznie zobaczyć co jest na tej karcie…. Zaraz, zaraz! Gdzie ona jest?! Cholera jasna! Nieee! Miałam ją w kieszeni, ale ona teraz jest pusta, więc co do cholery stało się z tą kartą?!


Moje drogie przeczytałyście już 9 rozdział tego opowiadania. Jestem bardzo podekscytowana pisaniem kolejnych rozdziałów, bo mam już sporo pomysłów na dalszy ciąg akcji i ... i szykujcie się na to, że to opowiadanie będzie miało dosyć sporo rozdziałów To tyle co do rozdziału... Mam do Was prośbę... Głosujcie na One Direction tutaj: http://www.eska.pl/news/koncerty_w_polsce_2013_o_ktorych_marzycie_one_direction_taylor_swift_a_moze_justin_bieber_po_raz_drugi_ranking/80315
Buziaki, Aga xoxo

  • awatar More Than Friends..: snlaihopashi MATKO ZAJEBISTE ! *-*
  • awatar One band, One dream , One Direction: super <3 zapraszam
  • awatar Breath of Tropics: *u* fajne fajne ! Wszystkiego dobrego z okazji świąt i smacznego jajka ehehhe jak co to zapraszam do siebie dodałam notkę i liczę na twoją pomoc, oraz dodałam jeszcze zakończenie do "głosów" jeśli nie czytałaś zapraszam Fajny blog, kolejny dobry wpis <3!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (31) ›
 

 
Ten dzień od samego początku był dniem, który chciałabym wymazać z mojego życia. Niby nic takiego straszne się nie działo, ale szykowało mi się spotkanie z osobą, z którą cholernie nie chciałam się widzieć. Miałam ochotę, żeby zniknęła mi z oczu.

Po szkole grzecznie poszłam do piekarni. Musiałam tam pracować dosyć krótko. Moja ‘terapia przez pracę’ dobiegała końca, chociaż w ogóle nie mam pojęcia w czym miała mi pomóc. Cóż, nie ja to wymyśliłam…
- Jesteś! – ucieszył się Dann gdy tylko weszłam do pomieszczenia.
- Czemu zawsze jesteś taki cholernie wesoły?- zapytałam ze znudzeniem i rzuciłam swoją torbę w kąt.
- Bo trzeba cieszyć się życiem. Kochana, rozłóż towar na półkach i przetrzyj okna. I pozmywaj podłogę bo jakoś się brudno zrobiło..- powiedział rozglądając się po pedantycznie czystym pomieszczeniu.
- Kochana?! Mam na imię Sam!- powiedziałam stanowczo. „Kochana… Jak jakiś pedofil…”-pomyślałam zakładając przez głowę fartuch. Chciałam dzisiaj szybciej wyjść, mając nadzieję, że nie spotkam zjeba Harrego. Chociaż może on tylko żartował z tym, że dzisiaj mamy się ‘umówić’… Oby tak było. Może za bardzo to wszystko przeżywam….?
Kiedy kończyłam wypełniać swoje obowiązki usłyszałam dźwięk swojego telefonu. „Ciekawe kto to może być…”- zastanawiałam się. Teraz pisałam z tyloma osobami, że czasami się totalnie gubiłam.
Spojrzałam na ekran. Liam. „Cóż ty możesz chcieć słodziaku…”- zastanawiałam się i odczytałam wiadomość:” Hej Sam! Pojutrze, park, rolki, ty i ja. 19.”- pisał bardzo skrótowo. Roześmiałam się.
- Coś się stało?- zapytał ciekawski Dann.
- Nie wtykaj nosa w nie swoje sprawy- powiedziałam przedrzeźniając go. „Możeee… Czekaj przy wejściu od Gardenstreet ”- odpisałam. Byłam strasznie ciekawa tego spotkania. Liam był zupełnie inny niż myślałam.
Mając chwilkę przerwy, napisałam do swojego ulubieńca Czarującego Księcia: „Żyjesz?!”. Wzięłam do ręki aparat i zaczęłam pstrykać głupie zdjęcia. Może z nudów, może dlatego, że potrzebowałam zająć czymś innym swoje myśli…
Nie musiałam długo czekać na odpowiedź. Przyszła zanim się obejrzałam. „Jasne. Byłem zajęty, ale teraz jestem cały twój xD”- przeczytałam wybuchając śmiechem.
-Cały twój? Hahahhah!- mruknęłam pod nosem. „Mówiłam ci już jak bardzo nie lubię swojej niezdarności?”- wystukałam na klawiaturze i podniosłam się z krzesła żeby obsłużyć klienta. Czas leciał nieubłagalnie szybko.
„Żeby tylko raz! Może nie ma tego złego…’- odpisał Czarujący Książe. Śmieszne wymyśliliśmy przezwiska, ale lepiej tak niż jakbyśmy mieli podać swoje prawdziwe dane.
Pisaliśmy bardzo długo. Miałam wrażenie, że pisze z najlepszym przyjacielem, z którym znam się od lat.
Wybiła błogosławiona szósta po południu. Migiem zrzuciłam fartuch, wzięłam torbę, poprawiłam włosy i wybiegłam z piekarni rzucając:
- Nara! Do jutra Dann!- nie czekając na jego odpowiedź, trzasnęłam drzwiami.
I wtedy zderzyłam się z NIM. „Ja pieprzę! Poddaję się! Czemu to ja muszę mieć takiego pecha!”- zaklinałam swoje przeznaczenie i spojrzałam w jego stronę.
- Część piękna..- odezwał się zniżając głos. Znowu to robił. Zapragnęłam dać mu w ryj. Jednak pozbyłam się tej myśli. Fakt, robiłam rzeczy, które ja uważam za słuszne, a nie inni, ale w sumie to on ocalił mnie od złamania któreś z kończyn.
- Znowu ty…- powiedziałam udając obojętność i znudzenie. Głupio by było jakbym teraz dostała furii, a było całkiem blisko.
- Wyrobiłem się w samą porę- uśmiechnął się do mnie jak gdyby nigdy nic.
- W samą porę na co?- zapytałam.
- No przecież mieliśmy gdzieś razem wyjść. W końcu uratowałem ci życie….
- Ty wybawicielu!- powiedziałam z ironią.
- No co by nie mówić, ale… Och nie ukrywaj tego i przyznaj się, że na mnie lecisz…- spojrzał na mnie z góry. Podniósł do góry kąciki swoich ust.
- Kto tu na kogo leci… To nie ja wpierdzielam się w twoje życie, nachodząc cię w miejsc pracy i psując każde twoje popołudnie…-powiedziałam z nutą pretensji w głosie.
- Czyli mam sobie iść?- zapytał robiąc minę szczeniaka.
„Co mam odpowiedzieć?! Gdyby sobie poszedł miałabym wszystko z głowy, ale wtedy nie ukończyłabym swojego planu, a został mi tylko on. Może jakoś wytrzymam? Może uda mi się to zrobić? To tylko chwila? A poza tym on jest taki seksowny. No nie taki jak Zayn, ale ma w sobie to coś co przyciąga, zapewne nie tylko mnie….”- zastanawiałam się szurając butem po chodniku.
- Jako, że jestem człowiekiem miłosierdzia, mogę się ewentualnie zgodzić. Gdzie idziemy?- zapytałam diametralnie zmieniając nastawienie. Zauważyłam, że wprowadziłam go w lekkie zakłopotanie, ale to go ucieszyło.
- Po prostu chodź!- powiedział z promiennym uśmiechem. Złapał mnie za rękę i zaczęliśmy biec. Nie wiem dokąd. Śmialiśmy się, wpadając na przypadkowych przechodniów. Zatrzymaliśmy się w parku.
- I co? Kaczki będziemy karmić?- zapytałam kiedy troszkę ochłonęłam.
- Kaczki może nie, ale ja umieram z głodu. Dzisiaj miałem ciężki dzień.
- Uwierz mi, nie tylko ty panie gwiazdo!- powiedziałam szturchając go w ramię.
- Idziemy coś przekąsić?
- Może lepiej weź coś na wynos? Jest śliczna pogoda, szkoda ją marnować.
- Jak wolisz!-odpowiedział wywracając oczami. Było zimno i wietrznie. Ale co tam, niech się chłopak pomęczy. Nie ma tak łatwo.
- Idziemy?- zapytał spoglądając w moje stronę.
- Poczekam tutaj na ciebie. Pospiesz się- odpowiedziałam i posłałam mu jeden ze swoich najbardziej promiennych uśmiechów.
- Się zobaczy Sammy!- krzyknął, wystawiając złośliwie język. Pokazałam mu środkowy palec a później usiadłam na ławce. Wpatrywałam się w staw naprzeciwko. „Co to miejsce w sobie ma, że wszyscy tak tutaj lgną…? „- pomyślałam i wyciągnęłam aparat. Wszystkie zdjęcia zrzuciłam na komputer, więc mogłabym być spokojna, że nie zobaczy ich nieodpowiednia osoba. Było jeszcze zbyt szybko na to wszystko… A poza tym potrzebowały obróbki i musiałam jakoś je uporządkować.
Próbowałam uchwycić kaczki uczące pływać swoje młode. I inne takie badziewia. Jakoś trzeba było zabić czas.
Obejrzałam się za siebie i zobaczyłam Harrego obładowanego kubkami i papierowymi torebkami. Z rozbawieniem na twarzy robiłam mu zdjęcia. Zauważył mnie. Zaczął stroić głupie miny.
- Jestem.
- Nareszcie!- zaśmiałam się.
- Robisz zdjęcia?- zapytał zainteresowany, kładąc na ławce ‘bagaż’.
- Jak widać.
- To ciekawe. I jak widać, mój urok tak czaruje twój obiektyw i twoja osobę, że nie mogłaś się powstrzymać?
- Hahahahha!
- Co w tym śmiesznego?
- Pozostawię to bez komentarza. A będziesz karmił wojsko?- zapytałam wskazując na kubki i mnóstwo ciastek.
- Oczywiście, że nie! Ale nie wiedziałem jaką kawę lubisz, więc wziąłem wszystkie jakie mieli. No i z ciastkami podobnie- powiedział słodko się uśmiechając. Był czarujący i cholernie słodki.
- Skąd masz takie dobre maniery?- zapytałam, krzyżując nogi na ławce i sięgając po kubek cappuccino.
-To po prostu cały ja! Ale tak na serio, to wychowywałem się z mama i siostrą więc domyślasz się….
- Powiedzmy że tak!
- A ty? Manier nie masz za dobrych…
- Ja?
- No nie, Święta Kunegunda! Widać to nie przeszkadza twoim rodzicom..
- Ja nie mam rodziców…- powiedziałam spoglądając na czubki swoich trampków. Walczyłam, żeby się nie rozpłakać. To wciąż był dla mnie delikatny temat.
- Przepraszam. Cholera co ze mnie za kretyn!- odezwał się Harry i poklepał się w czoło. Spojrzał w moją stronę i wepchnął mi do buzi babeczkę z kremem.
- Co robisz kretynie?- zapytałam.
- Dokarmiam cię- odpowiedział żartobliwie.
Było śmiesznie. Siedzieliśmy razem, rozmawialiśmy. Nie przeszkadzało nam, że jest tak zimno. Harry bawił się moim aparatem. Robił mnóstwo zdjęć. Stroiliśmy głupie miny do obiektywu. Potrzebowałam takiego zwyczajnego przyjaciela. Bez niezręcznych sytuacji, bez tematów tabu….No prawie bez nich. Nie zauważyliśmy kiedy upłynęło tyle czasu.
Wróciliśmy pod piekarnię, tam gdzie Harry zaparkował swoje auto.
- Więc gdzie mieszkasz?- zapytał.
- Madisonstreet- odpowiedziałam.
- Hm, to niedaleko- powiedział i otworzył mi drzwi do samochodu.
- Całkiem niedaleko. Rany zraz chyba się porzygam z przejedzenia!- mruknęłam i leniwie się przeciągnęłam.
- Oj już nie przesadzaj. Pójdzie ci w cycki!- powiedział żartobliwie. Spojrzałam w jego stronę i syknęłam:
-Świnia!
- Oj nie złość się.
- Czego słuchasz?- zapytałam, chcąc zmienić temat. Zaczęłam przeglądać jego płyty.
- Sama widzisz..- odpowiedział.
- Hm, nie jesteś fanem One Direction?- powiedziałam ironicznie.
- Nie. Nie wpadłem jeszcze w samouwielbienie, żeby słuchać sam siebie.
- Ty nie wpadłeś w samouwielbienie?! Hahahhah! Dobre!
- A ty nie jesteś zbyt przemądrzała?
- jaaa?
Przekomarzaliśmy się przez resztę drogi. Żartowałam z jego sławy. Harry opowiadał mi o zespole. Z tego co powiedział, wywnioskowałam, że to stała gadka, którą wciska każdemu. Oni nie byli tak zżyci za jakich się podawali. Przecież wszystko było tylko na pokaz. Czysta komercja!
- Więc tutaj mieszkam…- powiedziałam kiedy wjechaliśmy na moją ulicę.
- Mmm, całkiem śliczny dom. A mogę cię o coś zapytać…? Możesz nie odpowiadać jak nie chcesz..
- Wal śmiało.
- Skoro powiedziałaś , że.. ekhm.. No, że nie masz rodziców z kim mieszkasz?
- Z bratem. Starszym. On za wami przepada! To komiczne, ale na mnie nie wpłynie. Lubię ciebie, ale nie cały ten zespół, czy jak to tam nazywacie.
- Nie rozumiem….- powiedział.
- No, że lubię CIEBIĘ! Mógłbyś być dla mnie nawet artystą cyrkowym, ale jesteś przecudny. Wasza muzyka to zupełnie coś nie w moim stylu. Wolę inne klimaty.
- I wszystko jasne- uśmiechnął się.
- Myślałam ,ze teraz zrobisz swoja smutną minkę….- zażartowałam.
- Ale dlaczego? Podoba mi się to co powiedziałaś.
- Więc to może jednak MÓJ urok tak na ciebie działa panie Zarozumiały?
- Zdecydowanie pozostanę przy swoim zdaniu.
- Hahah! Dobra trzymaj się- powiedziałam. Harry wyciągnął do mnie ręce. Przytuliliśmy się. Zupełnie jak kumple. Pomachałam mu i poszłam do domu.
Nikogo nie było. Rob pewnie znowu pół nocy przesiedzi w biurze. Czemu mnie to nie dziwi…
Wzięłam szybki prysznic, zrobiłam sobie zieloną herbatę i wskoczyłam do łóżka. Wzięłam laptopa na kolana. Podłączyłam aparat i zaczęłam przeglądać zdjęcia z dzisiaj.
Podczas tego spotkania nie poczułam niczego takiego jak w przypadku reszty. Żadnych motylków w brzuchu, ale za to mogłam zupełnie szczerze porozmawiać. Nie całowaliśmy się, ale poczułam zupełnie inną więź.
Tylko, że ja nie muszę mieć w nim przyjaciela. Ja muszę go w sobie rozkochać. Mam jeszcze dwa tygodnie. Do następnego poniedziałku wszystko wyjdzie na jaw.
Zamknęłam oczy i oparłam głowę o poduszkę. Wtedy zadzwoniła moja komórka. Nie sprawdzając kto dzwoni odebrałam.
- Taaak?- zapytałam przeciągając samogłoski.
- Nie obudziłem cię?- zapytał Liam. Któż inny mógłby zadzwonić… Ale w zasadzie miałam jeszcze kilka opcji.
- Nie, jeszcze nie śpię. Co tam u ciebie?- zapytałam.
- Padam na twarz. Prawie cały dzień mieliśmy próby a potem siłownia i… A co u ciebie?
- Też padam na twarz.
- Chyba jesteś nie w sosie co?- zapytał troskliwie.
- Ja nie w sosie? Wydaje ci się.
- nie, nie wydaje. Co jest kocie?
- Zwyczajnie jestem tym wszystkim zmęczona…- mówiłam prawdę.
- A wciąż masz ochotę się ze mną spotkać?- zapytał.
- No nie powiedziałam, że nie…
- Kamień z serca! Jesteś niesamowitą dziewczyną… Ale to nie na telefon…
- Nie rozumiem..- powiedziałam zrezygnowana. Oczywiście wiedziałam o co mu chodzi, ale chciałam grać na zwłokę.
- Kiedyś zrozumiesz…
- Hm, może tak. Liam ja muszę kończyć bo umieram ze zmęczenia. Paaaa!- powiedziałam. Skłamałam, ale nie chciałam ciągnąć tej rozmowy, zwłaszcza, że nie miałam na nią specjalnego humoru. Zalogowałam się na Skypa. Miałam nadzieję, że może Blair albo Serena będą dostępne. Dwano z nimi nie rozmawiałam i nie ukrywam, brakowało mi tego.
Jednak nie złapałam dziewczyn, już miałam się wylogować kiedy nagle Niall próbował się ze mną połączyć. „Co mi zaszkodzi odebrać?”- pomyślałam i nacisnęłam zielona słuchawkę.
- Cześć myyyszko!- powiedział blondyn.
- Czeeść szczurku!- odpowiedziałam złośliwie.
- Nie śpisz jeszcze, czy może potrzebujesz mnie, żeby zasnąć?- zapytał. Zaśmiałam się.
- Chyba cię potrzebuję…
- Mam jechać?- poderwał się.
- Nieee, już zostań sobie w domu. Pewnie miałeś ciężki dzień.
- No ,ale jeśli ty mnie potrzebujesz to…
- To nic- przerwałam mu. Zauważyłam, że obok niego leży gitara.- Grałeś?- zapytałam wskazując na przedmiot.
- Tak. Pracuję nad nowymi piosenkami.
- Mmm brzmi ciekawie….- powiedziałam.
- To się okaże- uśmiechnął się tajemniczo.
-Na pewno.
- Sam, o której jutro masz lekcje?- zapytał.
- Na 8.00 jak zawsze…- odpowiedziałam ze znudzeniem.
- A nie miałabyś ochoty zjeść ze mną śniadania?
- Śniadania?
- No tak, bo jutro nie mam czasu po południu i bardzo zależy mi, żeby się z tobą spotkać. To jak? Przyjechać po ciebie o 7.00?
Zastanowiłam się chwilkę. Co mi szkodzi? Tym lepiej.
- Pewnie. Tylko nie wiem co w twoim przypadku znaczy śniadanie….
- No mam zamiar wykupić cały sklep.
- Hahhahahah!- zaśmiałam się, a potem ziewnęłam.
- Jesteś już zmęczona…- stwierdził chłopak.
- Trochę..
- To idź już spać. Słodkich snów Sam.
- Trzymaj się Nialler!- posłałam mu wirtualnego całusa i wyłączyłam laptopa. Spojrzałam w stronę bukietu róż, który dostałam wczoraj od Louisa. To niesamowite uczucie dostawać kwiaty.
Zeszłam na dół, żeby wziąć coś do jedzenia przed snem. Weszłam do kuchni, zapaliłam światło i na stole zobaczyłam kolejny gigantyczny bukiet.
- Wooow!- powiedziałam zdumiona i od razu wzięłam go do ręki. Znowu szukałam liściku. Nagle jakaś karteczka upadła na podłogę. „Coraz bardziej tęsknię za naszą grą. Do zobaczenia na meczu mam nadzieję. Louis”- pisało na niej.
- Ja też, ale nadzieja bywa matką głupich…. –powiedziałam pod nosem. Obok wazonu leżał list od Roba. Marudził znowu, że za mnie musi kwiaty odbierać i żebym sobie coś odgrzała. Zgniotłam papier i wrzuciłam go do kosza. Zanurkowałam do lodówki w poszukiwaniu czegoś dobrego i postanowiłam, że wytrzymam jakoś do rana. Wzięłam kwiaty i poszłam do siebie do pokoju. „Jeszcze trochę i otworzę kwiaciarnię”-pomyślałam uśmiechając się. To co robił Louis było takie romantyczne….
W zasadzie każdy z nich jest inny. Zayn to typ niepoprawnego chłopaka, Louis jest taki romantyczny i zarazem niedostępny i… A Liam? W nim najbardziej podoba mi się to, że jest bezpośredni. Chociaż nie zawsze. Niall jest totalnym słodziakiem, uwielbiam z nim rozmawiać i w ogóle spędzać czas. Ale Harry… No właśnie, co z nim?


Moje drogie nareszcie koniec tego okropnego tygodnia. Nauczyciele wariują ze sprawdzianami, ale na szczęście znalazłam czas, żeby napisać rozdział. Mam nadzieję, że Wam się spodobał. Buuuziole xoxo
  • awatar Breath of Tropics: AAAAA DOBRE DOBRE ! :D Dodałam dalszą cześć połączyłam ją z tamtą poprzednią zaczyna się od 2 wpisu z pamiętnika jak co ;) Fajny bloog ;3
  • awatar `compelling.: Świetny. Z resztą jak zawsze <3 Niall, mój słodki <3 A z Harrego taaaaki słodziak jest. <3 Kocham Ciebie za to opowiadanie ! : *
  • awatar Summer of '69: mega <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (25) ›
 

xzwariowanaa123
 
specialgirl
 
Miśka kiedy następny bo się niecierpliwie <3
 

 
Kiedy tylko otworzyłam oczy , w głowie miałam już pewien plan jak wszystko naprawić. Szybko wyskoczyłam z łóżka. Poszłam wziąć prysznic, który miał mnie rozbudzić.
Później ubrałam się. Wszystko zajęło mi zaskakująco mało czasu. Wyprostowałam jeszcze włosy, zrobiłam delikatny makijaż. Wrzuciłam do torby książki i zeszłam na śniadanie. Rob już coś pichcił.
- Dzień doberek!- powiedziałam wesoła, mając nadzieję, że nie gniewa się za wczorajszą kłótnię. Myliłam się, nie odpowiedział nic. Wzruszyłam ramionami, żeby zobaczył, że wcale mi nie zależy. Byłam przekonana że do końca dnia mu przejdzie.
Usiadłam na krześle przy kuchennej wysepce. Wsypałam ulubione czekoladowe płatki i wlałam do nich zimnego mleka. Jednak nie byłam głodna. Siedzieliśmy razem w niezręcznym milczeniu. Zaczęłam wystukiwać palcami na blacie rytm. Rozglądałam się dookoła siebie znudzona. Nie podziałało.
Wzięłam swoje rzeczy i wyszłam.

*

Poszłam do szkoły. Dzisiaj starałam się być na wszystkich lekcjach. Żeby wreszcie się odczepili. Zresztą, dzisiaj miałam zajęcia ze sztuki współczesnej, które bardzo lubiłam. Jeden z niewielu przedmiotów, które mnie zaciekawiały.
Siedziałam w ławce i słuchałam wykładu profesora. Nagle poczułam wibracje w kieszeni. Książe Czarujący. Czemu mnie to nie dziwi? Ale mimo to się uśmiechnęłam. Fajnie, że napisał. „Cześć słońce! Jak tam?”- napisał. Słońce? Hahaha! „Jest średnio. Ale wiem jak to naprawić. A u ciebie?”- odpisałam. Pierwszy raz zapytałam go o to. Nie musiałam długo czekać na odpowiedź: „Też. Dzisiaj mam dużo pracy, ale jakoś to przetrwam. Robię to co lubię. Mogę zadać Ci parę pytań? ”- przeczytałam w myślach. Jakich pytań?
„No dobrze. Dawaj!”- wystukałam na klawiaturze i rozejrzałam się czy profesor nie zauważył, że na chwilę wyłączyłam się z lekcji. Ale on był tak pochłonięty swoim wykładam, że nie zauważył.
„Masz kogoś?”- napisał.
Chwilę się zastanowiłam nad odpowiedzią. „Mam, jestem w bardzo szczęśliwym związku”- skłamałam sama nie wiem po co. Ale byłam ciekawa jego reakcji. Ledwo się spostrzegłam i na ekranie telefonu pojawiła się wiadomość:” Ja też, ona jest niesamowita”. „Oni chyba też! Hahahahha! Zobaczymy jak długo”- pomyślałam i odłożyłam telefon. Na inne pytania przyjdzie czas potem.

*

Tak, idę też do te nieszczęsnej piekarni. Nie robię tego dlatego, że mnie zmusili. Ale nie chcę się kłócić z Robem, bo zrozumiałam, że jest dla mnie cholernie ważny i nie chcę, żeby miał kłopoty z tym pojebem Clarkiem. Jakoś to zniosę. Zostały jeszcze tylko niecałe dwa tygodnie. A później wszystko się okaże. Jestem tylko ciekawa jak to wszystko wypali, a do tego czasu muszę poznać ich wszystkich bardziej.
Otworzyłam drzwi. Znowu ten denerwujący dźwięk. Cholera jasna, czy Dann jest jakiś nienormalny? Chyba tak, bo żaden człowiek o zdrowych zmysłach nie wytrzymał by z tym godziny.
- Dzień dobry!- powiedział.
- Siema!- powiedziałam rzucając torbę na zaplecze i ubierając mój okropny różowy fartuch.
- Ach to ty..- powiedział zrezygnowanym tonem. Wkurzył mnie kretyn.
- A kogo się spodziewałeś? Wróżki zębuszki?! Każecie mi tutaj chodzić więc proszę!- powiedziałam sarkastycznie.
- Wolałbym wróżkę zębuszkę..
- Dobra, zamknij się!- odpowiedziałam nie chcąc słuchać jego wywodów.
- Sam! Przestań się tak zachowywać ty rozwydrzona…
- Coś jeszcze?- przerwałam mu i stanęłam przy kasie.
- Tak, jest coś jeszcze. Mam dla ciebie zadanie- powiedział tajemniczo i cholernie spokojnie, denerwując mnie jeszcze bardziej. Co ten staruch znowu chce?!
Poszłam za nim. On wręczył mi do ręki pędzel i kubełek farby.
- Czas odświeżyć szyld! Wiosna się zbliża! Do dzieła Sam!- powiedział zachęcająco. To coraz bardziej utwierdzało mnie w przekonaniu, że mam do czynienia z idiotą.
- Ja pieprzę..- mruknęłam znudzona i poszłam zająć się malowaniem. Wzięłam sobie drabinę, którą rozłożyłam przed sklepem. Dzisiaj też było słonecznie. Weszłam trzymając w dłoni kubełek z farbą a w drugiej pędzel. Szło mi całkiem nieźle. To było o wiele przyjemniejsze niż męczenie się z upierdliwymi klientami.
Szło by mi jeszcze lepiej gdyby koło mojego czoła nie przeleciał owad niesamowicie wielkich rozmiarów. Cholera! Straciłam równowagę. Zaczęłam wymachiwać rękoma jak szalona! Puszka w farbą już wylądowała na ziemi. Ja już czułam, że spadam, a później znalazłam się w czyiś ramionach. Szybko wstałam i poprawiłam się.
- Malutka, ostrożnie! Co ty byś zrobiła gdyby nie ja. Uratowałem ci życie- powiedział chłopak wlepiając we mnie te swoje hipnotyzujące zielone kocie oczy.
- Zajebiście! I co mam zrobić? Rzucić ci się w ramiona?!- zapytałam wściekła.
- No może.. I koniecznie daj mi buziaka tutaj..- powiedział wskazując placem na swój policzek.
- Spierdalaj!- powiedziałam i zabrałam puszkę z chodnika. Niewiele farby się wylało.
- Równie dobrze ja mogłam tak powiedzieć, a jednak cię uratowałem.
- I co z tego? Nikt ci nie kazał!
- Może tak, a może nie…
- Zajmij się sobą! Działasz mi na nerwy!
- Ale i tak wiem, że za mną przepadasz.
- Harry, po prostu stąd idź i daj mi święty spokój. Zajmij się swoim śpiewaniem, bądź sławny i lubiany! Rób to, byle z daleka ode mnie!- powiedziałam do niego.
- Spokojnie. I wiesz, że musisz się ze mną spotkać. Więc jutro po pracy po ciebie przyjdę. Do zobaczenia Sam- odezwał się spoglądając na tabliczkę z imieniem na mojej bluzie.
„Ja pierdolę! Jak ja go nienawidzę! Czemu on jest takim pojebem?!”- krzyknęłam w myślach. Ciężko westchnęłam i posprzątałam drabinę i resztę gratów. Weszłam do piekarni. Dann spoglądał na mnie znacząco.
- Fajny ten Harry nie?- zapytał.
- Nie!- odpowiedziałam omijając go wzrokiem.
- Jest super chłopakiem. I ta wasza akcja, czy jak wy to teraz nazywacie. Hahahah! Dzieciaki!- zaśmiał się wychodząc na zaplecze.

*

Po pracy poszłam do supermarketu. Stwierdziłam, że udobrucham Roba, jak razem cos ugotujemy. A jako, że nasza lodówka świeciła pustkami musiałam zrobić zakupy. Szłam znudzona między regałami zastanawiając się na co mam ochotę. Nagle moja komórka zaczęła dzwonić. Miałam nie odbierać, chciałam tylko sprawdzić kto dzwoni. Zayn. Nie! To musiałam odebrać.
- Hej!- powiedziałam.
- Cześć piękna!- odezwał się chłopak.
- Po co dzwonisz?- zapytałam bez obwijania w bawełnę.
- Bo się stęskniłem!- zaśmiał się po drugiej stronie.
- Suuuper! Pytam serio!
- Serio to chciałem zapytać co robisz w ten piątek…
- A co mam robić?
- No nie wiem, ale kumpel zaprosił mnie na imprezę. Robi urodziny w klubie i zastanawiałem się czy nie chciałabyś iść ze mną…
„Impreza z Zaynem?! Wooow!”- pomyślałam. Miałam niewiele czasu a ich było aż pięciu!
- Możee…- przeciągałam specjalnie.
- Więc? No nie daj się prosić… Sam, z kim mam iść jak nie z tobą?
- No ale to twój kumpel… Nie wiem…
- Sam, nie martw się, nikt z zespołu. Z tymi pizdusiami nie wychodzę. Oni są zajęci sobą. Więc jak?
- No może tak.
- No proooszę!
- Dobra! Niech ci będzie!- powiedziałam uśmiechając się. Wrzuciłam do koszyka produkty potrzebne do chilli. Nienawidziłam tego, ale wiedziałam, że to jedna z ulubionych potraw Roba. Jakoś się przemogę.
- Zajebiście! To potem jeszcze zadzwonię i się dokładniej dogadamy! A co u ciebie?- zapytał. Rozmawialiśmy bardzo długo. Kiedy już byłam przy kasie musiałam się rozłączyć.
„Co Zayn takiego w sobie miał, ze przy każdej rozmowie potrafił mnie oczarować?”- myślałam wracając do domu.

*

- Już jestem!- krzyknęłam trzaskając drzwiami. Płaszcz Roba wisiał w korytarzu więc chłopak musiał być w domu. Weszłam do kuchni! Bingo! Siedział przy stole i z kimś rozmawiał, ale kiedy tylko mnie zauważył od razu się rozłączył.
- Aha…- odpowiedział zdawkowo- ktoś tu dzisiaj był, ale chyba cię nie zastał. W każdym razie masz- podał mi do ręki wielki bukiet czerwonych róż. O rany! Jakie to zajebiste uczucie dostawać kwiaty. Od razu energicznie nimi wstrząsnęłam szukając liściku. „Dla pięknej dziewczyny piękne kwiaty. Pojutrze wieczorem mam mecz. Liczę, że będziesz. Louis”- było napisane na małej karteczce. Nie mogę w to uwierzyć! To niesamowity chłopak.
Rob przyglądał mi się z uwagą. Wiedziałam, że zżera go ciekawość. Specjalnie demonstracyjnie nalałam wody do wazonu i zaniosłam kwiaty do swojego pokoju. Zeszłam na dół i zajęłam się rozpakowywaniem zakupów.
- Byłam dziś w piekarni, nie poszłam na wagary, w zasadzie nikt się na mnie nie skarżył…- zaczęłam.
- I co?- zapytał udając znudzenie.
- Dobra, Rob. Ja wiem, że przesadziłam, ale…. Czasami jest mi ciężko. Zrozum mnie.
-Rozumiem, ale ja jakoś muszę dawać radę i zrozum do cholery, że jestem twoim bratem i muszę się czasami powtrącać mimo, że tego nie znoszę.
- Wiem… Dobra, więc już zgoda?- zapytałam nie mając ochoty wysłuchiwać jego tłumaczeń.
- Nooo!- odpowiedział i mnie przytulił.- Chilli?!- zapytał przyglądając się produktom leżącym na blacie.
- Taak!- odpowiedziałam uśmiechnięta mimo, że nie znosiłam tego jedzenia. Później zabraliśmy się za gotowanie. Rob opowiadał mi o swoich sukcesach zawodowych, ja opowiedziałam mu o dzisiejszym zdarzeniu w piekarni. On nie jest zachwycony tym, że zadaję się z tyloma chłopakami na raz, ale widzę, że nie chce się ze mną kłócić i nie poruszał tego tematu.
- A od kogo te kwiaty?- zapytał kiedy siedzieliśmy przy stole.
- Do wielbiciela..- odpowiedziałam tajemniczo.

*

Siedzę w swoim pokoju. Jest cholernie późno, ale ja i tak nie mogę spać. Znudzona przeglądam strony internetowe. Nagle słyszę dźwięk smsa. Od Nialla. Podał mi swoją nazwę na skypa i zapytał czy mogę wejść. Stwierdziłam, że nic mi to nie zaszkodzi. Po chwili udało nam się połączyć.
- Sam, miło cię widzieć- uśmiechnął się blondyn.
- Czeeeść- odpowiedziałam.
- Nie śpisz?
- Nie mogę. Miałam dzisiaj bardzo dziwny dzień.
- Serio? Co takiego się wydarzyło?- zapytał wyraźnie zaciekawiony.
- Zbyt długa historia- odpowiedziałam wymijająco.
- A ja cały dzień spędziłem w studiu..
- Cały dzień?- zapytałam i spojrzałam na komórkę. Wiadomość od moje ulubieńca. „Nie mogę spać ”- napisał. „Ja też!”- odpowiedziałam natychmiast nie przerywając rozmowy z Niallem.
„Więc możemy porozmawiać”- napisał Czarujący Książe.
„Owszem”- wystukałam na klawiaturze.
Z Niallem świetnie się rozmawiało. Mieliśmy cholernie dużo wspólnych tematów. Ale wiadomości wymieniane z Czarującym Księciem również były bardzo ciekawe. Odpisywałam mu dyskretnie tak, żeby blondyn nie zauważył. Nie chciałam zbędnych pytań.

Więc idzie mi coraz lepiej. Jeszcze tylko jeden. Nie wiem jak go przeżyję, ale za niecałe dwa tygodnie wszystko się okaże. Czy finał będzie dramatyczny? O niczym innym nie marzę! Niech świat pozna całą prawdę. Ja mu w tym tylko mogę pomóc.




Kochane mamy już za sobą 7 rozdział. Swoje opinie zostawcie w komentarzach.
Jest troszkę wcześnie na takie pytanie, ale jak myślicie czy Sam pójdzie po rozum do głowy czy nadal będzie się nimi bawiła? Kogo wybierze? Pozostawiam was z tymi pytaniami i obiecuję, że kolejna część pojawi się w weekend ;*
Buziaki xoxo

  • awatar More Than Friends..: o jeju! świetne ! *-*
  • awatar Epic/Pauli$: Rozdział super! Mam nadzieję, że Sam pójdzie po ten rozum do głowy.. Ale pamiętaj! Jeśli ona skrzywdzi mojego Luisia, to ja ci tego nie daruję! ;) Za to jeśli skrzywdzi Zayneczka Zou, to ona ci tego nie daruje.. Ale kogoś musi skrzywdzić, no bo przecież każdemu się spodobała, a nie może mieć 5 facetów na raz! Tak więc stwierdzam, że masz przesrane xD Do następnego, zarąbistego rozdziału xoxo
  • awatar Gość: Ejj, dodałam niechcący, a ja chciałam się rozpisać, a nie wiem jak usunąć -.- No więc- c.d. mojego komentarza- CUUUDO!!! Ale mega! No nie mogę, co ta Sam kombinuje? Jestem mega straszliwie ciekawa, no!!!! +impreza z Zayneczkiem, mmm! ciekawe, CO z tego wyniknie, mam nadzieję, ze bd jakieś sceny z nim! Hahahahahah pisz migiem nexta! ♥♥♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (31) ›
 

 
Już kiedy się obudziłam, wiedziałam co zrobię. Jakoś trzeba było przestać. Niektóre sprawy zaszły zbyt daleko.
Przechodzę koło osób znanych jedynie z widzenia. Nigdy nie byłam osobą lubiącą być w centrum towarzystwa. Wolałam kiedy inni dopasowywali się do mnie a nie ja do nich. I nie potrzebowałam mieć tysiąca kumpli, wolałam mieć paru przyjaciół.
Naciskam pewnie na klamkę. Z wyprostowaną głową wchodzę do sekretariatu.
- Z panem Clarkiem. Teraz! – mówię stanowczo. Sekretarka mierzy mnie spojrzeniem.
- Za chwilkę, pan Clark jest zajęty.
- Nie obchodzi mnie to!- prycham wściekle i mimo jej ostrzeżeń wchodzę do gabinetu dyrektora. Rozmawia z kimś, ale kiedy tylko mnie zauważa od razu się rozłącza. Wiedziałam, że to nie było nic poważnego.
- Dosyć! Parę godzin, może dzień dwa. Ale cały tydzień mnie przeraża! Wciąż jestem uczennicą i nie będę pracowała! Cholera jasna! Po co to wszystko!? Żebyście się mogli na mnie zemścić?! Za co? Za to, że jako jedna z niewielu powiem wam prawdę? – wrzeszczałam wściekle.
- Samantho, spokojnie. To nie jest do końca praca, to jest dla twojego dobra… Przecież wiesz, ze to zalecenie psychologa- odpowiada spokojnie, jeszcze bardziej mnie denerwując.
- Mam w dupie psychologa! Was wszystkich! Zajmijcie się wreszcie swoim życiem! Ja mam mózg! Sama potrafię sobie pomóc.
- Jednak nie… Wiesz, że tego nie można przerwać?
- Nie można! Jest pan totalnym kretynem! Mam was wszystkich w dupie!
- Hahahaha!-śmieje się ironicznie. – Kiedyś zrozumiesz po co to wszystko. Tym czasem wróć do swoich obowiązków. Niczego nie odwołam. Ach, zapomniałbym! Dzisiaj musisz stawić się na zajęcia na basenie w ramach zajęć sportowych.
- Pieprzę to! Nara!- prycham wściekle w jego stronę. Wychodzę z gabinetu trzaskając drzwiami. Sekretarka przygląda mi się jakby zobaczyła UFO. – A pani co? Nie ma pani zajęć?- pytam ironicznie.
Idę przed siebie. Czuję taką wściekłość jak jeszcze nigdy. Mam dosyć wszystkich! Wybiegam ze szkoły. Kieruję się tam, dokąd mnie nogi poniosą. Jest ciepło. Ciepło jak na tą porę roku. Czuję słońce na moich plecach.
Zaczynam się uspokajać. Sięgam po komórkę.
- Nialler?- odzywam się kiedy ktoś odbiera telefon.
- Sam?- odpowiada.
- Spotkajmy się! Tylko szybko!
- Jednak masz czas?
- Mam! Proszę!
- Gdzie?
Rozglądam się. Wyjaśniam mu gdzie jestem.
- Będę za parę minut bo jestem niedaleko. Przyjść z kumplami?- pyta. Jest w świetnym humorze. Słyszę krzyki Zayna i chyba Louisa, ale nie jestem pewna czy to oni.
- Nie! Bądź sam! I to ma być tajemnica. Jasne?
- No dobrze. Trzymaj się Sam!
- Nara!- rozłączam się i piszę wiadomość do Czarującego Księcia. Ostatnio ze sobą nie rozmawialiśmy.
„Mam wszystkiego dosyć! Skąd inni mogą wiedzieć czego potrzebuję?! Ciągle ktoś wpierdala mi się do mojego życia z butami! Ale teraz mam wszystko gdzieś!”- piszę szybko.
Siadam na ławce. Wyciągam aparat. Fotografuję niewielki stadko gołębi zaciekle walczących o jakieś skrawki czegoś co chyba kiedyś było jedzeniem. Po chwili dostaję odpowiedź: „ Mała, nie przejmuj się. Bądź silna i zostań sobą. Jestem przekonany, że dasz radę.”. Uśmiecham się. To tylko głupia wiadomość i w ogóle, ale daje mi taką siłę. Ten koleś jest super. Mam wrażenie jakbym rozmawiała z kimś kogo znam od lat, z kimś komu mogę zaufać, a przecież go nie znam.
„Pewnie tak! Ale teraz mam wylane na wszystkie reguły. To jest moje życie i mam zamiar przeżyć je jak najlepiej udowadniając sobie, że to ja jestem w centrum świata.”- odpisałam i zauważyłam Nialla idącego w moja stronę z dwoma kubkami kawy i torebką z jakimiś słodyczami.
- Hej!- powiedział uśmiechając się w taki sposób, że nie sposób było nie zakochać się w jego pięknych oczach. Wiem, że popełniałam błąd w tym momencie, ale… Ale przecież to jest moje życie, w którym to ja rządzę. Nikt inny nie ma racji!
- Cześć!
- Przyniosłem coś na poprawę humoru!- zamachał papierową torebką i podał mi kawę.
- Skąd wiedziałeś, że jestem w kiepskim humorze?
- Po tonie twojego głosu. Ale cieszę się, że zadzwoniłaś.
- Fajnie, ze mogę na ciebie liczyć.
- Zawsze do usług. Ile masz czasu?- zapytał.
- Tyle ile potrzebuję. A czemu pytasz?
- Chodź!- złapał mnie za rękę i zaczął biec. Było niesamowicie. W jego obecności od razu poprawiał mi się humor. A poza tym, był cholernie przystojny i …
- Wesołe miasteczko?- zapytałam rozglądając się.
- TAK!- odpowiedział śmiejąc się.
- Dobrze….- uśmiechnęłam się tajemniczo. – Więc najpierw samochodziki a potem…
- Potem koniecznie diabelski młyn..
- Ale..
- No?
- Ale potem zamek strachów…
- A potem pójdziemy na strzelnicę!
- Dawaj!
Biegaliśmy co chwilę w inna stronę. Szaleliśmy na samochodzikach, podziwialiśmy widok na diabelskim młynie. Robiliśmy mnóstwo zdjęć. Droczyliśmy się w zamku strachów. Niall siedząc w małym wagoniku specjalnie wychylał się, żeby złapać za rękę małe potworki, dziwne kreatury itp.
Bawiliśmy się niesamowicie. Mogłam na chwilę zapomnieć o wszystkim. To było coś wspaniałego.
Siedzieliśmy na brzegu fontanny. Niall trzymał w ręku pudełko z popcornem.
- To był świetny dzień! Dziękuję….- uśmiechnęłam się do niego. Zbliżyłam swoja twarz do jego. Zamknęłam oczy i pozwoliłam uwolnić się moim rządzom. Pocałowaliśmy się namiętnie. Tak jak jeszcze się nie całowałam. Niall bawił się moimi włosami. Ja gładziłam go ręką po policzku. Czułam motylki w brzuchu. Nie chciałam końca.
- Jest już dosyć późno, a muszę zdążyć na próbę.
- Jaką próbę ?- zapytałam zdziwiona.
- Oprócz śpiewania gram też na gitarze i ćwiczę z resztą bandu przed występem na gali, która jest w tą niedzielę.
- Rozumiem.
- Odwiozę cię- powiedział.
- Poradzę sobie sama- odezwałam się szybko. Uśmiechnęłam się do niego.
- Zakochałem się- wyznał patrząc mi prosto w oczy.
- Możliwe, że ja też- powiedziałam tajemniczo i odeszłam bez pożegnania. Lubiłam tak znikać.

*

Stałam przed lustrem na basenie. Przyszłam tu bo sama chciałam ochłonąć po dzisiejszym dniu. Miałam zerwać z nimi kontakt, ale nie potrafię. Znam na razie ich trójkę. Do dokończenia planu został mi Liam i … CHOLERA! Nie wytrzymam ani minuty z tym pojebem Harrym! Jest totalnym dupkiem. Nie mam pojęcia jak go w sobie rozkochać. Ugh! Nienawidzę go. To będzie bardzo trudne. Nie wiem, co zrobię potem. Ale wymyślę coś wielkiego.
Przemyłam twarz wodą. Związałam włosy, złapałam ręcznik i poszłam na basen. Wciągnęłam głęboko powietrze płucami. Poczułam zapach chloru. Uwielbiam go. Całe dzieciństwo spędziłam na basenie. Tata oprócz prowadzenia sieci hoteli uwielbiał pływać. I zawsze zabierał mnie ze sobą.
- Zbiórka!- krzyknęła trenerka. Ubrana w dres, z gwizdkiem i związanymi włosami wyglądała jak transwestyta.
Nie słuchałam co do nas mówi. Weszłam do wody. Przepłynęłam parę basenów. Zmęczona oparłam głowę o chłodne kafelki. Pozwoliłam aby moje ciało poddało się wodzie. Było mi tak błogo. Mogłam nie myśleć o niczym. Znikały wszystkie problemy, wspomnienia…
- Pływaj, pływaj, a nie się obijasz leniuszku!- krzyknął ktoś nad moja głową. Leniwie podniosłam powieki. Zajebiste ciało, wysoki i…
- To chyba moja sprawa co będę robić!- syknęłam.
- No pewnie, że twoja!- odpowiedział uśmiechnięty. Wskoczył do wody. Usłyszeliśmy gwizdek ratownika. Pogroził mu.
- Mmm, panie niegrzeczny. Łamie pan zasady!
- Mmm , ale pani grzeczna- odpowiedział u dołączył się do mnie. Leżeliśmy z głowami na kafelkach. Było fajnie.
- A w zasadzie to czego chcesz?- zapytałam.
- A muszę czegoś chcieć? Lubię poznawać ludzi…
- Super…
- A właśnie, nie wiem nawet jak masz na imię.
- Ja też nie wiem jak ty masz na imię- skłamałam. Znowu to robię. Jestem zajebista w graniu!
- Liam, Liam Payne- wyciągnął dłoń w moim kierunki. Uścisnęłam ją.
- Sam, Sam Hamilton.
- Kojarzysz mnie skądś może?- zapytał. Cholera czy oni wszyscy myślą, że każda dziewczyna, którą poznają musi być ich fanką?
- A skąd miałabym cię kojarzyć?- znałam tą gadkę. Było tak z każdym z nich. No prawie z każdym.
- Z takiego zespołu…
- Eee, to nie znam!- odpowiedziałam lekceważąco. On się wcale tym nie przejął.
- Pływasz?- zapytał.
- Od czasu do czasu..- odpowiedziałam tajemniczo. Nie musiał wiedzieć wszystkiego.
- Ja też. Rekreacyjnie, chociaż wszyscy mnie tutaj znają.
- Aleś ty lubiany!-powiedziałam z sarkazmem.
- A ty paskudna! Chodź!- podał mi swoją dłoń. Chwilę się zawahałam, ale dałam mu swoja i pozwoliłam się zaprowadzić. Okazało się, że idziemy na zjeżdżalnie. Było śmiesznie. Krzyczeliśmy jak nienormalni. Liam ciągle pokazywał mi coś nowego. Śmiał się, żartował. Był zupełnie inny niż sobie wyobrażałam. Sądziłam, że to spokojny, opanowany i odpowiedzialny chłopak.
- O rany! Jestem wykończona- powiedziałam opadając z sił w jacuzzi.
- Uuu cienko, cienko…
- No ej!- chlapnęłam go wodą. On nie dał za wygraną. Rozpętała się prawdziwa wodna bitwa. Podobało mi się to. Liam nie pytał o zbyt wiele. W zasadzie to zupełnie inaczej wyobrażałam sobie nasze spotkanie. Ale wszystko wyszło totalnie spontanicznie.
- Idziemy?- zapytał wstając.
- Tak. Już się robi późno, a jakoś muszę dotrzeć do domu.
Rozdzieliliśmy się. Poszłam do damskiej szatni. Wiadomo. Przebrałam się, wysuszyłam włosy i wzięłam swoje rzeczy. Zakładając kurtkę poczułam wibracje telefonu. Zignorowałam je.
- Już jesteś!- ucieszył się chłopak. Stał obok mnie, ubrany i z torbą w ręku.
- Jak widać pani kolego- odpowiedziałam szturchając go w ramię.
- Idziemy na coś ciepłego.
- Stwierdzenie czy prośba?
- Stwierdzenie. Albo raczej rozkaz.
- Dobra!
Wybiegliśmy na dwór. Było bardzo zimno. Wszędzie ciemno. Liam odruchowo wziął mnie za rękę. Nie protestowałam. Szło lepiej niż się spodziewałam.
Znaleźliśmy się w małej kawiarence. Piłam swoją gorącą czekoladę i co chwila wybuchałam śmiechem. Liam z zaciekawieniem przeglądał moje zdjęcia. „Cholera! Tam jest Niall!”- pomyślałam.
-Daj!- krzyknęłam niespokojnie.
- Coś się stało?- zapytał chłopak. Chyba jeszcze ich nie zobaczył.
- Reszta to zdjęcia zbyt osobiste. Pokaże ci innym razem!- rzuciłam żeby nie zadawał więcej pytań. Oddał mi aparat. Odetchnęłam z ulgą i włożyłam go do torby.
- Masz jakaś inną pasję oprócz fotografii?
- Chyba nie. To znaczy…- zamyśliłam się. „Lubię rujnować ludziom życie i pokazywać, że to ja a nie oni mam rację..”- pomyślałam. – Nie raczej nie.
- Ja oprócz sportu kocham śpiewać. To pozwala mi się przenieść do zupełnie innego świata. Staję się totalnie inną osobą. Tylko ja i muzyka.
- Dokładnie wiem o czym mówisz. Ale z tego co wiem, to nie śpiewasz sam…
- Tak. Zespół to coś innego…
- W jakim sensie?
- Jesteś w grupie. Musisz się czasami dostosować. Fanki są podzielone na wielbicielki Zayna, Harrego i innych….
- Jesteście dobrymi przyjaciółmi? Jak to jest z chłopakami? Mówicie sobie wszystko?
- Jesteśmy naprawdę dobrymi przyjaciółmi. Tak, mówimy sobie o wszystkim.
„Kłamie jak z nut! A może się boi powiedzieć więcej? A może Niall wtedy mnie okłamywał?”- zastanawiałam się patrząc w jego oczy.
- A czemu zapytałaś?
- Bo nie wyobrażam sobie życia w takiej grupie.
- Musisz kiedyś nas odwiedzić.
- Nie! Nie chcę poznawać ich. Podoba mi się tak jak jest. Z tobą..- podkreśliłam ostatnie słowo. Liam się uśmiechnął. „Tak, z tobą. Z Niallem, Zaynem, Louisem… Wcale to nie jest dziwne! Będzie dopiero dziwne jak zobaczycie, że miałam rację. Pic na wodę”- pomyślałam.
- A mi z tobą.
- A czemu do mnie podszedłeś?
- Chcesz wiedzieć zbyt wiele.
- Czasami tak- uśmiechnęłam się. On zrobił to samo.
- Poczekaj, masz cos tutaj- pokazał na kącik swoich ust. Przygryzłam wargi. On dotknął palcem moich ust. Zamknęłam oczy. Miałam taką ochotę go pocałować. Był czarujący i…
Zbliżyliśmy się do siebie coraz bardziej. On dotknął mojego policzka, bawił się kosmykiem włosów i w końcu mnie pocałował. Tak! To jest to! Czuję się jak… Właśnie co czuję? Czy to jest tylko plan? Czy ja zaczynam do nich wszystkich czuć cos więcej? Nie, tylko udajesz Sam. Pamiętaj, to tylko gra.
- Liam- odsunęłam się.- Muszę uciekać. Przepraszam! Pa!
- Ale…
- co?
- Daj mi swój numer.
- Proszę- powiedziałam kończąc pisać mu numer na serwetce. Uciekłam z kawiarni. Biegłam przed siebie. Rześkie powietrze pozwalało mi się uspokoić bo myśli rozsadzały mi głowę.
Wyciągnęłam telefon z kieszeni. W cholerę wiadomości od Zayna, Nialla… Nawet Książe Czarujący tam jest. Zadzwoniłam po brata.
- Rob! Błagam cię przyjedź po mnie!
- Gdzie jesteś?
- Koło parku. Tego gdzie byliśmy ostatnio!- powiedziałam do słuchawki i się rozłączyłam.
Oparłam się o mur kamienicy i zaczęłam się zastanawiać nad tym, kim się staję.
Po paru chwilach zobaczyłam samochód Roba. Poczułam ulgę.
- Cześć!- przywitał mnie.
- Siema..
- Gdzieś ty się podziewała?
- Miałam długi dzień..- odpowiedziałam zdawkowo.
- Czemu nie poszłaś do pracy? Sam!
- Bo nie!
- Bo nie? Wiesz, że mogę mieć przez to problemy?! Jestem twoim opiekunem. A to był nakaz ze szkoły!
- Szkoła nie może mi nic kazać. Jestem dorosła!
- Ale wciąż chodzisz do szkoły. Sam! Zachowałaś się totalnie szczeniacko!
- Ja szczeniacko?
- Tak! A gdzie się włóczyłaś? Z kim?
- Musisz wszystko wiedzieć?!
- Muszę!
- Wal się!- krzyknęłam. Miałam go dosyć. Miałam wszystkich dosyć. Było tak fajnie. Dzisiaj… Ale jak zwykle coś musiało się zepsuć.
Najbardziej boję się tego, że ja nagle się poddam. Nie mogę tego zrobić. Obiecałam sobie, że będę silna. Ale teraz tak mi ich brakuje. Tak potrzebuję ich opieki. Ich rady…. Co ja mam zrobić? Mam działać jak jakiś robot? Dobrze, może pójdę do piekarni, ale co dalej? Ciągle to psycholog i jego kretyńskie rady będą rządziły moim życiem? To zbyt skomplikowane…..
  • awatar 1D, bitch please ♥: WIELKIE O JEJ! ♥ świetna jesteś, czekam na ciąg dalszy .
  • awatar ` Coco .: Świetny rozdział, uwielbiam czytać jak piszesz ^.^ <3 Sam :D Mmm uwielbiam ją :D
  • awatar `compelling.: OO. Zaciekawiłaś mnie. Na prawdę. Po za tym przepraszam za dłuuugą nie obecność, ale miałam małe problemy techniczne.. Postaram się częściej wchodzić i czytać opowiadanie. Wracając do tematu to bardzo ciekawy pomysł.. Takiego w sumie jeszcze nie czytałam ; > Pozdrawiam & czekam na następny rozdział ; ********
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (29) ›
 

 
Nienawidzę tego momentu kiedy zaczynam czuć do kogoś coś więcej, kiedy nie powinnam. Bo to miała być tylko część planu a ja powoli zaczynam tracić w tym wszystkim głowę i … I zaczynam gubić swoje prawdziwe oblicze w tym udawaniu.
-Rob! Zwolnij łazienkę do cholery!- krzyczałam do brata od 15 minut. Za chwilę mieliśmy iść na pokaz nowej kolekcji naszej przyjaciółki Blair.
- Mówię ci, że teraz jest moja kolejka! Odczep się!- nie dawał za wygraną.
- Rob! Zaraz dostanę szału! No bo nie zdążymy!
- Ja też dostanę szału! Weź rób to co masz robić i daj mi spokój!- odpowiedział. Kopnęłam w drzwi mówiąc:
- Pierdole, nie idę.
- Idziesz! I wszystko słyszałem!- odezwał się mój denerwujący starszy brat. Wczoraj kiedy byliśmy w naszej ulubionej knajpce Nando’s mogliśmy porozmawiać o wszystkim co nas ostatnio wkurzało i .. No właśnie, wciąż jesteśmy rodzeństwem. Dlatego musimy się kłócić.
Poszłam do swojego pokoju. Ubrałam sukienkę i zaczęłam prostować włosy. „Dzisiaj Louis gra w piłkę na boisku. Tak mówił Niall. Tylko kiedy? Muszę go jakoś złapać! Muszę! I już niedługo będę mogła wszystko tak zmanipulować, że..”
- Wolne!- krzyknął Rob, przerywając moje przemyślenia. Od razu pospieszyłam do łazienki żeby się umalować. Nie lubiłam wychodzić na pokazy, gale albo bankiety. Nie czułam się tam sobą, a bycie eleganckim i ułożonym zwyczajnie mnie nudziło.
Kiedy wsiedliśmy z Robem do zamówionej wcześniej taksówki wyciągnęłam komórkę. „Hej napalona fotografko. Co tam?”- napisał Zayn. No tak, któż inny mógłby coś takiego napisać?!
„Jest ok, tylko za chwilę oszaleję z nudów. I nie jestem napaloną fotografką zniewieściały gwiazdorze xD”- odpisałam mu szybko. Rob mi się przyglądał.
- Z kim piszesz?- zapytał bardzo zaciekawiony.
- Z Zaynem-odpowiedziałam bardzo ciekawa jego reakcji. On pozostawał niewzruszony.
- Więc zdecydowałaś się na niego?
- Kto powiedział, że muszę się na kogoś decydować?- zapytałam tajemniczo.
- Sam, nie spieprz tego. I uważaj, na to co robisz. Bardzo łatwo kogoś skrzywdzić.
- A tobie raczej nic do tego. Kto umawiał się z najlepszymi przyjaciółkami i przespał z nimi nie mówiąc o tym żadnej z nich?
- Byłem wtedy szczeniakiem.
- Więc młodość rządzi się swoimi prawami.
- Ale…
- Ale skończmy już ten temat- przerwałam mu.
Później wysiedliśmy pod eleganckim lokalem. Było tam już mnóstwo ludzi. Wszędzie jacyś projektanci, sławy, fotografowie, artyści itp. Całe szczęście, że w tym tłumie wypatrzyła nas Serena.
- Roby!- krzyknęła. Nie przeszkadzało mu to, że używała zdrobnienia. Przecież to Serena, ona odbiegała od wszelkich reguł i zasad.
- Cześć S!- odmachał jej. Bardzo szybko znaleźliśmy się koło siebie.
- Saaaaam!- powiedziała wesoło jasnowłosa piękność. – Aleś ty śliczna!- zachwycała się i mnie przytuliła. Poczułam zapach jej perfum. Połączenie drzewa sandałowego z egzotycznymi kwiatami. Czysta Serena.
- A ty jak zwykle kwitniesz!- uśmiechnęłam się do niej. Zarażała wszystkich swoją pozytywnością.
-Och, Sam- udawała speszoną, chociaż wcale się tak nie czuła. Rozejrzałam się dookoła.
- A gdzie Erick?- zapytałam.
- Jest na innej imprezie. Przepraszał bardzo, że nie może go być, ale nie mógł odmówić tamtym. Sama rozumiesz…- „Tak, bo przecież jestem stałą bywalczynią salonów”- pomyślałam z ironią.
- To może usiądziemy już? Pokaz za chwilę się zaczyna. Blair chyba całkowicie jest pochłonięta ostatnimi poprawkami- powiedział Rob promiennie się uśmiechając.
Tak też uczyniliśmy. Po zajęciu miejsc ponownie spojrzałam na mój telefon. „No to wyskoczmy gdzieś. Mam ochotę pokazać ci tyle miejsc!”- pisał Zayn.
„Ja też marzę, żeby opuścić to miejsce, ale to raczej niemożliwe ”- odpisałam mu.
„Dlaczego?
„ To jest pokaz przyjaciółki. Jakbym wyszła to by się obraziła.”
„Przecież powiedziałaś, że robisz co chcesz a nie co inni ci każą”- napisał.
„Ale są wyjątki od zasady.”
„A zrobisz wyjątek dla mnie?”
„Teraz nie mogę. Wyskoczymy gdzieś innym razem”- odpisałam.
„No więc dobrze. Będę o tobie myślał”.
„A ja o tobie. Tak seksownych osób się nie zapomina”- pomyślałam i wzięłam łyk drinka.

*

Po pokazie Rob został na jakieś imprezie. Byłam z nimi chwilkę, chciałam się przywitać z Blair i jej pogratulować, chociaż oglądając pokaz umierałam z nudów, ale przecież była moją przyjaciółką. Później wyszłam i chciałam koniecznie zahaczyć o boisko, na którym miał być Louis. Na dworze było bardzo zimno, a ja miałam na sobie elegancki płaszczyk, niebotyczne szpilki i krótką sukienkę. Boisk w Londynie było od cholery dużo. Jaką miałam pewność , że spotkam go na tym, do którego idę? Ale warto spróbować.
Zbliżałam się do celu. Minęła mnie spora grupka chłopaków w moim wieku. No i trochę starszych. Z cała pewnością byli piłkarzami. Mieli zabójcze łydki. Takie rzeczy się zauważa. Bez chwili namysłu weszłam na boisko. Było puste.
„Cholera jasna! Czemu ja muszę mieć takie szczęście?! Straciłam tyle czasu, w dodatku umieram z zimna a tego kretyna tu nie ma!”- zastanawiałam się i wściekła usiadłam na trybunach. Wtedy zauważyłam, że ktoś kopie sobie piłkę. Tylko kto to był?
Wyciągnęłam z torby aparat. Zawsze nosiłam go przy sobie. Zrobiłam duże przybliżenie i..
- Hej!- krzyknął chłopak.
Spojrzałam w jego stronę. On do mnie szybko podbiegł. Był ubrany w krótkie spodenki i koszulkę z długim rękawem. Miał spocone czoło. Pewnie niedawno grał mecz.
- Czego chcesz?- odpowiedziałam.
- Raczej czego ty chcesz? Za chwilę zamykam.
- Boisko chyba jest ogólnodostępne więc…
- Więc musisz stąd iść.. To znaczy nie wyganiam cię, ale…
- Ale nie tłumacz się- odpowiedziałam i odeszłam. Wiedziałam, że to na niego podziała. Był zbyt dobrze wychowany, żeby zachować obojętność.
- Poczekaj..!
- Tak?- odwróciłam się w jego stronę.
- Powiedz mi chociaż jak masz na imię…
- A po co ci to?
- Bo może spotkamy się drugi raz i już bym wiedział i..
- jestem Sam.
- Sam… Śliczne imię- uśmiechnął się w taki sposób że ja zrobiłam to samo. – A ja jestem Louis. Louis Tomlinson. Pewnie mnie kojarzysz.
- Nie, nie bardzo….Przepraszam..- udawałam zamyślona. Kojarzyłam go lepiej niż myślał.
- Niemożliwe…..- odpowiedział.
- No serio!
- jestem z tego zespołu… One Direction…
- Nigdy o was nie słyszałam…
- To na jakim ty świecie żyjesz?
- Normalnym!
- Zresztą nieważne. Co tutaj robisz o tej porze, późno jest…
- Wiem, musiałam tutaj zajrzeć. Nie pytaj.
- Nie pytać? A ja zostałem po meczu.
- Grasz w nogę?
- Taaa…
- i jaki wynik?
- 2:1 dla nas.
- No to gratuluję.
- Dzięki… - zamyślił się. – Sam, siedzimy tak i siedzimy. Jest zimno i w ogóle. Może chcesz się jakoś rozgrzać?- uśmiechnął się łobuzersko.
- Hahahahha!
- Chodziło mi oczywiście, żebyśmy zagrali, nie wiem co masz na myśli…
- Wiesz! Dobra , możemy zagrać.
I pobiegliśmy razem na dół. Louis wydawał się być bardzo miłym chłopakiem. Pomyślałam, że nie będzie z nim tak trudno. Zdjęłam szpilki i weszłam na boisko.
- grasz na boso? Przecież jest cholernie zimno.
- A mam inne wyjście?- zapytałam. On się roześmiał i po chwili całkowicie zatraciliśmy się w grze. Wiedziałam, że chłopak daje mi fory, ale i tak dobrze się bawiliśmy. Po jakimś czasie zmęczeni opadliśmy na trawę.
- Jestem cholernie zmęczony.
- ja też!
Louis głośno oddychał.
- Jesteś całkiem dobra. Ktoś cię uczył grać?- zapytał.
- Może tak, a może nie….. Dobra wstawaj!- podniosłam się i spojrzałam w jego stronę. Znowu roześmialiśmy się do siebie. Ten wieczór był wspaniały.
- Chodźmy! Chcesz się czegoś napić? W szatni pewnie jest coś ciepłego.
- Nie wiem, chyba zaraz powinnam iść.
- No Sam. Nie daj się prosić…
- No dobrze, ale tylko na chwilę.
Poszłam za nim. Kiedy weszliśmy do szatni nie wiedziałam, czego się spodziewać. Ale nie było tak źle, pewnie dlatego, że było już dawno po meczu i wszyscy poszli już do domów. Spojrzałam w jego stronę. Oboje musieliśmy wyglądać głupio. Ja zmęczona w eleganckim stroju na obcasach brudna od trawy i błota.
- Coś się stało?- zapytał kiedy mu się przyglądałam.
- Nie, ale.. Ale nie sądziłam, że tak zachowują się sławy.
- Nie rozumiem.
- Myślałam, że wiesz… No, że będziesz bardziej zarozumiały i..
- I okazałem się być zwykłym chłopakiem?- zapytał podając mi do ręki kubek herbaty.
- No coś w tym stylu.
- Na co dzień staram się być sobą. Czasami na scenie bardziej mi odbija czy coś, ale wiesz… Wtedy wiem, że … Że ktoś przychodzi, żeby nas zobaczyć i człowiek ma zupełnie inne nastawienie.
- Hm…
- No, ale lubię to. Chyba…
- Chyba?
- Czasami jak każdy mam chwile zwątpienia- zamilknęliśmy. – Słodzisz?- zapytał żeby przerwać ciszę.
- Pewnie- uśmiechnęłam się.
- Ja nigdy!
-Jak tak można? – zapytałam oburzona. Bardzo fajnie się z nim rozmawiało .Na początku potraktowałam to jako zwyczajne zadanie, a teraz… teraz powoli nawiązywałam z nim kontakt. Mieliśmy całe mnóstwo wspólnych tematów. Ale czas płynął nieubłaganie. A ja miałam jutro szkołę.
- Louis, muszę lecieć. Jest już bardzo późno.
- Och, rzeczywiście. Poczekaj chwilę odwiozę cię. Gdzie mieszkasz?
- Madisonstreet, ale to przecież daleko. Mogę się przejść.
- Ale jest późno i chyba nieciekawie jest się włóczyć po mieście o tej godzinie…
- Nie wiem.
- Ale ja wiem. Poczekaj chwilę. Tylko wezmę rzeczy. Nie będę się przebierał. Zrobię to w domu.
- Jak uważasz...
- A czym się interesujesz?
- Bardzo lubię fotografię- odpowiedziałam głośno bo Louis zanurkował w swojej szafce.
- Fotografia mówisz?
- Taaak.
- Brzmi ciekawie. A jaka dokładniej?
- Codzienna. Lubię fotografować codzienność.
- Ciekawie… Już możemy iść!
- Świetnie.
Wsiedliśmy do jego auta. Zauważyłam mężczyznę , który nam się przyglądał. Pewnie był jednym z jego ochroniarzy.
- Louis, mam prośbę… -odezwałam się kiedy byliśmy już prawie pod moim domem.
- Słucham?- zapytał swoim czarującym głosem.
- Czy możemy nikomu o tym nie mówić?
- Jak nikomu?
- No nie wspominaj kolegom i innym o naszym spotkaniu. Bo wiesz, wolę żebyśmy wiedzieli o tym tylko my.
- Rozumiem. Chociaż myślałem, że chciałabyś ich poznać.
- Jakoś niespecjalnie mi na tym zależy. Wolę poznać ciebie.
„Dobra, wiem. Nie jestem do końca szczera, ale kto jest?”- pomyślałam.
- Uwielbiam cię. I dziękuje za ten wieczór..- odezwał się chłopak. Nasze twarze się do siebie zbliżyły. Zaczynało się wytwarzać dziwne napięcie. Nie mogłam się powstrzymać, zamknęłam oczy i go pocałowałam! Tak wiem, nie powinnam bo dopiero się znamy i … Ale jak on całuje! O matko, jego usta są do tego stworzone, każdy skrawek mojego ciała domagał się więcej, ale jakoś musiałam się oprzeć tej pokusie. Ostatni raz się do niego uśmiechnęłam. Podziękowałam za podwiezienie i wybiegłam z auta.
Bardzo szybko otworzyłam drzwi i oparłam się o nie. Zamknęłam oczy. „Sam, co ty wyprawiasz?”- zadałam sobie pytanie. Nie umiałam znaleźć na nie odpowiedzi. Wiedziałam tylko, że sprawy wymknęły mi się spod kontroli.

Więc mamy kolejny rozdział. Dziękuję Wam za wszystkie komentarze, miłe słowa i przede wszystkim za to, ze jesteście ;*
  • awatar Gość: To mój rozdział!! Mój i tylko mój!! Nikt mi go nie odbierze, HA!! Achhh.. Looouuuiissss *_____* Aż mi się piszczeć chce ;P Aaaaaaa!!! xD Świetnie piszesz! Genialnie, bosko, wyśmienicie, pięknie! Wymyśliłabym jeszcze więcej przymiotników, ale jestem leniwa :)) Serio zarąbisty rozdział! Lecz jeśli tylko ona skrzywdzi Lou, to wyśle ją do Askabanu!!! To nie są żarty! Powrarzam! To nie są żarty! xD Czekam na kolejny rozdział ;***
  • awatar More Than Friends..: aww *-* boski ♥
  • awatar 1D, bitch please ♥: Ooo, ja ♥ kocham Cię normalnie. <3 Louis *-*. już nie mogę sie doczekać tego rozdziału jak Oni się dowiedzą .:D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (31) ›
 

 
Właśnie wychodziłam spod prysznica, kiedy usłyszałam dźwięk smsa. Szybko podeszłam do telefonu i wzięłam go do ręki. „Cześć! Co u ciebie?”- pisał Czarujący Książe. Uśmiechnęłam się. To było takie fajne pisać z kimś kogo się nie zna.
„U mnie jest dobrze. Coraz lepiej. Czuję, że wszystko zaczyna się naprawiać. No i mój plan prawdopodobnie się powiedzie xx”- odpisałam szybko. Ubrałam się w luźne dresy, zabrałam komórkę i poszłam na dół zjeść coś. Kiedy przeglądałam zawartość lodówki poczułam wibracje. „Mmm to świetnie! U mnie też jest okej. Strasznie chciałbym cię poznać. Wydajesz się być ciekawą osobą”- czytając tą wiadomość trochę się wystraszyłam. Szybko wystukałam odpowiedź: „ Rany! Nie przerażaj mnie! Brzmisz jak jakiś pedofil! Hahahha! Ale chyba nie jestem gotowa żebyśmy się spotkali. Nie znam Cię i poza tym to jestem zajęta. Powiedziałam Ci, wprowadzam plan w życie. Nie pytaj o więcej i proszę Cię nie staraj się mnie szukać. Okej?”. Wzięłam głęboki oddech. Miałam nadzieję, że uszanuje moją wiadomość. Przejrzałam kuchenny blat.
- Bingo!- powiedziałam kiedy mój wzrok przykuła różowa karteczka. „Sammy! Dzisiaj jesteśmy u Blair. Nie chcieliśmy cię budzić, bo domyślaliśmy się, że jesteś wykończona po pracy i… Dobra, będę wieczorem! Rób co chcesz, tylko postaraj się żebym miał gdzie wrócić. Rob”- ble! Znowu powiedział do mnie Sammy. Wzruszyłam ramionami. Fajnie, że przyjechali jego przyjaciele. W sumie to byli po części też moimi przyjaciółmi. Szczególnie Blair i Serena. Znałyśmy się odkąd pamiętam. Zawsze się mną opiekowały gdy rodzice gdzieś wychodzili a Rob szedł z Chuckiem na jakiś mecz. Lubiłam je.
Wzięłam zrobione wcześniej tosty, posmarowałam je powidłami śliwkowymi, nalałam do ulubionego kubka kawy i poszłam przed telewizor. Nie ma to jak śniadanie i porannymi programami. Mniam! Spojrzałam na telefon. Miałam nieodebraną wiadomość. Czarujący Książe. „ Rozumiem cię. To dziwne, zatracasz się w tym co kombinujesz. Ale to nie moja sprawa. Wiesz, okryłem nowe hobby!”- napisał. Nie chciało mi się odpisywać i rzuciłam telefonem spoglądając w ekran telewizora.
Kiedy zjadłam i spojrzałam przez okno, pomyślałam, że mogę wykorzystać pogodę i porobić zdjęcia. W końcu słoneczny dzień to była w Londynie rzadkość. I wpadłam na pomysł, że mogłabym jeszcze do kogoś zadzwonić.
- Halo?- odezwał się seksowny głos.
- Hej! Jesteś mi potrzebny!- powiedziałam bez zbędnych ceregieli.
- Zajebiście, a mogę chociaż wiedzieć z kim rozmawiam?
- Ze mną!
- Mną?
-Sam! Robiłam ci zdjęcia. Pamiętasz?
- Aaaa! Trzeba było od razu!- powiedział zmieniając ton głosu.
- Więc masz dzisiaj wolne?
- Dzisiaj…. Yyyy chyba tak.
- Tam gdzie ostatnio o 14. I koniecznie weź deskę!
- Ale..
- Powiedziałeś, że kiedyś musimy się spotkać i że jeśli będziesz mi potrzebny to mam się odezwać. No to znalazłam dla ciebie czas.
- Ok…
- Do zobaczenia!- powiedziałam i się rozłączyłam.

*

- Mmmm jesteś już. Hej!- odezwał się Zayn.
- Cześć!- uśmiechnęłam się patrząc w jego czekoladowe oczy.
- A jak masz na imię? Zdradzisz mi tą słodką tajemnicę?- powiedział czarującym niskim głosem. „Rany! Przecież to Bóg Seksu”-pomyślałam.
- Jestem Sam.
- A mnie chyba poznałaś. Jestem Zayn.
- Poznałam.
- Czemu robiłaś mi wtedy zdjęcia? – zapytał i oboje usiedliśmy na ławkę i zapatrzyliśmy się na Tamizę.
- Bo mnie zaciekawiłeś. A poza tym lubię to robić.
- Ciekawie. A czemu zaczęłaś przygodę z fotografią?
- Moja mama była fotografką.
- Bardzo fajnie. I pewnie cię tym zaraziła i..
- I zacznijmy już- przerwałam mu. Nie chciałam o tym rozmawiać.
Przeszliśmy w stronę chodnika. Chłopak wziął do ręki deskę i zaczął się wygłupiać. Zachowywał się tak naturalnie, że zdjęcia wyszły świetne. Później Zayn spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
- Teraz ty!
- Co ja?
- No wskakuj!- wskazał na swoją deskę.
„Co mi szkodzi”- pomyślałam i podeszłam w jego stronę. Niepewnie weszłam na deskę i odepchnęłam się. Od razu zaczęłam jechać. To było fajniejsze niż sądziłam. Próbowałam zrobić to tak jak on i wtedy straciłam poczucie równowagi.
- Kur..!
- Uważaj!- krzyknął Zayn i złapał mnie w talii. Nasze ciała znalazły się blisko siebie i poczułam znajomy dreszczyk.
- Dzięki!
- Nie ma za co- uśmiechnął się do mnie.
- Wiesz chyba muszę już iść.
- Już? Myślałem, że jeszcze gdzieś pójdziemy.
- Niestety nie mam więcej czasu.
- Następnym razem ja wymyślę gdzie pójdziemy.
- Pewnie i Zayn…
- Co ?
- Czy możesz nie wspominać nikomu o naszym spotkaniu?
- Dlaczego?
- Im mniej osób o tym wie, tym lepiej.
- Jeśli tak sobie życzysz to się zastosuję.
- Wielkie dzięki panie gwiazdo!- powiedziałam dając mu kuskańca w bok.
- Dobra, dobra szalona fotoreporterko.
- Och, stul dziób!
- Nie! Nie zrobię tego!- przedrzeźniał się ze mną.
- Dobra ja już na serio muszę iść. Robi się ciemno. Trzymaj się!
- Pa! I..- złapał mnie za rękę. – Jesteś wyjątkową dziewczyną- i wtedy mnie pocałował. Jego usta były takie miękkie i …. Zaraz, zaraz! Czemu ja nie przestaję! Sam! Sam, do cholery! Odejdź! Słyszysz mnie, Sam! No kretynko, co ty odwalasz!!!!!!
- Zayn, co ty..?
- Nie wiem, nie pytaj. Do zobaczenia piękna!- powiedział i ruszył przed siebie na deskorolce.
Co ja do cholery robię?!

*

- Hej! Już jestem!- krzyczał Rob kiedy otworzył drzwi. Siedziałam w kuchni i obrabiałam zdjęcia przed laptopem. Ciągle myślałam o tym co się dzisiaj wydarzyło.
- Nareszcie! Co dzisiaj robiłeś?- zapytałam nie odrywając oczu od seksownego Zayna z moich zdjęć.
- No byliśmy za miastem! Serena przyjechała z Erickiem do Londynu. A Blair musi tutaj załatwić kilka spraw no i jej kolekcja ma jutro swoja premierę i zaprosiła nas. A Chuck jak to Chuck, jak zwykle miał wolne.
- Fajnie- odpowiedziałam nie bardzo go słuchając.
- A ty?
- A ja robiłam dzisiaj zdjęcia.. – odpowiedziałam chyba za bardzo rozmarzona. Ale co miałam poradzić, przecież to był Malik.
- Wow!- krzyknął Rob kiedy wszedł do kuchni i zobaczył ekran mojego laptopa. – Ładne mi robienie zdjęć!
- Co znowu?
- Harry, Niall i teraz Zayn! No ale przecież One Direction to pedały!
- Ale ja nie lubię ich muzyki. Spotkałam ich przypadkowo!
- Nie wierzę. To już nie może być przypadek.
- To sobie nie wierz. Wal się!
- Dobra wyluzuj.
Zrobiłam znaczący gest oczami i poszłam do siebie do pokoju. Nie mogłam się oprzeć i znowu oglądałam moje zdjęcia. Były też te wczorajsze, które zrobiłam Niallowi. On też był jedyny w swoim rodzaju. No i tak bardzo się przede mną otworzył wczoraj. Zaufał mi. Dobrze poszło! To się uda. Został mi jeszcze Louis i Liam. Jakoś to będzie, ale tego pizdusia Harrego nie zniosę. Nie wytrzymam ani minuty naszego spotkania.
Nagle zaczęła dzwonić moja komórka.
- Halo?
- Cześć Sam!
- Niall! Co u ciebie?
- Nic ciekawego. Właśnie kończyłem pisać piosenkę i tak jakoś pomyślałem, że może zadzwonię….
- Miło, że dzwonisz.
- A jak u ciebie?
- Ja… Ja miałam bardzo…. Ciekawy dzień.
- Fajnie. Słuchaj, kiedy moglibyśmy się znowu spotkać?
- Hm… Przepraszam, ale jutro nie mogę a potem wiesz, szkoła i inne obowiązki.
- Rozumiem. Napisz jak znajdziesz dla mnie czas.
- Pewnie.
- I wiesz… Jesteś świetną osobą. Tylko tyle. Pa!- powiedział na pożegnanie, nie odpowiedziałam mu bo się rozłączył. Co takiego we mnie jest?
„ już nie wiem o co was myśleć!”- napisałam Czarującemu Księciu.
„My nie wiemy co myśleć o was! Ktoś chyba zawrócił mi w głowie!”- odpisał po chwili.
„Mi chyba też. I to mnie przeraża. Nie powinno tak być!”
„Ona jest wyjątkowa. Jest kimś kogo nie spotkałem do tej pory”.
„A oni są.. Oni są tacy jak wszyscy. Znasz ich lepiej niż myślisz”-pomyślałam, ale nie napisałam tego.
„ A on jest całkiem… Jest zbyt typowy i przeraża mnie swoja zajebistością!”- odpisałam chłopakowi.
„Ona zachowuje się tak jakby wszystko było jej obojętne. Jakby miała cały świat w dupie.”
„A on jakby myślał, że pozjadał wszystkie rozumy xd”- napisałam i zeszłam na dół.
- Rob, jedźmy gdzieś.
- Dokąd?
- Nando’s?
- Okej. Poczekaj tylko wezmę dokumenty.
- Tylko szybko bo umieram z głodu.


No to jest kolejny rozdział. Co myślicie? Domyślacie się kto może być Czarującym Księciem? A może nie? I jak myślicie, którego chłopaka oczaruje tym razem Sam?
Rozdział dedykuję wszystkim, którzy go czytają, zwłaszcza Zuzu *-*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (26) ›
 

 
Przez całą noc obracałam się z boku na bok. W mojej głowie kłębiły się tysiące jak nie miliony różnych myśli. Co z tego wyjdzie? Jak zareagują wszyscy gdy udowodnię im jaka jest prawda?
- Saaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaam!!!!!- usłyszałam głośny wrzask.
- Czego do cholery chcesz?!- zapytałam zaspana.
- Ile razy mam cię budzić? Masz 5 minut i jedziemy!
- Ja pier…..- wyrwało mi się. Zakryłam dłonią moje usta. Dzisiaj miałam być wspaniałą Sammy. Ble!
W mgnieniu oka zerwałam się z łóżka. Pogoda była przepiękna, świeciło słońce mimo, że całe miasto okryte było białą puchową pierzynką. Szybko ubrałam to co miałam pod ręką. Przeczesałam włosy. Zbiegłam na dół i złapałam jakieś jabłko.
- Jestem gotowa! Możemy jechać!- zakomunikowałam mojemu bratu. Stał jak wryty i gapił się na mnie. Aż tak zdziwił go mój dobry humor?
- Idź już do auta, ja zamknę dom- powiedział pisząc jakiegoś smsa.
- Jaaaaaasne!- uśmiechnęłam się promiennie i widząc zdziwienie w jego oczach wyszłam z domu w podskokach. Lubiłam wprawiać ludzi w zakłopotanie.
Czekając na niego w samochodzie włączyłam radio.
- Piękni, młodzi i utalentowani. Poznajcie One..- zaczęła mówić spikerka, miałam jej dosyć i szybko wyłączyłam. Obróciłam się i Rob już szedł w moja stronę. Kiedy wsiadł do auta spojrzał na mnie i powiedział:
- O co ci dzisiaj chodzi?
- Braciiiszku! Zwyczajnie kocham wszystko i wszystkich! Och, jaki ten nasz świat jest wspaniały!- mówiłam parodiując znienawidzoną disney’owską wersją Królewny Śnieżki.
- Hahahhahahha! Jeszcze chwila i zawiozę cię do jakieś kliniki!
- Spookojnie, damy radę!
Kiedy zajechaliśmy już pod szkołę Rob zapytał:
- To idziemy dzisiaj coś przekąsić?
- Nie! Dzisiaj wychodzę…- powiedziałam tajemniczo. Wiedziałam, że on tego nienawidzi.
- Spadaj!
- Goń się!- dodałam na koniec wystawiając do niego język. Urocza Sammy już mi się znudziła. Jestem Sam.
Idąc szkolnym korytarzem znowu musiałam znosić wszystkie ciekawskie spojrzenia. Postanowiłam ich olać. Podniosłam wysoko głowę i dumna jak paw szłam przed siebie. Byłam pewna, że lada moment będę zaproszona na rozmowę z tym palantem Clarkiem. Obleśny Dann z piekarni już z całą pewnością na mnie doniósł. Jak zwykle poszłam do szafki, wsunęłam do niej połowę zawartości mojej torby. Przejrzałam się w lusterku i sięgnęłam do kieszeni spodni. Czułam wibracje mojej komórki. Spojrzałam na wyświetlacz- Nialler. „Mmm, ciekawe co chce….” – zamyśliłam się. Szybko przeczytałam wiadomość:” Jak ci mija dzień Sam? Xx”. „Jest w miarę, ale przecież dopiero się zaczął”- odpisałam mu. Zastanawiałam się chwilkę czy nie dodać czegoś w stylu „a tobie?” , ale doszłam do wniosku, że dziewczyna o takie rzeczy nie pyta.
Wzruszyłam ramionami słysząc dźwięk dzwonka. Miałam matmę, ale niespecjalnie chciało mi się na nią iść. Wrzuciłam do torby ukochany aparat i zwyczajnie wyszłam z budynku. Zastanawiałam się, w którą stronę mam iść i doszłam do wniosku, że najciekawiej będzie w tej porze nad Tamizą. Słonce pięknie dzisiaj świeciło i miałam nadzieję zrobić parę zdjęć.
Po około 15 minutach byłam już na miejscu. Całe szczęście, że szkoła jest w takim a nie innym miejscu. Spacerowałam promenadą i szukałam czegoś ciekawego. Póki co, mogłam zobaczyć jedynie jakieś obrzydliwe pary cisnące perfidnego jamochłona, albo zaryczane dzieci, marudzące swoim nianiom. Kiedy miałam już schować aparat i wracać do szkoły zauważyłam jakiegoś chłopaka. Miał czarną skórzaną kurtkę, czarne włosy, ciemne oczy. Wypróbowywał nowe triki na deskorolce. „Mmm! To jest to!”- pomyślałam zadowolona i od razu zaczęłam robić mu zdjęcia. Podobało mi się skupienie w jego oczach i… Ej! Przecież to….
- Yyy, przepraszam, możesz dać sobie spokój jak ci cos podpiszę, nie wiem zapozuję do zdjęcia? Ale mam was już dosyć, to bywa męczące…- powiedział do mnie.
„Że jak?”
- Ja nie….. Ugh! To pomyłka! Nie jestem jedną z nich! Jestem amatorką!- chciałam wszystko sprostować.
- W takim razie w czym ci mogę pomóc?- zapytał seksownym niskim głosem.
„wiedziałam kto to jest!”
- Już w niczym!- mruknęłam ręką i poszłam przed siebie. Nie, to niemożliwe!
- Zaczekaj !- krzyczał za mną. Wzięłam głęboki wdech i odwróciłam się w jego stronę.
- Jest coś czego zapomniałaś- powiedział podając mi moją torbę, którą zrzuciłam kiedy zaczęłam robić mu zdjęcia.
- O dzięki!
- A nie powinnaś być w szkole? –zapytał. Był zdziwiony, czemu nie zareagowałam jak każdy.
-Nie sądzę, żeby cię to obchodziło- odpowiedziałam mu znudzona.
- W takim razie….- powiedział i zaczął grzebać w kieszeni luźnych jeansów.
- Co?- wywróciłam oczami. – Co jeszcze?
- Zwyczajnie zadzwoń jak będziesz miała ochotę na kolejne zdjęcia. Zauważyłem, że bardzo lubisz to co robisz.
- Inaczej bym się za to nie zabierała. I ja już muszę lecieć! Aaaa! I zobaczę czy znajdę dla ciebie czas. Ostatnio mam bardzo napięty grafik!- powiedziałam do niego. Nie chciałam wyjść na desperatkę.
- Mam jednak nadzieję, że dla mnie cos wymyślisz.
- Hahahaha!
- Bo wiesz, inaczej mogę podać cie o to, że robiłaś zdjęcia bez mojej zgody…- uśmiechnął się łobuzersko.
- Czyżby?- zapytałam podejrzliwie.
- Może tak a może nie…
- Zobaczę co da się zrobić! Musze już uciekać! Mam teraz francuski! Pa!- rzuciłam na odchodne i pobiegłam przed siebie.
„Cholera! Zayn Malik! W takim tempie umówię się z nimi do końca tego tygodnia!”- pomyślałam, kiedy biegłam w stronę szkoły.

*

Znudzona spojrzałam na zegarek. Była dopiero 18. I jak miałam wytrzymać jeszcze całe półtorej godziny?! I jestem z siebie zadowolona, bo nikt nie dowiedział się o moich wagarach. To znaczy wszystko jest w dzienniku, ale ten pojeb Clark nie chciał jeszcze przeprowadzać ze mną kolejnej poważnej rozmowy. I całe szczęście! Dann przez cały dzień się do mnie nie odzywa. Udaje wielce obrażonego za poprzedni dzień. I bardzo dobrze! Nie będę się przed nim płaszczyła! Pf! Kim on dla mnie jest? I tak pracuje tu z łaski na uciechę! Obróciłam się w stronę ulicy. Słońce zaczynało już zachodzić i niebo przybrało grejpfrutowy odcień.
I wtedy kolejny raz dzisiaj usłyszałam ten paskudny dźwięk. Rety, ten kretyn jeszcze nie dostał na głowę w tym miejscu?!
- Moja ulubiona pracownica!- powiedział TEN głos. „Nie!”-pomyślałam.
- Co chcesz?- zapytałam obojętnie.
- Skarbie jeśli powiem, że…
- Po pierwsze nie skarbie! Nie znamy się i niech tak zostanie!
- wooow! Spokojnie, wiem, że tak na was działam, ale..
- Ale ja nie jestem twoja pieprzona fanką! Do cholery! Weź ty wreszcie uspokój ego i idź męczyć kogoś innego!
- Ale kogo jak nie ciebie?- zapytał z łobuzerskim uśmiechem. Wtedy spojrzałam mu w oczy. Pierwszy raz. Były zielone i takie… Poczułam ciarki na ciele.
- Słodka jesteś- powiedział do mnie specjalnie zniżając głos.
- A ty upierdliwy!- odpowiedziałam mu podając do ręki to co zawsze. Kiedy nasze skóry się musnęły to dziwne uczucie znowu mnie ogarnęło.
- O jak miło, już pamiętasz…- nie dawał na wygraną.
- Tak! A teraz seksiaku błagam, weź swoją szanowna dupę i racz zejść mi z oczu!- powiedziałam z wymuszonym spokojem i uśmiechem.
- Wiem, ze na mnie lecisz. Każda leci!- odezwał się na końcu.
- Spier…- mruknęłam pod nosem.
Przeczesałam dłonią włosy. Spojrzałam na godzinę….

*

- Cześć!- rozpromienił się blondyn na mój widok. Był ubrany w ciemne spodnie i biały t-shirt w którym wyglądał nieziemsko.
- Hej!- podeszłam do niego. Staliśmy przez chwilę i Niall w końcu przerwał to niezręczne milczenie. Podał mi do ręki różę.
- Mmm! To słodkie…- powiedziałam rozkoszując się jej zapachem.
- I na co idziemy?- zapytał.
- Jakiś horror- odpowiedziałam. Wiedziałam, że to idealny film na pierwszą randkę. Zwłaszcza, że miałam tak mało czasu na to wszystko.
- Nie będziesz się bała? A może robisz to specjalnie, żeby znaleźć preteksty to przytulenia mnie?- powiedział chłopak.
Tylko zmierzyłam go wzrokiem. On zaśmiał się wesoło:
- No co?
Zrobiłam obrażoną minę.
- Oj już się nie gniewaj!- powiedział i zaczął mnie łaskotać.
- Aaaa! Przestań!- piszczałam ze śmiechu. Obróciłam się w jego stronę. Nasze twarze znalazły się naprzeciwko siebie. Moje usta już czuły jego wargi, ale w ostatniej chwili się opamiętałam. „ Za szybko!”- skarciłam się w myślach. Odsunęłam się i poprawiłam niesforny kosmyk włosów.
- No to może chodźmy już- uśmiechnął się chłopak i podał mi rękę. Spojrzałam na niego dziwnym wzrokiem. To BYŁO dziwne. Wzruszyłam ramionami i położyłam swoja dłoń na jego dłoni. Razem weszliśmy do sali kinowej.
Po zajęciu naszych miejsc spojrzałam w jego stronę i powiedziałam:
- Dobra, ta sytuacja jest dziwna.
-Czemu?
- Bo nikt cię jeszcze nie zauważył. Tak jest zawsze? Przecież kochają cię miliony i w ogóle.
- No i co z tego? – wzruszył obojętnie ramionami.
- To, że zdziwiła mnie ta obojętność innych.
- No niech ci będzie. Poprosiłem Paula, żeby troszkę… ekhm, jakby to powiedzieć….
- Kim jest Paul?- zainteresowałam się.
- Jest moim ochroniarzem- odpowiedział mi chłopak.
- I on tutaj ciągle z nami był?!
-Nawet nie zauważyłaś- zaśmiał się blondyn.
- Ja bym oszalała gdyby ktoś musiał za mną co chwilę chodzić.
- No, ale wcześniej nawet go nie zauważyłaś. Sama widzisz….
- Ale to i tak jest chore.
- A czym się zajmujesz ?- zapytał, żeby zmienić temat.
- Niall, nie jestem taka głupia jak myślisz. Nie zmieniaj tematu.
- Ale….
- Ciii- powiedziałam dając mu całusa w policzek. Uśmiechnął się znowu. Jakie on ma oczy…..
Kiedy zaczął się film przysunęliśmy się do siebie. Zamiast się bać, co chwila któreś z nas wybuchało donośnym śmiechem.
Po skończeniu seansu, kiedy wychodziliśmy razem z kina zapytałam go:
- A mówiłeś o tym, że mnie poznałeś swoim kolegom?
Chłopak bardzo się zdziwił. „Cholera, mogłam to zrobić delikatniej!”- pomyślałam.
- Nie rozumiem….
- No czy powiedziałeś, że wychodzisz ze mną dziś wieczorem?
- Nieeee…. Oni mają swoje życie, a ja swoje.
- Aha..- odpowiedziałam wzruszając ramionami.
Kiedy wsiadaliśmy do taksówki zapytałam go jeszcze raz:
- A mogłoby tak zostać? Nie chcę żeby ktokolwiek na razie się dowiedział o naszym spotkaniu. Jasne?
- Naturalnie. Ja chyba też tego nie chcę. To zbyt wcześnie…
- Zdecydowanie…- odpowiedziałam patrząc przez szyby samochodu.
Jechaliśmy w milczeniu.
- A powiedz mi, masz z nimi dobry kontakt?- zapytałam chcąc wybadać grunt, no i nie ukrywam, ale któreś z nas musiało przerwać tą ciszę.
- Dobry? Nie wiem…. Bo to jest tak, że na scenie jest zupełnie inaczej niż prywatnie… Bo… Kiedyś może jeszcze było lepiej. Wiesz jak byliśmy w programie, media nie bardzo się nami interesowały. Wtedy byliśmy sobą, a teraz to każde z nas coraz bardziej się oddala i … No to w każdym razie nie jest to samo.
- To dziwne, bo.. Bo po co udawać?
- Też tego do końca nie rozumiem. Na przykład weekendy… Ja mam swoich znajomych, Liam pędzi na siłownię, Harry jest rozchwytywany przez różne sławne osobistości, Zayn szaleje w klubach a Louis spędza niemal każdą niedzielę na boisku, więc czy to ma sens?
- Wiesz, tego się można było spodziewać. Wiele rzeczy ludzie robią teraz na pokaz…..
- Tak, ale to jest cholernie pochrzanione, bo wtedy byliśmy prawdziwymi przyjaciółmi a teraz….
- Teraz jesteście sławni.
- Teoretycznie ….- zamyślił się. – I chyba nie powinienem był ci tego mówić.
- Czyli wolisz być nieszczery i gadać o wszystkich debilnych pierdołach i udawać że jest dobrze?
- Nie. Ale…. Ale …. Zresztą, to nie jest ważne.
- I już jesteśmy na miejscu..- powiedziałam.
- Było mi bardzo miło. Musimy o powtórzyć.
- Zobaczę czy znajdę czas. I ….- zacięłam się.
- Trzymaj się- pożegnał się Niall i mnie pocałował. Cała zesztywniałam. Dreszcze przebiegły moje ciało od stóp do głowy. Ale mu nie przerwałam. To było zbyt kuszące.
- Sam… Dobranoc- odezwał się po jakimś czasie.
- Mogę cię o coś jeszcze poprosić?- zapytałam.
- O co tylko chcesz…
- Zgodzisz się na jedno zdjęcie?
- Chyba nie mam innego wyboru.
Szybko wyciągnęłam z torby mój aparat i zrobiłam zdjęcie chłopakowi. Później pomachałam ręką w jego stronę i poszłam do domu.
Otworzyłam drzwi. Nikogo jeszcze nie było. Poszłam do salonu i rozsiadłam się na kanapie. Przygryzłam wargi i zamknęłam oczy. „Niall Horan… O mój boże, czy ja…. Nie, nie mogłam się zakochać! To zdecydowanie zbyt szybko!!!!!”- skarciłam się w myślach. Żeby zacząć myśleć o czymś innym postanowiłam przejrzeć telefon. Czarujący Książe. „Królowo Eteru, co się z tobą dzieje? Myślałem, że przepadłaś”. Uśmiechnęłam się pod nosem. „Jest dobrze. Jest nawet bardzo dobrze. Miło mi, że o mnie pamiętasz”- odpisałam mu……



Więc mamy kolejny rozdział. Nie jestem z niego do końca zadowolona. A wy co sądzicie?
U mnie teraz trochę lepiej niż było. I pojawiły się wyniki z biologii ale niestety brakowało mi 12 %. Fuck! No ale trudno, było minęło.
Ps. Chcę już wiosnę ;*
  • awatar I ♥ Holigans: Jest świetny czy ona chcę zniszczyć przyjaźń chłopaków?
  • awatar Koksy Szalik DJ Malik: Mam ci tylko jedno do powiedzenie: JEST CUDOWNY!
  • awatar FOR SALE ♡: *Serdecznie zapraszam do siebie. Organizuję pinger'owy sklep z ubraniami, kosmetykami i dodatkami, naprawdę tanio!*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (31) ›
 

 
Cześć kochane! Dostałam nominację od najukochańszej i w ogóle najwspanialszej http://big-time-rush-epic-opowiadanie.blogspot.com !
Bardzo, bardzo, bardzo Ci dziękuję skarbie ;*

Każdy nominowany blogger powinien:
- podziękować nominującemu na jego blogu
- pokazać nagrodę Versatile Blogger u siebie
- ujawnić 7 faktów dotyczących samych siebie
- nominować 10 blogów
- poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów.

Więc fakty o mnie :
1) Od 10 lat chodzę na zajęcia do teatru.
2) Jak byłam mała uwielbiałam "High school musical".
3) Piszę do szkolnej gazetki.
4) Jestem jedynaczką.
5) Mam b.dobre wyniki i wszyscy zawsze mówią mi, że jestem kujonem ( a uprzedzam, NIE JESTEM ^^).
6) Jak już zacznę oglądać jakiś serial ( wcześniej pisałam jakie kocham) to wciągam się w to na maksa. Tak samo jest z moja miłością do zespołów.
7) Jeśli wszystko dobrze pójdzie to.... MOŻE POJADĘ NA KONCERT ONE DIRECTION

Ja nominuję blogi ( kolejność naturalnie przypadkowa):
http://snookie121.pinger.pl/
http://biczysowo.pinger.pl/
http://julek99.pinger.pl/
http://same-mistakes.pinger.pl/
http://looolenka98.pinger.pl/
http://princessfornialler.pinger.pl/
http://milutka98.pinger.pl/
http://fanka1d.pinger.pl/
http://siemaeloczesc.pinger.pl/
http://porankowa.pinger.pl/
  • awatar Gość: Ach, nie ma za co! Zasłużyłaś ;**
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Macie takie uczucie, że kiedy czegoś bardzo się obawiacie to mimo wszystko to coś się dzieje, pojawia albo jeszcze nie wiem co? Ja w każdym razie tak mam. I to stanowczo zbyt często!
- Rob! – krzyczałam do słuchawki telefonu.
- Spokojnie..- odpowiedział głos po drugiej stronie.- Rozumiem twoje rozczarowanie, ale niestety nie mogę rozmawiać. Proszę, zostaw wiadomość po usłyszeniu….- nienawidziłam jego poczty głosowej!
Zawsze kiedy czegoś potrzebowałam musiał mieć wyłączony telefon. Wkurzona i zła na cały świat opadłam z krzesło.
- Słońce, uśmiechnij się bo klientów mi odstraszysz- powiedział z tym sowim kretyńskim uśmiechem Dann. Był podstarzały i przesadnie miły. Grr! Nienawidzę go! Nienawidzę każdej chwili spędzonej w tym popapranym miejscu.
- Nie jestem dziwką!- odpowiedziałam mu ze zdenerwowaniem.
- Nikt tak o tobie nie mówi! Uspokój się..- odezwał się. Czemu on do cholery musi być taki spokojny i opanowany na każdym stopniu?!
- Nie, nie uspokoję się! Wszyscy wiedzą, że jestem tu za karę! Cholera jasna! Czemu wy myślicie, że znacie mnie lepiej? Że dobrze wiecie czego ja tak naprawdę potrzebuję?!
- Samantho….- zaczął surowo.
- Co?
- Natychmiast przestań!
- Bo?
- Bo to nie był mój pomysł! Ja tylko zgodziłem się pomóc. Więc idź z tymi swoimi chorymi pretensjami gdzie indziej!- powiedział podniesionym głosem. Byłam pod wrażeniem. Nareszcie przestał się uśmiechać. Spojrzał na mnie wymownym wzrokiem. Wiedziałam o co mu chodzi.
- I jeśli to pan ma na myśli to nie, nie przeproszę NIKOGO! Bo wy nic nie rozumiecie! NIC!
- Wróć do swoich obowiązków..- rzucił cicho i wyszedł. Ciągle znikał. Spojrzałam przez okno. Znowu deszcz. Wzięłam do ręki książkę z biologii. Jutro miałam test, którego nie mogłam zawalić. Nie było żadnych klientów. Miałam chwilę wolnego.
Nagle usłyszałam ten okropny dzwonek. Jakim trzeba być idiotą, żeby umieszczać takie cos w swoim sklepie?!
- Mmm.. Cześć piękna!- powiedział męski głos.
Podniosłam głowę znad książki. „O nie! Za jakie grzechy!”- pomyślałam i syknęłam:
- Harry Styles..
- Chyba nie tak wita się klientów?! – powiedział z sarkazmem.
- Wal się!- odpowiedziałam mu. On zrobił wielkie oczy.
- Ty?! To jest już..
- Skończ to! Nie mam ochoty na jakiekolwiek rozmowy z tobą.
- Ze mną?
- Z tobą!
- Hm…. – zastanawiał się.- Wczoraj specjalnie tak długo podtrzymywałem rozmowę bo dziwiło mnie to, że mnie nie rozpoznałaś.
- I..?
- I wiedziałem, że nastąpi to prędzej czy później..- uśmiechnął się łobuzersko.
- Wkurzasz mnie jeszcze bardziej! Do cholery! Myślisz, że jeśli jesteś wielką gwiazdą to się będę przed tobą płaszczyła?!
- No aż tak to nie, ale wszyscy reagują inaczej..
- No właśnie! Ja nie jestem wszyscy!- krzyknęłam uderzając pięścią w ladę.
- Uspokój się!
- Więc kup już to co chcesz kupić i zniknij mi z oczu- powiedziałam po wzięciu głębokiego wdechu.
Spojrzał na mnie swoimi zielonymi oczami. Specjalnie zrobił smutną minę, jednak na mnie to nie zadziałało. Wiedziałam, że celowo się ze mną droczył. Nie rozumiałam tylko jego intencji.
- To co zawsze.
- Czy ty myślisz, że jesteś jedynym klientem jakiego musze obsługiwać?! – zapytałam wkurzona. On powiedział mi co chce. Kiedy wychodził ze sklepu puścił do mnie oczko. „ Co za typ?! Chyba jasno dałam mu do zrozumienia że zachowuje się jak totalny pojeb!”- pomyślałam. Spojrzałam na zegarek. Już wpół do ósmej. Czas kończyć. Pozamiatałam więc, przetarłam szyby. Odwiesiłam ten paskudny fartuszek i rzuciłam obojętne:
- Wychodzę!- nie wiem czy Dann to usłyszał czy nie. Nie obchodziło mnie to. I jeszcze musiałam wracać do domu na pieszo bo nie wzięłam portfela i nie miałam kasy na taksówkę. Wszystkie przystanki były zbyt daleko i Rob jak zwykle nie odbierał. Stwierdziłam, że najlepiej będzie jeśli pójdę przez park. To była jedyna w miarę krótka droga. Jak zwykle założyłam na uszy słuchawki. Włożyłam ręce w kieszenie mojego płaszcza. Idąc spacerową alejką na chwilę zamknęłam oczy, żeby się uspokoić. Wtedy ktoś mnie popchnął i torba upadła z hukiem na ziemię.
- Palancie, patrz jak łazisz!- krzyknęłam pełna furii. Miałam się uspokoić, ale niestety, ktoś musiał mi przeszkodzić.
- Oj sory!- odpowiedział i schylił się, żeby mi pomóc. Ja zrobiłam to samo w tym samym momencie tak, że nasze głowy się zderzyły. Jak w kretyńskich filmach.
- Jeszcze raz przepraszam..- powiedział chłopak podając mi moje zeszyty. Spojrzałam mu głęboko w niesamowite niebieskie jak ocean oczy.
- Zwyczajnie na następny raz staraj się uważać.. – powiedziałam nakręcając kosmyk włosów na palec tak, jak robią to wszystkie puste dziewczyny z mojej szkoły. Chciałam zobaczyć jego reakcję i bawiło mnie jego speszenie.
- Postaram się, ale ty patrz pod nogi.
- Dziewczynom nie zwraca się uwagi- powiedziałam.
- A jak masz na imię? – zapytał. Zaskoczył mnie, bo to dziwne pytać kogoś przy takim spotkaniu o imię.
- Jestem…Ty najpierw mi się przedstaw- odpowiedziałam.
- Jestem Niall. Niall Horan.. –odezwał się ściągając kaptur. Kilka kropelek wody pociekło mu po twarzy. „Niall Horan?! Co ja mam takie pieprzone szczęście, że muszę spotkać kogoś z nich?!” – pomyślałam. Chłopak zauważył moje zdziwienie. Uśmiechnął się.
- Jestem Sam.
- Miło mi.
- Taaa… I wcale nie jestem waszą fanką jeśli o co ci chodzi….- chciałam wszystko sprostować.
- A czy ja coś mówię?- zapytał bardzo rozbawiony.
- Co cię tak cieszy?- denerwowało mnie to, że wszyscy ludzie tak cieszyli te swoje japy.
- Wszystko! Ta całą sytuacja jest prześmieszna! Hahahahah!- zaśmiał się. Zmierzyłam go wzrokiem i sama wybuchłam śmiechem. Deszcz padał coraz gęściej. Byliśmy cali przemoczeni.
- Ja już pójdę. Padam na twarz po całym dniu…
- Ja też już idę, bo cały jestem mokry. Jeszcze raz przepraszam, za to zderzenie. Mam nadzieję, że kiedyś się jeszcze spotkamy…- powiedział. Atmosfera zaczynała się robić dziwna. Wzruszyłam ramionami i odeszłam bez słowa.
Mijałam plac zabaw kiedy usłyszałam za sobą wołanie:
-Sam! Poczekaj!
Wywróciłam oczami.
- Ja pierdzielę! Co ty jeszcze chcesz?!
- Tylko to..- powiedział i wsunął do mojej kieszeni małą karteczkę. Był na niej jego numer. „Jaki on nachalny!” – pomyślałam.

*

Kiedy wróciłam do domu usłyszałam strzępki rozmowy Roba. Rzuciłam mokrą torbę i płaszcz w kąt. Zdjęłam buty i związałam włosy, które lepiły się do mojej twarzy.
- Cześć Sammy!- powiedział Rob kiedy weszłam do kuchni.
- Ile razy mam ci powtarzać, że nienawidzę kiedy tak do mnie mówisz?!- opowiedziałam mu zdenerwowana.
- I tak nie przestanę!- żartował.
- A poza tym to czemu pan leniwy dzisiaj nie raczył mnie odebrać i musiałam popylać jak jakaś lama w ten deszcz na pieszo?!
- Miałem ważne spotkanie.
- Cały dzień?
- Nie, tylko rano. Potem wyłączyłem telefon. W biurze jest urwanie głowy.
- Skończ już… - syknęłam podchodząc do lodówki. – Nienawidzę kiedy się tłumaczysz. Nienawidzę tego dnia i was wszystkich!- krzyknęłam. Trzasnęłam drzwiami od lodówki. Wyszłam z kuchni w okropnym humorze. Pobiegłam do swojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko. Łzy zaczęły mi cieknąć strumieniami. Nie miałam na to wszystko siły. Dzisiaj świat starał się być przeciwko mnie. Miałam dosyć tego, że każdy wtrącał się w moje sprawy.
Długo tak leżałam. Gapiłam się w sufit i stopniowo uspokajałam. Wzięłam do ręki telefon. „Nienawidzę świata!”- napisałam szybko i wysłałam do Czarującego Księcia.
Bardzo szybko dostałam odpowiedź:” Świat nienawidzi ciebie. Pomyśl w ten sposób. I co jest nie tak?”. Chwilę zastanawiałam się na odpowiedzią, ale ostatecznie wysłałam mu:” Bo mam cholernie dosyć tego wszystkiego!”.
„ Przesadzasz! Może nie umiesz czytać między wierszami? Może dzisiaj stało się coś ciekawego? Może …”- napisał tajemniczy chłopak .
„ Nie! Kolejny dzień którego żałuję.”-odpowiedziałam.
„Jesteś taka uparta! A skąd jesteś?”- zapytał. Nie chciałam mu odpowiedzieć prawdy. Wolałam nie wiedzieć z kim piszę. Bałam się rozczarowania.
„Z dużego miasta. To ci powinno wystarczyć.”- wystukałam na klawiaturze. Po chwili dostałam odpowiedź:” Ja też. Chyba mogę tak powiedzieć. A uporasz się z tym wszystkim jakoś?”.
Nagle drzwi do mojego pokoju się uchyliły.
- Mała…- powiedział Rob.- Wiem, że jest ci ciężko. Że się buntujesz, ale przecież wszyscy wiemy że nie jesteś taka słaba. Że ty dasz radę…
- Och, daruj sobie..- syknęłam.
- Sammy….- powiedział i wskoczył na moje łóżko. Chciałam go zepchnąć, ale był silniejszy. Później dałam sobie spokój. Leżeliśmy i gadaliśmy.
- A jak tam Harry?- zainteresował się.
- Matko! Mówiłam ci już jak go nienawidzę?!
- Dlaczego aż tak?
- Jest szmaciarzem. Denerwuje mnie każde jego słowo. I w ogóle uważam, że ten zespół to banda nieudaczników.
- Nie wierzę, że to powiedziałaś…
- I wiesz że spotkałam dzisiaj tego Nialla?
- TEGO? Wooow!
- Wiem, ja mam pieprzone szczęście.
- Masz szczęście! To chyba jakiś znak… - powiedział wychodząc z mojego pokoju. – Jutro obiecuję, że cię odbiorę. Może się razem gdzieś wybierzemy? W końcu piątek…
- Zobaczymy-odpowiedziałam mu. Kiedy zamknął drzwi ciągle miałam w głowie jego słowa: ”Może to jakiś znak?”. Nie dawało mi to spokoju. Aż w końcu w głowie zaświtał mi pewien pomysł. Zwyczajnie ich wszystkich sprawdzę. Sprawdzę czy są tacy za jakiś się podają i czy ich przyjaźń jest wystarczająco silna….
Wzięłam do ręki komórkę. Odpisałam Czarującemu Księciu: „Teraz już chyba będzie lepiej. Może nie we wszystkich dziedzinach mojego życia, ale… Ale teraz coś zmieniam! Trzymaj kciuki. Do napisania! XX”. Później pobiegłam na dół. Przeszukałam kieszenie płaszcza. Karteczka wciąż tam była. Wyciągnęłam ją i szybko napisałam na ten numer: „ Dałeś mi numer więc piszę”. Nie musiałam długo czekać i dostałam odpowiedź : „ Liczyłem, że się odezwiesz. Chciałabyś się ze mną spotkać?”. Zdziwiłam się, dopiero się znaliśmy, ale im szybciej tym lepiej. „Jutro 20 pod kinem. Ja wybieram film”- odpisałam mu. „Już się nie mogę doczekać ”- odpisał.
Poszłam do siebie. Usiadłam na łóżku i nie mogłam uwierzyć z to co robię….


Kochane dziękuję Wam za wszystko! Dodałam rozdział szybciej niż miałam dodać, ale nie mogłam się powstrzymać. Co o nim sądzicie?
  • awatar Chocolate†: Super, podoba mi się, ekstraaa! ;*
  • awatar Black.flower: Haha, niezła jest xD Ale ja tam bym się nie odważyła tak potraktować ani Horanka, ani Harrego. Nie dałabym po prostu rady *.* Jestem ciekawa planu Sam. Nie zdziwiłabym się gdybyś na końcu napisała Błahahaha xDD Haha ;p Czekam na kolejny ;*
  • awatar SWAGGY.: kurdee, swietny, no :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (33) ›
 

 
Kiedy rano zadzwonił budzik miałam ochotę rzucić w niego jakimś wielkim głazem i zaszyć się na wieki w moim łóżku. Ale przecież musiałam stawić temu czoła. Podniosłam leniwie powieki. Później zwlekłam się z łóżka i stanęłam przed szafą. Jak co dzień miałam trudny wybór. Spojrzałam przez okno. „Znowu deszcz…” – pomyślałam i jeszcze bardziej spochmurniałam. Po chwili namysłu wciągnęłam na siebie czarne rurki i czerwoną koszulę. Włosy związałam w luźną kitkę, wzięłam torbę i telefon i zeszłam na dół.
- O wstałaś!- powiedział Rob wystawiając oczy zza gazety.
- Wstałam!- odpowiedziałam mu szukając w sobie resztki energii.
- O której zaczynasz pracę? – zapytał żartobliwym tonem. Uwielbiał się ze mną droczyć.
- Po lekcjach- odpowiedziałam ze sztucznym uśmiechem, wzięłam szklankę soku, złapałam tost i zaczęłam go smarować dżemem.
- Wpaść po ciebie?
- Kończę o 19. Jakbyś przyjechał byłoby cudnie.
- Po siłowni do ciebie wpadnę.
- Siłownia?
- A co? Chuck mnie wyciąga, nie chce mi się iść, no ale głupio odmówić.
- Głupio odmówić?
- Skończmy ten temat. Zbieraj się, bo zaraz się spóźnimy.
- Dobra, już dobra…- odpowiedziałam. Dokończyłam śniadanie, spakowałam lunch do torby i wyszłam z domu.
W szkole lekcje dłużyły mi się jeszcze bardziej niż zwykle. Miałam dosyć wszystkich wścibskich spojrzeń i pytań o co tym razem chodziło dyrektorowi. Podczas długiej przerwy usiadłam sama na dziedzińcu i przeglądałam stare zdjęcia. Było ich całe mnóstwo. Od przypadkowych przechodniów spotkanych na ulicy po wspaniałe wystawy w paryskich butikach. Po dzwonku poszłam do klasy, wysiedziałam kolejne godziny w tym paskudnym miejscu.

*

Wraz z dźwiękiem dzwonka kończącego ostatnią lekcje, cała klasa wysypała się jak gromada mrówek. Ledwo przecisnęłam się przez ten dziki tłum. Założyłam płaszcz, włożyłam słuchawki w uszy i poszłam przed siebie. Dzisiaj pierwszy dzień w piekarni. Po drodze wyciągnęłam ponownie aparat i robiłam zdjęcia wszystkiemu co w jakiś sposób mnie zaciekawiło. To pozwoliło mi chociaż w pewnym stopniu się zrelaksować.
- Dzień dobry!- powiedział jakiś starszy, gruby mężczyzna gdy tylko nacisnęłam klamkę piekarni.
- Dzień dobry..- odpowiedziałam znudzona.
- Ty jesteś Samantha?
- No raczej!- zrobiłam wymowny gest oczami.
- Bardzo mi miło! Nazywam się Dann. Dann Steewart!
- I co w związku z tym?- nie załapałam co ten staruch ma na myśli.
- jestem twoim nowym szefem!- powiedział, a uśmiech go nie opuszczał. „Grrrr!” – pomyślałam. Zmieniłam minę i uśmiechnęłam się mimo wszystko.
- Cieszę się.
- Zaraz ci wszystko pokażę!- odezwał się. Opowiedział mi co i jak. Oprowadził mnie po małym budynku. Musiałam mieć jakiś idiotyczny fartuszek z przesłodzoną babeczką. Wyglądałam jakbym cudem urwała się z wesołego miasteczka. Później pokazywał mi jak opanować kasę fiskalną. Miałam wrażenie że mówi mi o kosmosie.
- I myślę, że dasz sobie radę. Brian… Yyy, to znaczy pan Clark powiedział, że jesteś świetną dziewczyną. Troszkę zepsutą, ale to przecież da się naprawić- powiedział wykrzywiając usta w coś na kształt uśmiechu. Co on może o mnie wiedzieć?! Co oni wszyscy do cholery są tacy doinformowani?!
- Chyba dam sobie radę. I nienawidzę kiedy się mnie ocenia nie znając mnie – syknęłam do niego. Z twarzy mężczyzny nie schodził uśmiech.
- Ja idę załatwić papierkową robotę. Ty dasz sobie radę sama- powiedział wychodząc na zaplecze.
- Pan jest chyba chory! Przecież ja tego wszystkiego nie ogarniam! No proszę pana!- krzyczałam za nim i pełna wściekłości obróciłam się. Ktoś właśnie wchodził, ponieważ rozległo się dzwonienie. To miejsce było okropnie tandetne.
„ No pięknie! Zajebiście wręcz!”- pomyślałam kiedy ten ktoś wchodził.
- Dzień doberek pani Steewart!- powiedział wesoło. To był chłopak mniej więcej w moim wieku. Miał kręcone loczki, zielone oczy.
- Chyba coś ci się pomyliło- burknęłam.
- Mmmm! Cóż za osobistość! Zmienił się pan- droczył się ze mną.
- Ha! Śmieszny jesteś jak nie wiem co!
- Oczywiście!
- I w ogóle to cię pogrzało?! W taka pogodę chodzić w samym sweterku! Kretyn!
- Ooo! Nie znamy się a tym przejmujesz się moim zdrowiem…. Czyżby mój urok osobisty już zadziałał?- powiedział zawiadiacko.
- Chyba jego ewidentny brak..
- Twarzowo ci w tym fartuszku!- zmienił temat.
- Skończ to- powiedziałam nie majac ochoty na bezsensowne rozmowy z tym kretynem.- Co chcesz?- zapytałam wskazując ręką na półkę z pieczywem.
- Dwie babeczki!- odezwał się specjalnie patrząc na mój idiotyczny fartuszek. Bez zbędnych komentarzy zapakowałam mu to, co chciał kupić. On wręczył mi do ręki pieniądze. Ledwo uporałam się z kasą. Nie chciałam się przed nim ośmieszyć chociaż ręce trzęsły mi się jak szalone.
- Spokojnie! Och, chyba musisz zakładać jakieś okulary! Mój urok oślepia!- śmiał się bezczelnie.
- Wiesz, okulary by się przydały. Tyle tylko, że dla ciebie! Może chociaż w minimalnym stopniu przyćmiły by twoje ego- odpowiedziałam mu na końcu fałszywie się uśmiechając.
On obejrzał się przez ramię.
- Ja musze już lecieć bo na mnie czekają! Do zobaczenia!- rzucił na odchodne. „Do zobaczenia?! Hahahaha! Ej, zaraz, zaraz… To był przecież…. O cholera! Rozmawiałam z Harrym Stylesem!”- pomyślałam. Nie do końca w to wierzyłam!

*

Pod koniec dnia padałam na twarz. Miałam niewielu klientów , ale zbyt wiele nowości jak na jeden dzień. Kiedy już pozamiatałam i powycierałam to co miałam powycierać pan Steewart powiedział:
- Jednak się spisałaś. Widzimy się jutro!
- Taaa.. Nara!- krzyknęłam i wyszłam.
Na dworze było chłodno. Wciągnęłam powietrze głęboko. Rozejrzałam się za Robem. Nigdzie nie było go widać. Zdenerwowana wyciągnęłam z kieszeni telefon. I nagle usłyszałam głośny klakson. Ciemny samochód podjechał w moją stronę.
- Rob!- powiedziałam i szybko wsiadłam.
- Cześć młoda! Jak było?- zapytał.
- A jak miało być ?! OKROPNIE! Nienawidzę tego miejsca i każdej chwili jaką tam spędziłam.
- Aż tak źle?
- I to jak!
-Nie mogę uwierzyć, że ciebie nakłonili do pracy! Hahahaha!
- Przestań!- cisnęłam szalikiem w jego stronę. On zręcznie go uniknął. – A i wiesz co…
- Hm?
- Nie uwierzysz kogo spotkałam…
- No powiesz wreszcie?- niecierpliwił się chłopak.
- Harrego Stylesa z One Direction!
- Wooow! – powiedział z uznaniem jakbym co najmniej zdobyła Nagrodę Nobla.
- I co w związku z tym? Chyba nie ma czym się cieszyć.
- Jaka ty jesteś paskudna! – spojrzał na mnie. Ja specjalnie patrzyłam przed siebie. – A jaki on jest?
- Hm… Bezczelny, loczki i znowu bezczelny!
- Aż tak?! Hahahahhahahaha!- śmiał się. Mimo, ze tak często mnie denerwował uwielbiałam jego towarzystwo. Kiedy czekaliśmy na światłach znowu spojrzałam na ekran telefonu . Dostałam wiadomość. „ I jak minął Ci ten koszmarny dzień? Pamiętasz mnie jeszcze? Książe Czarujący ”. Od razu się uśmiechnęłam. To było bardzo miłe. Od razu mu odpisałam: „ Jakoś jeszcze żyję. I jak mogłabym Cię zapomnieć? A jak u ciebie?”.
Zamknęłam oczy. Zapomniałam o wszystkim denerwującym. Robert skupiony prowadził samochód. Widział, że z kimś piszę i nie chciał mi przeszkadzać. A ja niecierpliwie czekałam na odpowiedź Księcia Czarującego.




Kochane, przepraszam, że tak długo nie pisałam. Ten tydzień był bardzo bardzo pracowity. Miałam próby, szkołę i dodatkowo uczyłam się na konkurs z biologii i to ostatnie jest już za mną. Ufff!
A co sądzicie o rozdziale?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (33) ›
 

 
Zostałam nominowana przez: http://olusiiax33.pinger.pl/
Zasady konkursu: Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego bloggera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla bloggerów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym, nie możesz nominować osoby, która cię nominowała) oraz zadajesz im 11 pytań.

*Pytania i odpowiedzi*
1. Ile masz lat?
Na razie 15, ale 1-go maja będę miała już 16.
2. Jaki jest Twój ulubiony kolor?
Zielony, niebieski, turkusowy nie umiem wybrać
3. Twoje największe marzenie?
Jeśli napiszę to się nie spełni ^^
4. Jaka jest aktualnie twoja ulubiona piosenka?
Aktualnie jest to : " Castle of glass", ale zmienia sie to wszystko jak w kalejdoskopie.
5. Czy podobają Ci się piosenki One Direction?
Czy podobają?! KOCHAM JE !!!
6. Ulubiona książka.?
Wszystkie książki Nicolasa Sparksa, "7 razy dziś" i seria książek "Plotkara".
7. Ulubiony film?
"Niemożliwe", "Lol'", "Wild Child" itp.
8. Czy gdybyś mogła cofnąć czas zrobiłabyś to ?
Raczej nie
9. Piosenka, której nienawidzisz to...
"Ona tańczy dla mnie"!
10. Jaka jest Twoja szczęśliwa liczba?
Chyba 9 bo to mój numer w dzienniku
11. Gdybyś mogła zmienić w sobie jedną rzecz, co by to było?
Chciałabym być bardziej ambitna, wytrwała i bardziej asertywna.

*Nominuję*
1.http://same-mistakes.pinger.pl/
2.http://marzenia.x3.pinger.pl/
3.http://karolas33.pinger.pl/
4.http://julek99.pinger.pl/
5.http://fanka1d.pinger.pl/
6.http://crazy.dreamer3.pinger.pl/
7.http://porankowa.pinger.pl/
8.http://egzotic.pinger.pl/
9.http://siemaeloczesc.pinger.pl/
10.http://biczysowo.pinger.pl/
11.http://czekoladovee.pinger.pl/

*Pytania*
1. Czy byłaś kiedyś zakochana?
2. Co najbardziej cenisz w ludziach?
3. Ulubiona zabawa z dzieciństwa?
4. Skąd czerpiesz inspiracje na bloga?
5. Piosenka, z którą masz najpiękniejsze wspomnienia?
6. Ulubiony szkolny przedmiot?
7. Ile masz lat?
8. Masz rodzeństwo?
9. Wymarzona podróż?
10. Twoje hobby?
11. Czego się najbardziej brzydzisz?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›